Zniewolenie w imię wolności


Od ACTA-y się zaczęło… z tym blogiem, i w ogóle z dyskusją o wolności i takich innych „duperelach”. Kolega Antek Stalich, bardzo ciekawa, intrygująca, inspirująca, choć upierdliwa postać (tak, tak, Antku – lubimy się – ale krytycznie), na swoim fejsowym wallu napisał:

Kiedyś mieszkając w hotelu mogłem poprosić o pokój dla palących. Obecnie, płacę słono za hotel, ale obowiązuje bezwględny zakaz palenia. Muszę zjeżdzać windą 3 piętra, wychodzić na mróz, zapalić fajka, wrócić windą. Narażam swoje zdrowie.

W swoim czasie, ODEBRANO MNIE I RZESZY INNYCH LUDZI WOLNOŚĆ PALENIA TYTONIU i to w miejscach nieprzeszkadzających innym. Zrobili to ludzie dbali o kwestie wolności, ponieważ wolność niepalących była ważniejsza od wolności palących (nawet tam, gdzie nie mogli tej wolności naruszyć).

Zapytam Cię Elu:
1. Czemu kwestia odebrania wolności palenia nie stała się i nie stanie przedmiotem wielkiej AKCJI?
2. Czemu walczy się o wszystko, a przeciw faktycznemu rzeczywistemu odebraniu wolności nie?
3. Czy nie uważasz, ze „walka o wolność” to tylko polityczna zaslona dymna i mentalność Kalego?

Osobiści myślę, że dlatego iż nie można na tym zbić kapitału politycznego, a na stopacta tak.

Jak uważasz? Zapraszam także wszystkich innych do dyskusji.

Więc i moje trzy grosze, trochę dalej od ACTA-y, bo czas się i od dyskusji o niej wyzwolić. Kończę ACTĄ, poniekąd…

Wolność, równość, braterstwo

Piękne ideały wolności, równości, każdemu według potrzeb już były. Trochę o tym pisałem tutaj, przyznaję, z emocjami. Po prostu, jako człowiek wolny, świadomy, a przede wszystkim krytyczny – nie mogę uwierzyć, że tak łatwo znów utożsamić wolność z samowolą. Wolność – TAK, ale jeśli naruszamy czyjąś wolność w imię naszej – jaki to ma sens? Poza egoistyczną walką o wolność każdego z osobna – żadnego. Nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się zniewolenie innych. Zniewolenie może mieć różne formy: od ostracyzmu (vide: Hołdys vs. ACTA) poprzez przymus społeczny, restrykcje prawne, aż do eliminacji „wrogów wolności”. Nieraz to przerabialiśmy. Jako palacz też, za Antkiem mogę się zapytać – co z moją wolnością do palenia? Odpowiecie mi – palenie jest niezdrowe, i dl aciebie, i dla nas. No i co z tego? Czy mi się wolność nie należy? Otóż… niekoniecznie. Jeśli palę wśród samych palaczy, w miejscu, gdzie nie ma niepalących, swoim paleniem nie naruszam niczyjej wolności do strefy be nikotyny. Jeśli zaś zapalę w towarzystwie „zdrowo żyjących”, mają oni prawo czuć się „zniewoleni” moim papierosem. To samo dotyczy głośnego słuchania muzyki (a tak – wkurwia mnie gówniarzeria w tramwajach, „biedna” tak, że nie ma na słuchawki), publicznych happeningów, itd. To samo dotyczy Internetu. Korzystając z darmowej Wiki (chociaż nie taka ona darmowa – są ludzie, którzy za nią płacą – w postaci datków) – mamy prawo do wolności korzystania z treści. Ściągając pirackie filmiki – naruszamy czyjąś przestrzeń wolności (wolność otrzymywania wynagrodzenia za swoją twórczość). Jeśli nie zauważamy tej różnicy – wolność staje się anarchią, samowolą. A anarchią i samowolą posługuje się swołocz, tłum, motłoch.

Wolność zakłada równość jednostek. W sensie równych szans, równego traktowania, równego prawa. Gdzie moje prawa jako palacza? Są ograniczone – niepalący są „równiejsi”. „równiejsza” chce być zawsze władza, w Polsce od czasu do czasu górnicy, hutnicy, nauczyciele… „Równiejszymi” chce być część (podkreślam: część) przeciwników ACTA. Tej części ma być wolno kraść, i nie można ich nazwać złodziejami. Demagogia. Orwellowski pomysł. Antek słusznie zauważa, że wycieranie sobie gęby „wolnością” zazwyczaj oznacza ograniczenie wolności i równoprawności innych. Skoro części ludzi część rzeczy należy się za darmo – czemu nie wszystkim i wszystko? I znów wracamy do zmory komunizmu. Wydaje mi się (choć wolałbym się mylić), że od tego komunizmu nie ma odwrotu. Z jednej strony dyktat władz, w obecnych czasach w każdym niemal kraju populistycznych, narzucających rozwiązania ograniczające, lub mogące ograniczyć wolność. Z drugiej strony anarchizujące ruchy społeczne, domagające się praw „równiejszych” niż obowiązujące. I nie chodzi mi tylko o część miłośników „wolnych treści”. Mam na myśli również feministki walczące o parytety, prawa poprawności politycznej w USA, gdzie łatwiej ma biedny, leniwy „gangsta” murzyn, niż średnio zamożny syn białego kierowcy ciężarówki, „równiejsze” traktowanie Izraela, jako odkupienie za Holocaust, i masę innych rzeczy. Z drugiej strony…  Skoro, gdzie się nie obejrzysz, widzisz „równiejszych”, czemu by nie zostać jednym z nich? Kolejny argument, że „walka o wolność” to hipokryzja. Przynajmniej w sporej części przypadków.

Braterstwo – „wszyscy ludzie wolni są braćmi” – jakoś tego nie widzę. W kontekście Smoleńska Kaczyński i Tusk nie są braćmi. Hołdys nie jest bratem Żakowskiego w sporze o ACTA, „wolny”, ortodoksyjny Żyd z Zachodniego Brzegu nie jest bratem „wolnego” terrorysty z Hamasu. Może powinno być: „wszyscy ludzie wolni są sobie wrogami”? Bo gdzie się nie ruszymy z naszym pragnieniem wolności, tam naruszamy wolność innych. Jakby nie patrzeć, Hitler na Wschód ruszał w imię „przestrzeni życiowej” narodu niemieckiego, a Stalin „wyzwolił” Europę Środkową. Zniewalając i eksterminując miliony. Kolejna hipokryzja.

W imię wolności…

…występują różne osoby i gremia. Najczęściej wolność jednych jest zniewoleniem drugich. Co ciekawe, zazwyczaj nie protestujemy tak gwałtownie:

  • system emerytalny jest kulawy i nie zapewnia nam wolnego dysponowania naszymi, jakby nie było, środkami na emeryturę – gdzie są wszyscy obrońcy wolności? Z drugiej strony, dzięki kontroli tego systemu w obecnej formie, każdy Rząd RP zapewnia wolność pobierania emerytury naszym dziadkom, oraz (głównie) pensji armii urzędników ZUS. Która wolność jest ważniejsza? Która jest bardziej etyczna?
  • w imię obrony wolności USA najechały Irak (dwukrotnie), Afganistan, wcześniej wielokrotnie interweniowały w wielu miejscach świata. W imię wolności „świata zachodu”, bo wolność lewicowców, talibów, mudżahedinów naruszyły po wielokroć. Czy ważniejsza jest „wolność zachodnia” czy „wolność talibska”?

Przykładów jest wiele, z najróżniejszych dziedzin życia. I zawsze wolność jednych oznacza zniewolenie drugich.

Partyzanci a terroryści

Przykładem dualizmu etycznego jest kwestia „różnicy” między partyzantami a terrorystami. Weźmy Polskę Walczącą – tak chętnie brano teraz na sztandary. Dla nas – partyzanci, bohaterowie walki o niepodległość. Dla Niemców – bandyci z AK. Nasi bohaterowie z AK w Berlinie nie byli, a i nie są postrzegani w tak pięknym świetle. M.in. za to, że w czasie wojny wysadzili bombę na jednym z berlińskich dworców. Zabili wielu cywili. Bohaterstwo, czy terroryzm? Czy walka o swoją wolność usprawiedliwia odebranie wolności czy życia innym?

Weźmy teraz Hamas, OWP i cała resztę palestyńskich „terrorystów”. Dla Izraela, i sporej części świata są to terroryści, mordercy dzieci, bandyci. Dla Palestyńczyków – wojownicy o wolność, o prawdę, mściciele krzywd. Która ocena jest słuszna? I trudne pytanie: kto jest bardziej „etycznie czysty”: AKowiec z bombą na dworcu w Berlinie, czy Hamasowiec z bombą na dworcu w Tel Awiwie? Wybierzcie. Nazwijcie bohatera i nazwijcie zbrodniarza.

Boję się takiej wolności..

…która ogranicza wolność. Boje się „równiejszych” w każdym wydaniu. Feministek, walczących o to, by „Kopernik była kobietą”, bo to przecież niemożliwe, żeby większość odkryć była dokonana przez mężczyzn, Syjonistów na siłę rugujących Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu, Amerykanów, „wyzwalających” kolejne kraje jak Wenezuela, czy Kuba.

Boje się, by pod hasłami wolności nie kryły się ideały zupełnie inne. Dlatego nie po drodze mi z Anonymous i piratami. Owszem, ważna jest wolność wypowiedzi. Ale, jeśli ceną jest uległość wobec innego „systemu”: piractwa, hakerstwa, anonimowości i braku odpowiedzialności za słowa i czyny (a taki festiwal teraz mamy) – absolutnie nie przyłączę się do „STOP ACTA”.

Mam nadzieję, że o ACTA już nie będę pisał. Przynajmniej nie w takim kontekście, jak to było przez ostatnie dni. Mam nadzieję, że szanując swoją i cudzą wolność, ruch „Stop ACTA” zauważy, że potrzebne są zmiany nie tylko w oprotestowanych regulacjach, ale i w ich postępowaniu:

  • oderwanie ruchu na rzecz „wolności wypowiedzi” od ruchów kryminogennych (Hakerzy, piraci)
  • dyskusja na temat praw własności z poszanowaniem praw twórców i właścicieli praw – na pewno potrzebny jest nowy model, ale nie może on funkcjonować na zasadzie „mamy was w dupie” – i przyjęcie odpowiednich regulacji
  • dyskusja nad rozwiązaniami umożliwiającymi ściganie przestępstw umyślnych, polegających na naruszeniu własności intelektualnej W ŚRODOWISKU MIĘDZYNARODOWYM – i przyjęcie odpowiednich regulacji

Dopóki tego nie będzie – będę nazywał was oszołomami, złodziejami, populistami. idiotami. Jeśli to was pocieszy – nazwę też tak każdego, kto będzie chciał naruszyć wolność wypowiedzi, sumienia, przekonań.

Reklamy
Możliwość komentowania jest wyłączona.
Reklamy
%d blogerów lubi to: