Polska ( i nie tylko) „prawie” jak Indie


Znów trochę politycznie. Trochę zainspirowała mnie Joanna Kluzik-Rostkowska (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jeszcze-rok-temu-mieli-zmieniac-polityke-zmienili-,1,5011986,wiadomosc.html), trochę ostatnie historie z Niemcem, co to wszystko chowa Kaczyńskiemu, Migalskiemu, Kurskiemu i wielu innym (tym razem schował acta). Niedawno pisałem o partii, która ewentualnie wzięłaby mój głos w wyborach – tutaj, a teraz chciałbym tą myśl rozwinąć o moje rozumienie bieżącej polityki.

Otóż w moim rozumieniu (co prawda nie jestem profesorem nauk społecznych, ekonomii, politologii, itd., aczkolwiek biorąc pod uwagę ilość błędów i zakłamań, jakie owi profesorowie popełnili w ostatnich 100 latach, osładza mi brak profesury) współczesna polityka, wbrew  temu, co oficjalnie się podaje w mediach, nie jest do końca demokracją. Otóż demokracja to demokracja – władza ludu. Obecnie modne jest wytykanie tak zwanej demokracji ludowej, że co to za demokracja, podczas gdy demokracja PARLAMENTARNA, jest taką samą demokracją jak i ludowa. Ani demokracja, ani parlamentarna. Przykład, że tak naprawdę to nie parlament decyduje o tym co się w tej „demokracji” dzieje, mieliśmy ostatnio (ACTA, Ustawa o NIK – parlamentarzyści nic nie wiedzą, głosują „taśmowo” jak partia każe).  System obecny, nie tylko w Polsce, to jakaś chora wersja systemu kastowego. Mamy kastę polityków – warstwa wybitnie próżniacza, żyjąca kosztem wszystkich innych kast. Jest kasta urzędników, bezpośrednio w pobliżu kasty polityków, w swoistym sojuszu (my wam pozwalamy występować jako rządzący, wy nam nie przeszkadzacie). Jest kasta medialna – dziennikarze, publicyści, zawodowi komentatorzy. Jest kasta tzw. wolnych zawodów – prawników, lekarzy, artystów. Dlaczego wyłączyłem z niej pracowników mediów (niby też wolny zawód) – otóż kasta medialna ma inny wpływ na pozostałe kasty. I w końcu jest reszta społeczeństwa. W ramach kast istnieją podziały, różnice poglądów, kłótnie, awantury. Czasem (na razie, na szczęście, albo i nie) nawet poważniejsze sprawy jak morderstwa, fizyczna eliminacja oponenta.

Dlaczego system kastowy? Otóż w ramach tychże kast funkcjonuje, niezależnie od poglądów tego, czy innego przedstawiciela jedna, przewodnia myśl – strategia: Utrzymanie lub zwiększenie pozycji własnej kasty, niezależnie od kosztów, interesu społecznego, przekonań, etyki… Chcecie dowodów? Przykładów? Proszę bardzo. Dzisiaj kasta polityków i kasta urzędników:

Klasa próżniacza – politycy

Zupełnie słuszne głosy protestu w związku z „globalnym kryzysem” i kolejnymi cięciami wydatków socjalnych, żeby politycy zaczęli oszczędności od siebie, odbijają się od polityków bez żadnego echa. Zakładając, że kryzys jest tak poważny, jak jest to przedstawiane, że idzie ku gorszemu, że jeszcze wszystko przed nami, i „musimy zacisnąć pasa” całkiem zasadne stają się pytania o:

  • wielkość parlamentów i „politycznej” (czyli obsadzanej z klucza partyjnego) warstwy administracji – co prawda wmawia się nam, że oszczędności z likwidacji np. 100 miejsc poselskich nie będą wielkie, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia wobec skali kryzysu, ale politycy niezależnie od partii bronią swojego stanu posiadania. Ewentualnie rozbudowują go )mnożenie ministerstw, agencji centralnych, stanowisk politycznych w administracji). Żeby jeszcze przekładało się to na jakość życia politycznego i pracy polityków. Tak jednak nie jest – ilość bubli i spraw wtórnych (np. nowelizacje  WPROWADZONYCH W ŻYCIE stanowią ok 60% stanowionego prawa, czyli co najmniej – nie licząc uchwał, innych „zajęć” 60% pracy parlamentu to… korekty własnej pracy – proszę, pokażcie mi firmę, która 60% zasobów poświęca na naprawę swoich produktów) rośnie niemal wprost proporcjonalnie do ilość polityków zajmujących się „kluczowymi dla społeczeństwa” sprawami. Co ciekawe, rzeczywiście kluczowe sprawy są załatwiane w mniejszej lub większej tajemnicy, na ostatnią chwilę, lub wcale (niezależnie od poglądów – kwestia związków jednopłciowych, związków partnerskich powinna być JEDNOZNACZNIE rozwiązana – albo w jedną, albo w drugą stronę).
  • finansowanie partii politycznych z budżetu, czyli z pieniędzy podatnika… – temat rzeka. Z jednej strony, niby ma to chronić przed korupcją i lobbingiem. Lobbing i tak funkcjonuje, jedyna różnica jest taka, że obecnie jest to sfera poza kontrolą społeczną. Korupcja – zapewne też ma się dobrze, może nie w formie bezpośrednich łapówek, raczej „załatwiactwa” różnych spraw. Z drugiej strony: około 50% (w zależności od okresu rożnie to wygląda) społeczeństwa nie angażuje się politycznie WCALE. Od nich też są przekazywane środki na działanie partii. Gdyby miało być sprawiedliwie – na partie polityczne (w przeciwieństwie do administracji, edukacji, lecznictwa) powinny być przekazywane WYŁĄCZNIE od Polaków politycznie aktywnych – głosujących, i biorących udział. Nawet wówczas – czy podział proporcjonalny, w zależności od wyników w wyborach tych środków jest słuszny? Czy nie powinno być tak, że środki dzielimy na WSZYSTKIE partie?
  • Za co płacimy posłom, ministrom, a także (pośrednio, poprzez naszą „zrzutkę” do unijnej kasy) Europarlamentarzystom? Nieobecności, wygadywanie głupot, stanowienie badziewnego prawa, itd. Czy to jest warte tych kilkunastu do kilkudziesięciu tys. PLN co miesiąc?
  • czy zasadne są (pod względem ekonomicznym) wszystkie przywileje, z których korzystają politycy? „Darmowe” (w rzeczywistości na nasz koszt) podróże, specjalne traktowanie itd.? Skoro polityk „normalnie” pracuje, ma „normalny urlop”, czemu nie miałby być traktowany jak każdy inny obywatel – niech odstoi swoje w kolejce, niech normalnie zapłaci za hotel, itd.

Tymczasem kasta polityków dba wyłącznie o własne interesy. Niezależnie od partii. Pozorowany „ruch na scenie politycznej” kilkanaście, czy kilkadziesiąt nowych twarzy, to klasyczna „zmiana warty”, znana dobrze z systemu socjalistycznego. „Rząd się sam wyżywi”… Kosztem podatników. Zresztą nie tylko rząd. Kolejna ciekawa rzecz: patrząc na działanie kolejnych rządów w ostatnich latach ciężko zauważyć jakąś zmianę sposobu rządzenia. Ba, poza szczegółami, mało ważnymi dla społeczeństwa, coraz trudniej zauważyć różnice w programach partii (choć i tak jest tu – w „teorii” – większa różnica, niż w faktycznym sprawowaniu władzy. W teorii – każda partia jest „ludowa” – ma na względzie interes społeczny, zadba o biednych, odrzuconych, bogatych i dających szanse na rozwój, w skrócie – o wszystkich. A w praktyce… Niezależnie od partii, konserwowane są interesy polityków, bez refleksji nad szerszym interesem społecznym. Działają tak wszystkie co do sztuki partie. Jedyną partią w ostatnich latach, która weszła w system polityczny spoza „kasty” była Samoobrona. Ale i jej członkowie szybko przyswoili sobie kastowy system myślenia.

Poza ekonomicznymi, także pytania o etykę sprawowania władzy mają coraz głębszy sens:

  • immunitet – czy obecnie (biorąc pod uwagę niską „wydajność” polityków, ma on wciąż za zadanie chronić ich przed naciskami, szantażami, itd. Czy może przywilej ten służy już tylko do obrony przed odpowiedzialnością za popełniane błędy?
  • czy globalnie w świecie polityków funkcjonuje etyka – wspomniana wypowiedź Kluzik Rostkowskiej wskazuje, że politycy NIE KIERUJĄ SIĘ żadnymi poglądami – chcą tylko utrzymać się wewnątrz kasty. Temu samemu zresztą przypisuję ruch Palikota z odejściem z PO i uruchomieniem RP. Temu samemu przypisuję epizod Leszka Millera z Samoobroną, polityczne wędrówki Ryszarda Czarnieckiego…
  • jeśli programy partyjne, a także sposoby działania partii niewiele się różnią, to wyznacznikiem czego jest dziś definicja opozycji? Jeśli poglądy na funkcjonowanie klasy politycznej, administracji, gospodarki, społeczeństwa w ogólności są niemal tożsame, czy oznacza to, że jesteśmy skazania na kulejącą, mniej lub bardziej socjalistyczną „demokrację”?
Ależ wiem, że funkcjonują u nas i czynne i bierne prawa wyborcze. Ależ wiem, że teoretycznie każdy Nowak czy Kowalski może zostać politykiem. Jednakże – jak są skonstruowane przepisy prawa odnośnie ordynacji, systemu politycznego, działalności partii? Również konserwują status quo, w praktyce uniemożliwiając teoretyczną demokrację.

Kasta polityczna ma jeden cel strategiczny – utrzymać społeczeństwo (a więc obywateli) poza mechanizmem sprawowania władzy. Utrzymać przywileje rządzących kosztem społeczeństwa. Dzieje się to niezależnie od przynależności partyjnej. Z tego powodu błędem logicznym jest w ustach polityków mówienie „my, społeczeństwo” ( coraz częściej są oni jednak na tyle bezczelni, że nie identyfikują się ze społeczeństwem). Czy takie wyizolowanie jednej grupy ze społeczeństwa nie jest dowodem na kastowość?

Eunuchy sułtana

Czy w Imperium Osmańskim władzę sprawował Sułtan? Oczywiście, że tak. Dlaczego zatem lokalni władcy choćby Algieru, Maroka, czy innych prowincji na własną rękę prowadzili wojny, zawierali sojusze, gromadzili prywatne bogactwa? Bo sułtan przymykał na to oko, chcąc zachować swą władzę… i głowę.

Bez mniej lub bardziej oddanych (zazwyczaj mniej, ale to nie ma większego znaczenia) pomocników, lokalnych kacyków, urzędników sułtan był nikim. Zmieniał się sułtan, zmieniała się lojalność kacyków. To samo zresztą funkcjonowało wszędzie indziej. Nieliczni urzędnicy czy watażkowie podnoszą rękę na legalną władzę, niezależnie od swoich osobistych poglądów. Udział w legalnej władzy, nawet, gdy jej nie lubimy, daje przywileje. Stąd, od urzędników faraonów Egiptu, aż po współczesnych eunuchów, kasta urzędnicza żyje w swoistej symbiozie z władzą. Oczywiście – kosztem społeczeństwa. Systemy demokratyczne wykształciły swego rodzaju PR, że urzędnik jest dla obywatela, nie na odwrót, jednak wrażenie to było chwilowe, i mocno na wyrost.  Bo co nam z „ludzkiego urzędnika” w zbiurokratyzowanej rzeczywistości?

To nie politycy stanowią biurokrację, a właśnie urzędnicy. I uwielbiają wręcz komplikowanie rzeczywistości. Śmiejemy się z unijnych przepisów, że marchew to owoc, o krzywiźnie banana, o zieloności i długości ogórka. Ale to właśnie działalność urzędników wprowadza takie komplikatory (zresztą działalność urzędników doprowadziła również najpierw do psucia złotego pieniądza, potem do zamiany go na papierowy z oparciem w złocie, a w końcu na uwolnienie pieniądza od relacji ze złotem). Urzędnicy żyją z politykami w dziwnej symbiozie. Z jednej strony wydaje się, że rządzą politycy. Z drugiej, politycy w „demokracji” mają żywot kadencyjny. Kto zapewnia ciągłość władzy? Właśnie urzędnicy. Spójrzmy jeszcze na jedną kwestię: ileż „rewelacyjnych” i „rewolucyjnych” przepisów prawa utykało w „konsultacjach międzyresortowych”? Ileż się w tych konsultacjach spłycało, spłaszczało, i w końcu z rewolucyjnych okazywało się niewielką, ba, często wymagającą dalszych korekt, poprawką? Otóż urzędnicy zdjęli z polityków obowiązki merytoryczne – tworzenia prawa, jego pilnowania i egzekwowania. Współrządzą jako „cichy udziałowiec”, nie pchają się na wyborcze afisze, ale również konserwują korzystny dla nich system polityczny.Współczesne państwo bez urzędników nie funkcjonuje: stąd we wczesnych latach po Rewolucji Październikowej w urzędach (nawet takich jak CzK) wielu urzędników o carskiej proweniencji, stąd po 1945 roku i w zachodniej, i wschodniej części Niemiec kariery robiło wielu urzędników, wcześniej tworzących nazistowski aparat władzy. „Układ” jest prosty: politycy to gwiazdy tego cyrku – wychodzą na scenę, grzeją się w świetle lamp, czekają na oklaski (bądź pomidory) od publiczności. Urzędnicy dbają o to, żeby niezależnie od tego, kto akurat występuje na arenie, cyrk funkcjonował… i zarabiał.

Kasta urzędnicza jest mniej próżniacza od polityków. Coś – biurokratyczną makulaturę, przepisy prawa – jednak produkuje. No i trochę bardziej żyje z obywatelem. Niemniej tak samo zachowawcza. wszystkie jej działania są skierowane na – utrzymanie systemu kastowego, oddzielającego obywatela od władzy, z jednoczesnym wzmacnianiem własnej kasty kosztem innych. Narzędziem jest tu biurokracja.  Im więcej biurokracji – tym trudniej obyć się bez „specjalisty”- urzędnika. Oczywiście – nie neguję, że urzędnicy, tak samo jak politycy, są potrzebni. Ale między tym, na ile są społeczeństwu potrzebni (i do czego), a tym, co funkcjonuje w naszej rzeczywistości, jest ogromna różnica. Przykład pierwszy z brzegu: adres zameldowania – coś, co funkcjonuje jako relikt PRL (i socjalistycznego sprawowania władzy). Teoretycznie nikomu niepotrzebny, bo wiele ludi jest zameldowanych w jednym, a przebywa w drugim miejscu. Wielu kpi sobie z przepisów meldunkowych, inni nie zdają sobie z nich sprawy. Wielokrotnie zapowiadano zniesienie tego anachronizmu… i nic. Funkcjonuje. Dlaczego? Otóż w każdym urzędzie gminy, miasta, powiatu, itd.  funkcjonują urzędnicy odpowiedzialni wyłącznie za sprawy meldunkowe. Na szczeblu centralnym – w MSW funkcjonują specjalne komórki zajmujące się tylko „zameldowaniem” obywateli. Jaki sens istnienia będzie mieć ta armia urzędników, jeśli zniknie adres zameldowania? W tym momencie kombinacji adresów jest wiele: adres zameldowania-adres zamieszkania-adres tymczasowego pobytu-adres korespondencyjny. Sami sobie policzcie, ile tu „pracy” urzędników. A jeśli zostanie po prostu „adres”?

Kolejny przykład: urzędy pracy – „wymyślone” do walki z bezrobociem. Nigdy w swojej historii bezrobocia nie ograniczyły, nie zwalczyły, nie opanowały. Za to do perfekcji opanowały biurokrację i sztukę kontrolowania obywateli: nie masz pracy – jesteś bezrobotny – idziesz do urzędu – dostajesz zasiłek – dostajesz propozycję pracy – nie odpowiada ci praca jako zbieracz truskawek – tracisz zasiłek – tracisz status bezrobotnego – dalej nie masz pracy… Rewelacja! Z jednej strony obywatele sami lub z pomocą agencji zatrudnienia, normalnych procesów rekrutacji jakoś sobie radzą ze znajdowaniem pracy, a tu kolejna armia urzędników produkująca stosy biurokratycznej makulatury. I tak naprawdę Nie mająca żadnego wpływu na rynek pracy. Agencja socjalna przyznająca i wypłacająca zasiłek. Za to ilu zatrudnia urzędników! A ilu przybywa przy każdej kolejnej aktywizacji walki z bezrobociem….

Kasta urzędników także daje mnóstwo podstaw do tego, żeby nazywać ją kastą.

Na dziś tyle, ale nie martwcie się – kolejnym kastom też się oberwie….

Reklamy
Możliwość komentowania jest wyłączona.
Reklamy
%d blogerów lubi to: