Ciąg dalszy o śmierci, życiu i jajecznicy


…ech, oberwało mi się ostatnio.  zasadzie za to, że nie dość afirmuję życie. Najpierw znajomy znajomego objechał mnie, że „chcę zabić pozostałych (czytaj: innych ode mnie) użytkowników planety”, a następnie, po ostatnim poście oberwało mi się od kilku podobnych znajomych znajomych (choć i pośrednio od moich, ale mniej), że nieczuły, że nie rozumiem, że nie mam prawa, i tak dalej (aż do „pokurwiony”)…

Pytam się grzecznie: A WY? Czy WY macie prawo? Jeśli tak, to ja również… To wersja krótka. Wersja rozwinięta poniżej.

Odpowiedź na pytanie, czy chcę wymordować innych mieszkańców planety? Niekoniecznie. Ludzkość i tak jest „selfdestructing”, i bez moich chęci. Rozwój cywilizacji skutecznie prowadzi nas do samozagłady. I nie ma znaczenia, czy będzie to cywilizacja ekologiczna, czy cybernetyczna. Koniec końców nastąpi wojna wszystkich ze wszystkimi. Mądrzy albo wyniosą się (koniecznie w małych grupach – więcej niż 5 przedstawicieli Homo Sapiens oznacza poważne ryzyko rozprzestrzenienia głupoty) w kosmos i dokonają żywota w poszukiwaniu nowej Ziemi, albo ze stoickim spokojem popatrzą na koniec świata, który przygotowali ludzie – Panowie planety. Przerysowuję? Może i tak… A kto wymordował miliony podczas wszystkich rzezi XX wieku? Ludzie. Że teraz jesteśmy mądrzejsi? I Wojna Światowa miała być tą ostatnią… Że należy głosić pacyfizm? A jeśli ktoś nie wierzy w pacyfizm? Siłą go przekonać? No właśnie – wygodne, łatwe twierdzenia nie dają gwarancji, że ludzkość zmądrzeje (bo, że do tej pory nie zmądrzała to widać). Ergo: sami siebie wykończymy. Nie trzeba nic z tym robić – wystarczy się pogodzić.

Z innej beczki: życie KAŻDEGO pojedynczego człowieka stanowi wartość niezastąpioną. TRWANIE cywilizacji to mrzonka.Życie każdego człowieka należy chronić (ale również tak, aby zaoszczędzić mu zbędnego cierpienia i bezmyślnej wegetacji, stąd mój sprzeciw wobec części ze „zdobyczy” medycyny): NIE dla aborcji na życzenie, NIE dla eutanazji dla każdego, NIE dla sztucznego podtrzymywania życia wbrew biologii organizmu. Owszem – zdarzą się przypadki, gdzie aborcja, czy eutanazja znajdzie we mnie obrońcę. Ale właśnie – są to POJEDYNCZE przypadki określonych osób. Zgodzić się dla zasady na wszystkie – nie ma mowy! Z kolei trwanie OGÓŁU – spójrzcie jak współczesny świat sam to „rozwiązuje”: wojna secesyjna w USA, rzeź i zamknięcie w rezerwatach Indian Północnoamerykańskich (nie mówiąc o wcześniejszej konkwiście Ameryki Płd. i Środkowej, rzeź Ormian w Turcji, obozy koncentracyjne… dla Burów, zakładane przez „światłych” Angoli, pogromy Żydów, I Wojna Światowa, Rewolucja i Kontrrewolucja w Rosji, Systemy autorytarne i faszystowskie (również w Polsce: Zamach Majowy, Brześć, Bereza), II Wojna Światowa, bomby atomowe, Korea, Systemy dyktatorskie w Ameryce Płd, Wietnam, Kambodża, Izrael vs. Kraje Arabskie i Palestyńczycy… o ostatnich 30 latach nawet nie wspominając. Samoniszcząca się cywilizacja nie zasługuje na przetrwanie – doświadczaliśmy tego w mniejszej skali (Rzym, Imperia Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, faszyzm, komunizm) – doświadczymy tego i w skali globalnej.

Odpowiedź, a raczej komentarz do pozostałych uwag. No cóż… Przyznam szczerze, że poglądów nie zmienię. Długo nad nimi pracowałem (34 lata) i są, nawet, jeśli niesłuszne, to przemyślane. Jeśli (wg. psychologii społecznej) normą jest najpowszechniej prezentowane zachowanie, to fakt – jestem pokurwiony. Aspołeczny, wycofany, i co tam jeszcze chcecie. I DOBRZE MI Z TYTM! Pisałem, że znam ludzi, po których noszę żałobę, i że jest to bardzo osobiste – czy to niewrażliwość? Czy może NIE WASZA wrażliwość? Ta na pokaz – jedni się ścigają, kto głośniej zaśpiewa w kościele, inni, kto więcej „świeczek” na fejsie wklei, tak? Nie wiem, czy mi żal Whitney, Michaela, Wisławy, Jana Pawła, i całej reszty zmarłych… Nauczyłem się przez 34 lata, że śmiertelność ludzi jest 100-procentowa. Więc żal po śmierci jest żalem poniewczasie. Należy po prostu żyć ze świadomością swojej, i cudzej śmiertelności. Brakuje mi „moich” zmarłych – to normalne. Ale zamiast idiotycznie wklejać coś na fejsie, piszę wiersz, piosenkę, powspominam w ciszy lub na koncercie, czasem czytając książkę lub wiersz. Moda na ekshibicjonizm żałobny jest mi obca. Dla mnie krzyczenie: Umarł!(a!) JAK MI ŹLE to wykorzystywanie zmarłego do wzbudzenia zainteresowania sobą. Kolejny wątek a’propos hipokryzji. Litość i żal wzbudzicie tylko w podobnych sobie – zainteresowanych wyłącznie swoją osobą. U osób wrażliwych i empatycznych wzbudzicie pogardę.

Advertisements
  • Trackback are closed
  • Komentarze (2)
    • Katon Najmłodszy
    • Luty 12th, 2012

    „Lubię to” zastępuje trud napisania kondolencji, felietonu, pogłębionej refleksji. Instynkt stadny każe być razem z „ikonami” i „autorytetami”. Zawsze tak było w sumie, ale dzisiaj procesy przyśpieszają na skutek katalizatora medialnego. Myślę, że „ludzkość” tego nie wytrzyma i skończy w światowym wariatkowie. Ocaleją jednostki. Zresztą, ludzkość nie istnieje przecież, są tylko ludzie.

      • kajaczek
      • Luty 13th, 2012

      A czy to czasem nie jest JUŻ globalne wariatkowo?

Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: