Umarł X – [*] – Lubię to!


Zmarła Whitney Houston… Poruszenie na fejsie, wcześniej zmarła Szymborska -okazało się, że miliony ludzi poetkę ceniły i teraz sobie życia nie wyobrażają… Wcześniej Michael Jackson, Violetta Villas itd. Oczywiście również Jan Paweł II. Z bliższego mi podwórka – żeglarsko-szantowego – niedawno odszedł Messalina, wcześniej Lucek. I właśnie przy okazji śmierci Lucka miałem okazję po raz ostatni publicznie wyrazić żal i żałobę. Na swój sposób. Cytuję mniej więcej moją odpowiedź na pytanie zadane w jednej z warszawskich knajp żeglarskich:

– Kajak, wybierasz się na pogrzeb?

– Nie, na pogrzeb nie idę – tam będzie masa ludzi płaczących na zawołanie. Pójdę kilka dni po pogrzebie na grób – pogadać, jak gadało się za życia.

Tyle. Czy zostało to zrozumiane? Może… Większość nie zrozumie. Bo MODNIE jest wyrażać publicznie żal. Bo śmierć stałą się funkcją marketingowo-pozycjonującą – w społeczeństwie, w panteonie sław, w internecie. W kwestii śmierci „wielkich tego świata” – przykre, ale taka kolej ludzkich losów. Nie znałem Jacksona osobiście, nie byłem fanem. Nie znałem Whitney osobiście, nie byłem fanem. Kiedyś, dawno temu byłem na spotkaniu z Szymborską, nie byłem fanem jej poezji, ale, sam coś gryzmoląc, rozumiałem niektóre z jej wierszy, czy też – miałem swoje zdanie na temat – co autor miał na myśli.Ciekawe – inny poeta – Norwid – umarł w nędzy i dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci trafił na ołtarze Muzy.
A tu proszę – tego samego dnia rośnie armia fanów poezji Szymborskiej. Dobrze, że ludzie zaczęli czytać jej wiersze… Ale czy na pewno czytają? Czy to kolejna akcja – „skopiuj i wklej”, jeśli jest ci przykro…

Fejsbookowe umieranie

Umieranie na fejsie to „życie po życiu” – profile niektórych osób sa dalej utrzymywane, w innych przypadkach przy każdej okazji się wspomina o zmarłym – i w przypadku gwiazd showbiznesu częściej służy to marketingowi niż żałobie. Śmierć podnosi popularność artysty. Ilu teraz fanów ma zmarły Curt Cobain? Ilu fanów „przyrosło” po śmierci Jacksona? Ilu „czytelników” w stosunku do życia, ma po śmierci Szymborska? To jest chore… Tym bardziej, że miesiąc później wzrusza się ramionami, odkłada książkę czy płytę w kąt i kupuje następną, bo znów ktoś umarł. Pieprzona, plastikowa, zakłamana, pseudoempatia pokolenia NEO (swoją drogą ja rozwijam ten skrót jako – No, Ewentualnie Odkliknę). Kupienie książki to nie żałoba, wklejenie linka do YouTube to nie żałoba. Żałobę przeżywa się w duszy (To takie coś, co zostało zastąpione przez tablicę Fejsa u wielu ludzi). Niedawno umarł mój dziadek – nie miał konta na fejsie – „żałoby” nie przeżywało milion internautów. Ale ponieważ za życia szanowało go wielu ludzi – za PRAWDZIWE nastawienie społecznikowskie, za UCZCIWOŚĆ, za WIERNOŚĆ ZASADOM, i za coś, czego ja do końca nie rozumiem – za wiarę katolicką – tą ludową, nie moherową; na pogrzebie było mnóstwo ludzi spoza rodziny. Nikt nie wklejał [*] na fejsie, a mimo to wiem, że dzidka tym, którzy przyszli, brakuje bardziej niż internautom Whitney, czy Michaela.

Tymczasem na fejsie trwa festiwal – kto bardziej kochał zmarłych… W ramach festiwalu smutne mordki, świeczki, linki do YT, wspomnienia, jak to zmarły NIEOMAL DOTKNĄŁ kogoś wysiadając z limuzyny itd. Absurd… Absurd, który świetnie podsumował Grzywa (Strefa Mocnych Wiatrów): „Na znak żałoby zawieszam masturbację na trzy dni” – oburzenie – jak tak można?! Można! I trzeba! Bo ileż można słuchać głupot – papki, którą wypluwacie z siebie przy każdej śmierci? Ze smutku kogoś naprawdę bliskiego zmarłym robicie sobie festiwal: kto jest najfajniejszy i najbardziej przeżywa.

Śmierć nie śmierdzi…

… hipokrytom. Jeśli tylko mogą coś na niej ugrać. Z umieraniem kogoś nie jest im po drodze, bo mają swoje „cudowne” życie – narzekanie, jak to IM źle, jak to IM niełatwo. Umieranie nie jest sexy. Za to trup w szafie, przepraszam, na tablicy, czy w klapie kurtki – o, to przyciąga uwagę. Do NICH – i tylko to się liczy. Najlepiej by było, żeby codziennie umierał ktoś, kogo dałoby się wrzucić na tablicę…

… i nie ma znaczenia, że darło się łacha jeszcze 2 dni temu z tego, jak się trup za życia ośmieszył w Sopocie.

Noszę prawdziwą żałobę po kilku osobach. Nie pięciominutową, jak ta fejsowa, nie miesięczną, nie roczną – ale do końca życia. O tych osobach myślę może nie codziennie, ale na pewno częściej niż tylko na 1 listopada i w rocznicę śmierci. Te osoby to nie tylko rodzina, trafią się tam i znane, czasem nawet bardzo nazwiska. Każdą z tych osób poznałem osobiście. Każda poświęciła mi trochę swojego czasu (więc i życia), każdej ja poświęciłem kawałek siebie. I obrazą dla mojej żałoby jest nazywanie cyrku, jaki się wyczynia w Social Mediach żałobą. Przy tym nawet płatne płaczki są bardziej wiarygodne.

Co za  świat, kurde, co za świat…

Reklamy
  • Trackback are closed
  • Komentarze (5)
    • Katon Najmłodszy
    • Luty 12th, 2012

    Sieciowy konsument grzeje się przy blasku zapalanych świeczek. Rośnie nam coraz większa rzesza cybernetycznych leni, dla których „lubię to” jest symbolem rzeczywistego zaangażowania – w przeżywaniu żałoby, w aprobacie dla działań polityków, w przystępowaniu do ruchów konstatujących rzeczywistość. Rośnie nam zgraja leniwych rewolucjonistów, którzy naciskając „lubię to” czują się być może tak samo, jak Gawriło w Sarajewie. Pluszowi żałobnicy, pluszowi rewolucjoniści, pluszowi kochankowie. Internauta to doskonalsza forma telewidza.

      • kajaczek
      • Luty 12th, 2012

      Katonie, Katonie… Prawda, w dodatku w moim odczuciu forma „odbiorcy mediów” zmierza do „ideału” – w rozwoju cywilizacyjnym, w przeskoku z jednego na inne medium, coraz bardziej „zautomatyzowana” w obsłudze. Im bardziej „interaktywne media”, tym łatwiej sterować reakcją publiczności.

    • mediafight
    • Luty 13th, 2012

    Nic dodać, nic ująć.

  1. Lubię to.
    To znaczy, nie lubię publicznego wstawiania [*] – co to w ogóle znaczy?! Czy człowiekowi jest od tego lżej, lepiej? Czy nawias i gwiazdka to szczyt szacunku, nawiekszy hołd, na jaki stać człowieka? Własnie w takich przypadkach milczenie jest złotem.
    Pozdrawiam, Ola.

  2. Kajaczek. Ja to jestem zaskoczony tym, że są zdziwieni, iż umarła… Jak to, przecież jeszcze miała dwa życia? Celny tekst.

Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: