Archive for the ‘ Kultura, k…a ’ Category

Od obrony wolności do chamstwa droga krótka – 3 do 4 dni


Obiecuję to sobie przy każdym kolejnym poście – dość o ACTA. Ale, jak już pisałem, co chwila wychodzą głupotki „wolnościowców”. Przypomnę – ZGADZAM SIĘ, że:

  1. Tryb negocjowania, ustalania i wdrażania ACTA woła o pomstę do nieba – , choć z drugiej strony – dotychczas mało kto się tym interesował. Rząd zaliczył faila, EU i europosłowie zaliczyli faila – FAKT
  2. Zapisy ACTA potencjalnie, powtarzam, POTENCJALNIE, mogą być nadinterpretowane w celu wzmocnienia kontroli treści i działalności internautów. ACTA co prawda zostawia to do decyzji stron (czyli RZĄDU) i prawodawstwa poszczególnych krajów, ale potencjalne ryzyko jest. FAKT

Niemniej jednak nie przekonują mnie argumenty „wolnościowe”. Dlaczego? Choćby dlatego, że owi „wolnościowcy” tak się zachłysnęli swoją rewolucją, że zaczęli polować na czarownice. „Nobody expects Spanish Inquisition” – chciałoby się pośmiać za Monty Pythonem. Ale tu nie ma „nic do śmiacia”.

Doj…ć Hołdysowi!

Jakiś „Idealista” wpadł na pomysł, żeby zgłosić do administratorów Fejsbuka konto Z. Hołdysa z przyczyny – cytat: „nikt nie będzie nazywał mnie złodziejem” (jak inaczej nazwać kogoś, kto kradnie? – i Robin Hood, i Janosik, i Paramonow byli złodziejami). Poszło w Polskę, znaczy w sieć. I się zaczeło… Kolejni wpadli na pomysł, żeby zgłosić strony fejsowe Rządu (tego złego, co podpisuje ACTA), KPRM, wkrótce dobiorą się i do bloga Kasi Tusk, żeby wpłynęła na decyzję taty, aby była „jedynie słuszna”. Drodzy „rewolucjoniści” – podczas rewolucji francuskiej od jej wybuchu do wprowadzenia terroru przez jakobinów minęło kilkanaście miesięcy, bolszewikom w 1917 zajęło to kilka tygodni, wam wprowadzenie cyberterroru zajęło 3-4 dni. Jesteście tłumem, żądającym głowy Ludwika XVI, jesteście motłochem domagającym się wieszania cara Mikołaja II. Jesteście nie obrońcami wolności, a katami demokracji. Tak walczycie o wolny Internet? Więc czemu NIE WOLNO nie zgadzać się z Wami? To znaczy – przepraszam – wolno, ale wtedy pokażecie co potraficie – zablokujecie strony, doprowadzicie do zablokowania kont. Kneblujecie tych, co myślą inaczej.

Zabawne, i żałosne zarazem jest to, że robicie to w imię walki z zagrożeniem wolności wypowiedzi. To pokazuje jakimi hipokrytami jesteście. Tu nie chodzi o wolność. Tu chodzi o wasz „fun” – waszą chwilę triumfu. Dla mnie nie ma znaczenia czy totalitaryzm wprowadzi Rząd RP, Komisja EU, ACTA, czy wy – obrońcy wolności. System totalny – blokujący niezależność jednostek zawsze będzie systemem totalnym, niezależnie od pięknych idei wypisanych na transparentach.

To nie ACTA jest problemem…tylko WY


Nie piszę dalej (na razie) o ACTA. Nuda jak cholera z tą napieprzanką na dogmaty. Jedni ortodoksyjnie za, inni ortodoksyjnie przeciw. Jak Smoleńsk, k…a. Jedna głupota goni drugą, a ludzie ścigają się na to, kto jest większym dogmatykiem i bardziej poniży przeciwnika… Idioci. Owszem, zdarzą się rozsądne, wyważone opinie (ot, choćby mojej wkrótce macierzystej firmy – Allegro) – tak też można – widzimy zagrożenia, apelujemy o rozwagę. A można też jak banda pacjentów psychiatryka – cieszyć się, że szpital się pali (Tango down, Tango down)… z nami w środku. Tak naprawdę to nie ACTA jest problemem – to WY.

Generacja „DD” (Daj darmo)

Roszczeniowa generacja, rozpieszczona przez marketingowców. Żałośni żebracy. Krzyczycie o wolnym dostępie do kultury… A kto zapłaci twórcom? Po co? Żeby twórca miał co jeść i żeby miał siłę by tworzyć. Kto mu zapłaci, jak dostęp do jego twórczości będzie wolny? Ale nie i nie – WAM SIĘ PRZECIEŻ należy wolny dostęp. Bo wy biedni jesteście. Bo was nie stać. Hipokryci. „Biedni” hakerzy, obracający danymi tysięcy kart kredytowych, do spółki z „biednymi”, lewackimi dziennikarzami, utrzymującymi się z płatnych treści, wspierani przesz „biednych” użytkowników, z których każdy ma komórkę i odtwarzacz MP3, walczą o wolny dostęp do treści… Po prostu – stosujecie mentalność Kalego – jak wy kradniecie – to dobrze, jak ktoś was okrada – źle. Jak wy ocyganicie kanara, i nie zapłacicie mandatu – dobrze, jak on was, i mandat wystawi – źle. Zrobić coś głupiego – zrobicie, ponieść odpowiedzialność – a po co? Fakt – przykład idzie zewsząd, od polityków, od rodziców, od kolegów… Ale to Was nie usprawiedliwia. Chcecie wolnego dostępu do treści? Czytaj dalej

Dlaczego Wyborcza jest „anty-ACTA”?


Dzisiaj na portalu GW ukazał się tekst Jacka Żakowskiego: ACTA ad acta. Rozbawił mnie straszliwie. Otóż jeden z czołowych dziennikarzy czołowego dziennika w kraju pisze:

Gdy władza tak uporczywie spiskuje przeciw obywatelom, jej legitymacja staje się wątpliwa, a sprzeciw jest uprawniony. Przynajmniej w granicach, w których ten atak się mieści.

Czyli, gdybyśmy np. uznali, że dowolne regulacje prawne (aborcja, ustawa refundacyjna, ordynacja wyborcza) są „spiskiem władzy przeciw obywatelom”, mamy prawo protestować. Ciekawe, zwłaszcza, że często w takich wypadkach Jacek Żakowski legitymizuje władze, i żąda zaprzestania oszołomstwa i „czepiania się”, bo w końcu władza działa dla dobra obywateli… Idźmy dalej:

Ten proces, który genewskie Obserwatorium Finansów nazywa finansjalizacją, to postępująca zamiana relacji na transakcje. W przypadku ACTA chodzi o ugruntowanie w prawie międzynarodowym zamiany relacji twórcy i odbiorcy w transakcję dostawcy z nabywcą. Wedle logiki stosowanej w ACTA sensem twórczości przestaje być inspiracja, a staje się transakcja.

Brawo – dogłębna analiza, panie Jacku! Szkoda tylko, że nie zauważył Pan tego wcześniej – proces ten postępuje przez pół wieku XX i pierwsze kilkanaście lat XXI. Ba, szkoda, że Pan nie zauważył, że dokładnie taki model funkcjonuje w Pana, i Pańskich kolegów, twórczości. Czy może – co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie?

Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza – mediaworkera, z naukowca – dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji.

No cóż – nic tylko się zgodzić. Tylko, że pojawiają się pytania: Czytaj dalej

Płatna „kultura”


W poście o ACTA (tutaj) wspomniałem o tym, że kwestia opłat za treści to insza inszość. No właśnie. Zgodzimy się, że twórcy wynagrodzenie się należy. Należy się też wydawcy. Ale jaka ta płatność ma być?

Dopóki artyści (różni) i naukowcy byli objęci mecenatem możnych, wszystko było proste. Dopóki trupa teatralna utrzymywała sie z tego, co gawiedź wrzuciła „kapelusza”, wszystko było łatwe. Od momentu, gdy mecenasi stali się pośrednikami i również zaczęli zarabiać na artystach, sprawa się skomplikowała. I mamy obecną sytuację, gdy Twórcy się należy, ale od kogo, ile, za co?

W skrócie – jak pogodzić Twórców i Klientów? Odpowiedź prosta: NIE DA SIĘ (jedni chcą zyskać jak najwięcej, drudzy – jak najwięcej oszczędzić). Odpowiedź złożona: To zależy… Od wielu rzeczy

Wizja liberalna

W wizji liberalnej i wolnorynkowej wszystkim rządzi rynek. Twórca i Wydawca (Dostawca) wycenia produkt, Klient (Odbiorca) decyduje, czy kupić. Podaż i popyt. Proste? Tak, ale. Żeby zmaksymalizować zyski ( a więc i zarobki Twórcy/Wydawcy), co jest celem kapitalistycznego, wolnorynkowego podejścia Dostawcy – trzeba zmaksymalizować popyt, najlepiej przy ograniczonej podaży – wówczas Klienci zapłacą więcej. Więc trzeba produkt (twórczość) reklamować. Reklama kosztuje, więc koszty są większe, zyski mniejsze. Kółko graniaste. Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: