Archive for the ‘ Politycznie ’ Category

Jestem antysemitą???


Chwilowo mam dość ACTA, polskich polityków, czeskich kolei (osobne przedziały dla kobiet), parytetów i innych „wynalazków cywilizacji”. Dziś zupełnie z innej beczki. Od długiego czasu wyznaję pogląd, że w gruncie rzeczy jestem filosemitą. No właśnie – „w gruncie rzeczy”. Bo jeśli chodzi o działania „Walecznego Państwa Izrael” wobec palestyńskich cywili – to uważam, że Państwo Izrael – Ojczyzna Żydów – stosuje (czy w ramach zemsty, czy w ramach polityki) wobec Palestyńczyków DOKŁADNIE te same metody, które wobec Żydów stosował Adolf Hitler. Metody szowinistyczne, faszystowskie, oparte o ideologię rasową. Jeśli chodzi o kulturę żydowską – to chasydów uważam za ruch religijny, Klezmer Bandy za ciekawostkę folklorystyczną, a KULTURĘ ŻYDOWSKĄ dla mnie stanowi całość: Od Tory i judaizmu, poprzez Żydowskich kupców, poetów, naukowców z nomen omen Imperium Osmańskiego, na współczesnej kulturze żydowskiej kończąc. Przy czym uważam, że właśnie paradoksalnie największy rozkwit tej kultury miał miejsce w czasach, gdy Żydzi byli pod władzą MUZUŁMAŃSKIEGO Imperium. Nie interesuje mnie, czy Michnik i Blumsztajn to Żydzi. Nie interesuje mnie kto się asymilował, a kto jest ortodoksem. Nie i koniec…

Humanizm judaistyczny?

Kiedyś istniał… Tyle, że to okres krucjat. I nieco późniejszy – dzięki żydowskim odkrywcom, wynalazcom, poetom Chrześcijańska Europa poznawała dzieła starożytne i arabskie. Bez nich nie byłoby Oświecenia. Tymczasem o tym aspekcie dzisiejsi piewcy kultury „Żydowskiej” i „filosemityzmu” zapominają. Dlaczego? Nie wiem… Może dlatego, że ówczesny – bardzo liberalny Islam (w tym czasie w Europie zaczynały płonąć stosy, rodziła się Inkwizycja, byliśmy tuż po schizmie wschodniej, a tuż przed reformacją) PANOWAŁ nad połową znanego świata, a Żydom to NIE PRZESZKADZAŁO. Ba, ów Islam umożliwiał wszystkim, którzy tylko uznali jego zwierzchność CYWILNĄ, wyznawanie swoich religii, dość swobodnie podchodził do kwestii społecznych. Owszem – Żyd czy Chrześcijanin nie mógł być wysokim urzędnikiem. Ale nikt nikomu nie bronił prowadzenia interesów, pisania poezji, prowadzenia badań naukowych. Wiem – dzisiaj i Judaizm i Islam to zupełnie inne byty… Radykalne, szowinistyczne, walczące z każdym, kto ma inne zdanie. Jednakże – patrząc na Islam i Judaizm globalnie na całym świecie – jakoś ten pierwszy to większa rozpiętość poglądów – i ma swój nurt liberalny, podobny do tolerancyjnego (w miarę, bo oczywiście nie zawsze wszystko było „różowo”) Islamu osmańskiego. Tymczasem Judaizm (w sensie politycznym, nie religijnym) przyjmuje tylko postawy od umiarkowanego szafowania Holocaustem do tłumaczenia wszystkiego tą tragedią: zabijamy Palestyńczyków, bo my mieliśmy Szoah, chcemy zwrotu NIE SWOICH majątków, bo Szoah, nie możecie nas krytykować, bo Majdanek, Treblinka, Auschwitz…

To ja w dupie mam taki filosemityzm, który tylko każe przytakiwać. Wolę poczytać przekłady żydowskich twórców z XIII-XVI…

Reklamy

Dżizas, kurwa, ja p…lę!


Poseł Stefan Niesiołowski (PO) stwierdził, że mamy w Polsce za dużo… wolności. Hmmmm… Ciekawe. Niegdysiejsza ikona opozycji, walczący WŁAŚNIE o wolność Niesiołowski krytykuje zbytnią ilość wolności… Cholera, nie piłem wczoraj, a głupoty czytam. ALe idźmy dalej. Otóż tej wolności jest za dużo, gdyż? Gdyż Ruch Palikota chce założyć maskę Anonymous (hłechłe, rechłe, psia ich dupa – maska jest Guy’a Fawkes’a, ewentualnie „V”, a nie Anonymous, ale cóż – idąc konsekwentnie za ruchem „Anty-ACTA”, przeciw prawom autorskim, można nawet przyjąć, że jest to maska Palikota, Biedronia i Grodzkiej na raz) „pomnikowi” Jezusa w Świebodzinie. Uwaga, cytuję za pierwszym gejem RP, Robertem Biedroniem:

gdyby Chrystus żył, to pewnie by był jedną z pierwszych osób, która by taką maskę założyła.

Dobra, chyba nie tylko kadzidełka paliło się w Sejmie. Niemniej, o 6:25 (słownie: szósta dwadzieścia pięć) takie „newsy” naprawdę stawiają człowieka w sytuacji, gdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy na pewno nie pił(palił kadzidełka) wczoraj wieczorem. W trzydziestoparomilionowym kraju w środku Europy, w trakcie kryzysu gospodarczego (oficjalnie, ja mam swoje zdanie na ten temat) dwóch posłów – REPREZENTANTÓW NARODU (albo społeczeństwa – jak kto woli) toczy taką polemikę.

Ile trzeba mieć promili we krwi…

… albo THC, żeby mieć takie omamy? Okej – nie piłem wczoraj. Tego jestem pewien. Nie było kadzidełek. Papierosy się nie liczą, akcyzowane, więc tylko legalne świństwa w nich były. Dzisiaj nie jest też 1 kwietnia. A więc news jest prawdziwy. I nasza „polityczna elita” tak się zachowuje. Okej, bez paniki… Spokojnie… Wdech, wydech… Już. Poniżej tylko 2 punkty. Jeden dla każdego z wymienionych wyżej panów.

  1. Panie (P)ośle Stefanie Niesiołowski – jak już wspomniałem – w ustach „ikony” opozycji, „ikony” walki z zakłamaniem PRL i PZPR, „ikony” walki o wolność poglądów, sumienia, wyznania – takie zdanie to niemal bluźnierstwo i zdrada. To świadczy, że mimo pięknej karty z lat przed 1989 rokiem, obecnie legitymizuje pan podobne praktyki, jakie PZPR stosowała wobec opozycji. Ładnie to tak? Który „obraz” medialny Pana jest słuszny? Ten sprzed 1989? Czy ten z wczoraj? Nie, prosze nie odpowiadać – to było pytanie retoryczne. Dziwię się tylko, jak ewoluują poglądy ludzi. Pana od jakiegoś czasu, niezależnie od poglądów, nie da się słuchać. Wyraźnie hołduje Pan zasadzie: nieważne jak mówią, ważne, że mówią.
  2. Panie (P)ośle Robercie Biedroń (nie wiem, czy się Pan odmienia – i jaki to rodzaj – męski, czy nijaki) – pana wypowiedź wskazuje na podobną, jak w przypadku Stefana Niesiołowskiego ignorancję i indolencję. Niezależnie od Pana religijności, może przypomniałby Pan sobie pewne mniej lub bardziej historyczne fakty: Jezus NIGDY nie był anonimowy – nauczał, glosił poglądy, czy jak to nazwać, pod swoim imieniem i przydomkiem, otwarcie stawał przeciw swoim oponentom, ba, nie stosował przemocy (no, poza ekscesami z wypędzaniem kupców ze świątyni) i odwoływał się do etyki i ZMIANY MENTALNOŚCI CZŁOWIEKA, a nie do happeningów w stylu: pomalujmy mauzoleum Lenina na zielono. Pomysł z maską na pomnik średni… Ale Pana tłumaczenie to po prostu dno.

Z drugiej strony:

  1. Rozumiem, że nie umiemy korzystać z naszej wolności w Polsce. Często mylimy wolność z samowolą i anarchią. Ale to nie oznacza, że wolności mamy za mało. Mamy za mało odpowiedzialności. Przede wszystkim za słowo i czyn. A także za mało szacunku do poglądów innych niż nasze. Niezależnie od tego, czy jest się feministką, czy katolickim biskupem – kto nie z nami, ten przeciw nam. W dodatku przykład, jak widać, idzie z góry.
  2. Jezus w dzisiejszych czasach, tak jak 2000 lat temu byłby z ludem. Fakt. Ale czy byłby z ludem kamienującym nierządnice, wzywającym do niepłacenia podatków, kradzieży? Wątpię. Pewnie wypędzałby kupców ze świątyń (Dlatego powinien obawiać się go wszechkatolicki o. Rydzyk), pewnie namawiałby do odnowy moralnej (ale nie jak Kaczyński – z pomocą szeryfa Ziobry), pewnie wybaczyłby tym, którzy go zdradzili, pewnie  karmiłby głodnych, zamiast drzeć japę o darmowe pliki. Pewnie zamiast w masce „V” na Jasnej, chodziłby po domach dziecka i DPSach, opiekując się tymi, którzy tego potrzebują.

Mogę nie mieć racji. Mogę (na szczęście) mieć swoje poglądy. Na panów Niesiołowskiego, Biedronia, wolność i Jezusa. I jeśli obraże czyjeś uczucia religijne, to przepraszam, choć swojej wolności się nie wyprę:

DŻIZAS, K..WA, JA PIE…LĘ!!!

Polska ( i nie tylko) „prawie” jak Indie


Znów trochę politycznie. Trochę zainspirowała mnie Joanna Kluzik-Rostkowska (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jeszcze-rok-temu-mieli-zmieniac-polityke-zmienili-,1,5011986,wiadomosc.html), trochę ostatnie historie z Niemcem, co to wszystko chowa Kaczyńskiemu, Migalskiemu, Kurskiemu i wielu innym (tym razem schował acta). Niedawno pisałem o partii, która ewentualnie wzięłaby mój głos w wyborach – tutaj, a teraz chciałbym tą myśl rozwinąć o moje rozumienie bieżącej polityki.

Otóż w moim rozumieniu (co prawda nie jestem profesorem nauk społecznych, ekonomii, politologii, itd., aczkolwiek biorąc pod uwagę ilość błędów i zakłamań, jakie owi profesorowie popełnili w ostatnich 100 latach, osładza mi brak profesury) współczesna polityka, wbrew  temu, co oficjalnie się podaje w mediach, nie jest do końca demokracją. Otóż demokracja to demokracja – władza ludu. Obecnie modne jest wytykanie tak zwanej demokracji ludowej, że co to za demokracja, podczas gdy demokracja PARLAMENTARNA, jest taką samą demokracją jak i ludowa. Ani demokracja, ani parlamentarna. Przykład, że tak naprawdę to nie parlament decyduje o tym co się w tej „demokracji” dzieje, mieliśmy ostatnio (ACTA, Ustawa o NIK – parlamentarzyści nic nie wiedzą, głosują „taśmowo” jak partia każe).  System obecny, nie tylko w Polsce, to jakaś chora wersja systemu kastowego. Mamy kastę polityków – warstwa wybitnie próżniacza, żyjąca kosztem wszystkich innych kast. Jest kasta urzędników, bezpośrednio w pobliżu kasty polityków, w swoistym sojuszu (my wam pozwalamy występować jako rządzący, wy nam nie przeszkadzacie). Jest kasta medialna – dziennikarze, publicyści, zawodowi komentatorzy. Jest kasta tzw. wolnych zawodów – prawników, lekarzy, artystów. Dlaczego wyłączyłem z niej pracowników mediów (niby też wolny zawód) – otóż kasta medialna ma inny wpływ na pozostałe kasty. I w końcu jest reszta społeczeństwa. W ramach kast istnieją podziały, różnice poglądów, kłótnie, awantury. Czasem (na razie, na szczęście, albo i nie) nawet poważniejsze sprawy jak morderstwa, fizyczna eliminacja oponenta.

Dlaczego system kastowy? Otóż w ramach tychże kast funkcjonuje, niezależnie od poglądów tego, czy innego przedstawiciela jedna, przewodnia myśl – strategia: Utrzymanie lub zwiększenie pozycji własnej kasty, niezależnie od kosztów, interesu społecznego, przekonań, etyki… Chcecie dowodów? Przykładów? Proszę bardzo. Dzisiaj kasta polityków i kasta urzędników:

Klasa próżniacza – politycy

Zupełnie słuszne głosy protestu w związku z „globalnym kryzysem” i kolejnymi cięciami wydatków socjalnych, żeby politycy zaczęli oszczędności od siebie, odbijają się od polityków bez żadnego echa. Zakładając, że kryzys jest tak poważny, jak jest to przedstawiane, że idzie ku gorszemu, że jeszcze wszystko przed nami, i „musimy zacisnąć pasa” całkiem zasadne stają się pytania o:

  • wielkość parlamentów i „politycznej” (czyli obsadzanej z klucza partyjnego) warstwy administracji – co prawda wmawia się nam, że oszczędności z likwidacji np. 100 miejsc poselskich nie będą wielkie, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia wobec skali kryzysu, ale politycy niezależnie od partii bronią swojego stanu posiadania. Ewentualnie rozbudowują go )mnożenie ministerstw, agencji centralnych, stanowisk politycznych w administracji). Żeby jeszcze przekładało się to na jakość życia politycznego i pracy polityków. Tak jednak nie jest – ilość bubli i spraw wtórnych (np. nowelizacje  WPROWADZONYCH W ŻYCIE stanowią ok 60% stanowionego prawa, czyli co najmniej – nie licząc uchwał, innych „zajęć” 60% pracy parlamentu to… korekty własnej pracy – proszę, pokażcie mi firmę, która 60% zasobów poświęca na naprawę swoich produktów) rośnie niemal wprost proporcjonalnie do ilość polityków zajmujących się „kluczowymi dla społeczeństwa” sprawami. Czytaj dalej

Świat po ACTA…


… będzie tym samym światem. Nie będzie rewolucji. Ani rewolucji ruchu „Stop ACTA”, ani rewolucji „polskich internautów”. Europejski Trybunał Sprawiedliwości, niezależnie od ulicznych protestów w Polsce zakwestionował jeden z zapisów ACTA: http://www.tvn24.pl/0,1732732,0,1,przelomowy-wyrok-trybunalu-acta-niezgodne-z-prawem-ue,wiadomosc.html. W praktyce oznacza to, że dyskusja będzie się toczyć. I dobrze. Natomiast zastanawia wybiórcze podejście do „obrony wolności”. Sprawa uprawnień NIK nie spotkała się z tak gwałtownym i stanowczym protestem jak ACTA. Ciekawe… W dodatku, patrząc na decyzję ETS, zastanawia mnie, jakim umiłowaniem wolności” kierują się politycy – Jarosław Kaczyński, niegdyś gorący przeciwnik Karty Praw Podstawowych, na bazie której ETS orzekł w sprawie ACTA, teraz ambitnie „łączy się w bólu” i zapowiada walkę ramię w ramię z internautami (tak, tak, tymi od piwska i pornoli).  Ciekawe…

Ciekawych jest mnóstwo rzeczy. PO, sprawujące obecnie władzę, obrońcy przed terrorem Kaczyńskich i PiSu, a następnie zamykająca ( z pomocą ABW) stronę antykomor.pl, przegłosowująca nowelizację Ustawy o NIK. Swoją drogą – chciałbym zobaczyć listę posłów, którzy byli „za” nowelizacją Ustawy. Protestujący, tak ochoczo walczący z ACTA, mniej euforii wykazują, by walczyć o wolność w innych aspektach. Dla mnie jasne jest że:

  • Władza, niezależnie od linii politycznej, partii, itd. zawsze będzie chciała patrzeć obywatelom na ręce – czy to pod pretekstem wojny z terroryzmem, czy wojny z piractwem, czy nowelizacji ustaw, czy cokolwiek innego. Ewentualne „łączenie się z obrońcami wolności” ma wyłącznie powody w gromadzeniu poparcia przez tą, czy inną partię – zresztą popatrzcie: partia lewicowa (SLD) jest liberalna, partia prawicowa (PiS) jest socjalistyczna, partia centrowo-liberalna (PO) jest zachowawcza.  SLD miało swoje „lub czasopisma”, nie wypominając biednej partii jej „wolnościowych” korzeni. PiS/SP/PJN (bo się podzieliło było) ma stygmat akcji CBA, doktora G., Sawickiej, Blidy, PO – ACTA, Ustawa o NIK, Radka Sikorskiego przeciw niepochlebnym internautom. Obudźcie się – żadna z partii nie reprezentuje wolności – co do sztuki (z ruchem Palikota) zależy im na KONTROLI społeczeństwa.
  • Obywatele zwracają uwagę na wolność, prawa obywatelskie WYŁĄCZNIE wtedy, kiedy ich (w ich mniemaniu) najbardziej żywotne interesy są naruszane. Tak było w PRL, gdzie masowe protesty nie miały podłoża wolnościowego (1956 – Poznań, protest o podłożu ekonomicznym, 1970 – Wybrzeże – protest o podłożu ekonomicznym, 1976 – Radom – protest o podłożu ekonomicznym, 1980 – Wybrzeże – protest o podłożu ekonomicznym; elementy wolnościowe zawsze wchodziły jako drugi rzut), a ruch wolnościowy istniał w tle i dołączał do protestów ekonomicznych. Tak samo później: wszelkie masowe protesty i w świecie realnym (strajki górników, hutników, pielęgniarek i Bóg wie kogo jeszcze), i w świecie wirtualnym (Wysokie ceny paliw, ACTA)  mają podłoże ekonomiczne. Wolność jest tu „na przyczepkę”.

Już widzę oburzenie, że wcale tak nie jest. No cóż, obrazoburcze stwierdzenia zawsze budzą opór. Poza tym miło nam widzieć siebie jako bohaterów, zamiast jako zwykłych kombinatorów. Miło być romantycznym bojownikiem, a nie zwykłym, przaśnym piratem. Tak samo było z legendą Robin Hooda (bohater – może, na pewno złodziej), z legendą Janosika (bohater – wątpliwe, na pewno bandyta), legendą Paramonowa (zastrzelił Milicjanta – fakt, przedstawiciela opresyjnej władzy, ale ile się nakradł, ile osób skrzywdził). Naczytaliśmy się (o ile ktoś czyta) Szklarskich, Stevensonów, Fiedlerów, Dumasów, i każdemu marzy się być tym dobrym. Po czym ładujemy się z naszymi ideałami w prozaiczny świat, w którym rządzi pieniądz. Bezkrytycznie krzyczymy „wolność rządzi”, podczas gdy mamy na myśli: „byle odpieprzyli się ode mnie”.

Czemu nikt nie protestuje przeciw ograniczeniu do treści Internetu w Chinach czy Korei? Czemu nikt nie protestuje przeciw niepodpisaniu przez Polskę Karty Praw Podstawowych? Czemu, głosując na coraz to inne partie, wybieramy wciąż tych samych ludzi? Tu wietrzę spisek – jakaś umowa społeczna, w której jedni udają że rządzą dla dobra społeczeństwa i w imię wolności, a drudzy udają, że w imię wolności protestują. Swoją drogą, protestującym polecam zdanie Stanisława Lema, wielkiego pisarza, niezwykle skromnego i inteligentnego człowieka:  „Nie wiedziałem, że jest na świecie tak dużo idiotów, dopóki nie zajrzałem do internetu.”

Pieprz ACTA – idź pod NIK i Sejm…


My tu gadu, gadu o ACTA, protesty w imię „wolności”, „Nie dla potencjalnej inwigilacji”. I wszyscy przekonują, że właśnie o wolność w tych protestach chodzi. Tymczasem władza właśnie zdobyła nowe narzędzie inwigilacji, przeciw któremu nikt nie protestuje: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,11031787,NIK_ma_nowe_uprawnienia__Pozna_wszystko___wyznanie_.html. Nie wiem – smiać się, płakać? Tłumy ludzi krzyczą na ulicach przeciw czemuś, co tylko potencjalnie nam zagraża, politycy prześcigają się w zaprzeczaniu, że z ACTA mieli coś wspólnego, a tu bach! Nasi posłowie cichaczem, na leniucha, przegłosowują takie cudo.

Gramy w Głupka?

Przepraszam, ale wyszło na to, że albo nasza władza jest sprytniejsza, niż ustawa (ta o NIK) przewiduje, albo ruch „ANTY ACTA” dał się zrobić w głupka. Tam ACTA, niepodpisana, niepewna, w dodatku odwołująca swoje zapisy do prawa krajowego (przypomnę: aktami wykonawczymi są ustawy i rozporządzenia), a tu niespodzianka – przegłosowana Ustawa (AKT WYKONAWCZY) pozwalająca krajowej instytucji na dowolną inwigilację… Bez kontroli. W jednym i drugim przypadku inwigilacja (załóżmy), W jednym i drugim bezzasadna, bezprawna (załóżmy), w jednym – wyłącznie elektroniczna, w drugim – totalna, w jednym i drugim przypadku władza mówi, że nie skorzysta. A światli ludzie Internetu w jednym przypadku władzy nie wierzą i protestują, a w drugim siedzą cicho… Odszczekajcie swoje hasła o obronie wolności, albo dalej – pod NIK i Sejm. W tym przypadku pójdę z Wami. Bo tu chodzi o wolność, a nie o złodziejstwo.

 

Dlaczego w każdych kolejnych wyborach oddam głos pusty?


Wspomnę o ACTA – nie da się nie wspomnieć. Chodzi o współczesną klasę polityczną. Kolejny powód, dla którego na kolejne, i kolejne, i kolejne wybory pójdę, ale znów oddam głos nieważny. Otóż po wybuchu niezadowolenia w sprawie ACTA, nagle zaczęło się politykom przypominać, jak to bardzo są „przeciw”, a „przypadkiem” w Europarlamencie głosowali za odrzuceniem rezolucji potępiającej tryb prac nad umową. Brylują oczywiście gwiazdy: Jacek Kurski, Marek Migalski. Lista, jak kto głosował, pokazuje, że jedynie SLD był za rezolucją, reszta albo przeciw, albo się wstrzymała, albo… nie było ich. Taka super ważna (jak się okazuje) sprawa, takie zagrożenie demokracji, wolności, a tu… polska rzeczywistość skrzeczy. Tłumaczenia Kurskiego i Migalskiego są żałosne, przeprosiny Kaczyńskiego (oraz obietnica wyciągnięcia konsekwencji – ciekawe, kto tym razem z PiSu poleci?) poniewczasie, udawana szczerość Zdrojewskiego (były interpelacje, które odrzucił) równie przykra, co bezpodstawne zadowolenie SLD (panowie i panie – uwaga: „lub czasopisma”).

Jakoś nie wierzę, żeby przeciwnikom ACTA zapadły w pamięć te wydarzenia, tak samo, jak nie zapadają im w pamięć inne, które powinny wpłynąć na ich decyzje nad urnami wyborczymi. Jakoś nie wierzę w dobrą wolę polityków, w tym i uwielbianego przez internautów JKM, bo ruszyli, jak Ryszard Kalisz jaguarem na demonstrację przeciw bezrobociu, po „ptokach”. Jak już mleko się wylało, i wydało się, kto co robił wcześniej – zaczęli się kajać, pojawiać, „bywać” na protestach. Cynicy… Hipokryci (bodaj jeszcze więksi, niż część tych, którzy krzyczą, że w akcji STOP ACTA chodzi o wolność), hochsztaplerzy, niedzielni magicy.

Wybaczyć – TAK, zapomnieć – NIGDY

Na początku: nie, nie zmieniłem zdania – widzę w ACTA zagrożenia, ale uważam, że cały protest dotyczy usankcjonowania kradzieży, jaką jest piractwo, i momentu „funu” dla kilku tysięcy ludzi. Ba, nawet byłbym w stanie podać masę powodów, dla których tak może być (anonimowość, potrzeba identyfikacji, „podjaranie się” Oburzonymi w innych krajach, co z tego, że tamci protestują w związku z czymś innym? My nie gorsi! I tak dalej….). Ale pominę ten wątek, bo chciałbym skupić się na ważniejszym. Co kilka lat odbywają się w Polsce wybory. Demokratyczne. Ordynacja nie jest już tak demokratyczna, ale wybory – owszem. I niemal bez wyjątku (pomijając ostatnie w 2011) przy wyborach następuje zmiana przy korycie i na stołkach. Co ciekawe – obecni „Oburzeni ACTA”, przez ostatnie 5 lat głosowali głownie na PO (w mniejszym odsetku na Ruch Palikota, PiS, SLD, i tak dalej) – wynika to z prostej wyborczej arytmetyki. Część nie głosowała. W internecie konsekwentnie wygrywa JKM, niemal łeb w łeb z Palikotem i PO. Jeśli ruch „STOP ACTA” – polscy użytkownicy Internetu to taka siła, czemu dotychczas nigdy w wyborach nie wygrał Korwin-Mikke? Kolejny, obok ACTA, spisek? Jeśli tak bardzo go kochamy, internauci, w dodatku taką stanowimy siłę – wybierzmy go w końcu.

A może Palikot – legalizacja trawki, legalizacja związków partnerskich, legalizacja wszystkiego, co sobie zamarzymy. Założe się, że zalegalizuje też piractwo… w obietnicach wyborczych. Obietnice bowiem, a za nimi programy partyjne to powód i wygrywania, i przegrywania wyborów przez partie. Co ciekawe – jedyna koalicja, która REALIZOWAŁA program obiecany przed wyborami (AWS-UW, z J. Buzkiem jako premierem), czyli dotrzymała tego co spisała – sromotnie przegrała kolejne wybory. Ale wówczas politycy się nauczyli: nie ma znaczenia co obiecasz, ani (tym bardziej) co zrobisz. Najważniejsze, żeby cię lubili (stąd też fenomen popularności JKM w sieci – nie miał jak się narazić). Nie chcę wymieniać wszystkich obietnic wszystkich kolejnych rządów. Nie będę też snuł teorii spiskowych o roli mediów, układów, formalnych i nieformalnych umowach, itd. Zanim przejdę do odpowiedzi na pytanie postawione w tytule, chcę napisać jedno, jedyne zdanie, adresowane do wszystkich – oburzonych, zadowolonych, biednych, bogatych, starych, młodych, pięknych, brzydkich. To zdanie brzmi: Czytaj dalej

Ruch „progresywny” – WTF?


Czas wyjaśnić jedną z kwestii dotyczących bloga. Skąd „REGRESJA”? Termin skądinąd naukowy (http://pl.wikipedia.org/wiki/Regresja), jednak w przypadku tego bloga używam go, aby odróżnić się od „progresywnych” ruchów i osób. Namnożyło się ich ostatnio – i co do sztuki wszystkie „progresywne”. Przykład: http://netysci.mixxt.pl/. Przyznaję, gdzieś u zaranie tego ruchu dałem się złapać. Owszem, kilka postulatów jest mi bliskich (nadal). Ale zawsze wkurzało mnie określenie „progresywny”. Okej, człowiek do szkół chadzał, wie, że progres to postęp, a więc ruch niby jest postępowy. Nie można by tak napisać? Po polsku?? Ruch progresywny, Rock progresywny – że niby tak mądrze to brzmi? Banał (nomen omen, patrząc na rock progresywny, nie wiem, czy to nie jak Smooth Jazz, czyli: albo nie istnieje,  albo ani to rock, ani tym bardziej postępowy).

Aproksymacja, Progresja, Impotencja

Podczas jednego z rejsów, ze względu na to, że część załogi stanowili inżynierowie górnictwa, nabijaliśmy się z inżynierskiej aproksymacji. A to nam aproksymowali pozycję, a to czas dopłynięcia do portu, a to, co będzie na obiad (http://pl.wikipedia.org/wiki/Aproksymacja). Generalnie śmiesznie. Owszem, puryści techniczni mogą się obrazić (podejrzewam, że społeczni rewolucjoniści obrażą się za „progres”), ale po kiego wafla ta aproksymacja w potocznym języku? Przybliżenie, zaokrąglenie nie wystarczą – kolejne słowo obcojęzyczne, brzmiące jak przeładowanie Sturmgewehr 44. Zresztą po niemiecku nawet motyl (Schmetterling) brzmi jak powiew śmierci na froncie wschodnim. Na rejsie było wesoło, koledzy inżynierowie również na poziomie, więc było to dla jaj. Mi już bliżej do inter- i ekstrapolacji niż do APROKSY, TFU, MACJI. Na poważnie nie zdzierżyłbym. Tak samo nie potrafię tej „progresywności społecznej” wybaczyć. Dla porządku więc: dla mnie progresywny – oznacza postępowy (http://sjp.pwn.pl/slownik/2505892/post%C4%99powy). A to oznacza, że ruch społeczny kreuje, wyznacza, wspiera postęp. Tymczasem…

NETYŚCI to ruch kulturowo-polityczny zainicjowany spontanicznie w Internecie w 2009 roku przez grupę osób które wierzą, że nadszedł czas na zmiany w myśleniu o człowieku w społeczeństwie, o samym społeczeństwie i zasadach uprawiania polityki.

Wierzymy, że:

  • nadszedł czas na urządzenie społeczeństwa dla dobra wszystkich obywateli, z gwarancją, że nie będzie zawłaszczane przez żadnego grupy, a szczególnie polityków, korporacje i kościoły. (koncepcja zrównowazonego społeczeństwa sieciowego)
  • konieczne jest dopuszczenie każdego obywatela do realnego wpływu na swoje otoczenie – od gminy do państwa. A najlepszym narzedziem globalneg sprawowania władzy i kontroli władzy jest Internet (opowiadamy się za koncepcją Rząd 2.0).

(Za stroną NETYSTÓW)

Że co? Że niby jak? Okej, bez nerwów. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze: Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: