Umarł X – [*] – Lubię to!


Zmarła Whitney Houston… Poruszenie na fejsie, wcześniej zmarła Szymborska -okazało się, że miliony ludzi poetkę ceniły i teraz sobie życia nie wyobrażają… Wcześniej Michael Jackson, Violetta Villas itd. Oczywiście również Jan Paweł II. Z bliższego mi podwórka – żeglarsko-szantowego – niedawno odszedł Messalina, wcześniej Lucek. I właśnie przy okazji śmierci Lucka miałem okazję po raz ostatni publicznie wyrazić żal i żałobę. Na swój sposób. Cytuję mniej więcej moją odpowiedź na pytanie zadane w jednej z warszawskich knajp żeglarskich:

– Kajak, wybierasz się na pogrzeb?

– Nie, na pogrzeb nie idę – tam będzie masa ludzi płaczących na zawołanie. Pójdę kilka dni po pogrzebie na grób – pogadać, jak gadało się za życia.

Tyle. Czy zostało to zrozumiane? Może… Większość nie zrozumie. Bo MODNIE jest wyrażać publicznie żal. Bo śmierć stałą się funkcją marketingowo-pozycjonującą – w społeczeństwie, w panteonie sław, w internecie. W kwestii śmierci „wielkich tego świata” – przykre, ale taka kolej ludzkich losów. Nie znałem Jacksona osobiście, nie byłem fanem. Nie znałem Whitney osobiście, nie byłem fanem. Kiedyś, dawno temu byłem na spotkaniu z Szymborską, nie byłem fanem jej poezji, ale, sam coś gryzmoląc, rozumiałem niektóre z jej wierszy, czy też – miałem swoje zdanie na temat – co autor miał na myśli.Ciekawe – inny poeta – Norwid – umarł w nędzy i dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci trafił na ołtarze Muzy.
A tu proszę – tego samego dnia rośnie armia fanów poezji Szymborskiej. Dobrze, że ludzie zaczęli czytać jej wiersze… Ale czy na pewno czytają? Czy to kolejna akcja – „skopiuj i wklej”, jeśli jest ci przykro…

Fejsbookowe umieranie

Umieranie na fejsie to „życie po życiu” – profile niektórych osób sa dalej utrzymywane, w innych przypadkach przy każdej okazji się wspomina o zmarłym – i w przypadku gwiazd showbiznesu częściej służy to marketingowi niż żałobie. Śmierć podnosi popularność artysty. Ilu teraz fanów ma zmarły Curt Cobain? Ilu fanów „przyrosło” po śmierci Jacksona? Ilu „czytelników” w stosunku do życia, ma po śmierci Szymborska? To jest chore… Tym bardziej, że miesiąc później wzrusza się ramionami, odkłada książkę czy płytę w kąt i kupuje następną, bo znów ktoś umarł. Pieprzona, plastikowa, zakłamana, pseudoempatia pokolenia NEO (swoją drogą ja rozwijam ten skrót jako – No, Ewentualnie Odkliknę). Kupienie książki to nie żałoba, wklejenie linka do YouTube to nie żałoba. Żałobę przeżywa się w duszy (To takie coś, co zostało zastąpione przez tablicę Fejsa u wielu ludzi). Niedawno umarł mój dziadek – nie miał konta na fejsie – „żałoby” nie przeżywało milion internautów. Czytaj dalej

Reklamy

Mam alergię…


… na pewien typ ludzi. Właściwie to pewne ludzkie zachowania wywołują we mnie antyspołeczną postawę. Innymi słowy – jak widzę, słucham, czytam fejsbukową twórczość pewnej grupy osób, szlag jasny mnie trafia i mam przeogromne pragnienie, żeby Ziemię nawiedził jakiś kataklizm, i wytłókł całe nasze durne plemię.

Zresztą – Diablica niedawno na swoim blogu (http://la-diable.blogspot.com/2012/01/nie-moge-ci-pomoc-jestem-koniem.html) pisała trochę o tym. Wkurzają mnie ludzie, którzy mają o sobie mniemanie, że są wrażliwi, empatyczni, współczujący, ludzcy, i tak dalej… Gdy natomiast przychodzi co do czego, i zwraca się człowiek do nich Z KONKRETNYM PYTANIEM o KONKRETNĄ POMOC, dostaje się w zamian chińskie ciasteczko (potrzebujesz ręcznik – kup w sklepie). Wkurzają mnie ludzie „kopiący studnie w Sudanie” na fejsie, piszący pod akcją adopcji psa ze schroniska „biedna psinka, wzięłabym, ale…” Drażnią mnie łańcuszki przesyłane do wszystkich na zasadzie „nie mogę pomóc, ale wysyłam do wszystkich, może ktoś się zlituje”. Mam alergię na „najlepszych przyjaciół”, którzy jak czegoś potrzebują, potrafią dzwonić o 3 nad ranem… nigdy zaś sami o tej porze telefonu nie odbierają. W skrócie – jednym zdaniem – WKURWIAJĄ MNIE HIPOKRYCI!

Czytaj dalej

Jestem antysemitą???


Chwilowo mam dość ACTA, polskich polityków, czeskich kolei (osobne przedziały dla kobiet), parytetów i innych „wynalazków cywilizacji”. Dziś zupełnie z innej beczki. Od długiego czasu wyznaję pogląd, że w gruncie rzeczy jestem filosemitą. No właśnie – „w gruncie rzeczy”. Bo jeśli chodzi o działania „Walecznego Państwa Izrael” wobec palestyńskich cywili – to uważam, że Państwo Izrael – Ojczyzna Żydów – stosuje (czy w ramach zemsty, czy w ramach polityki) wobec Palestyńczyków DOKŁADNIE te same metody, które wobec Żydów stosował Adolf Hitler. Metody szowinistyczne, faszystowskie, oparte o ideologię rasową. Jeśli chodzi o kulturę żydowską – to chasydów uważam za ruch religijny, Klezmer Bandy za ciekawostkę folklorystyczną, a KULTURĘ ŻYDOWSKĄ dla mnie stanowi całość: Od Tory i judaizmu, poprzez Żydowskich kupców, poetów, naukowców z nomen omen Imperium Osmańskiego, na współczesnej kulturze żydowskiej kończąc. Przy czym uważam, że właśnie paradoksalnie największy rozkwit tej kultury miał miejsce w czasach, gdy Żydzi byli pod władzą MUZUŁMAŃSKIEGO Imperium. Nie interesuje mnie, czy Michnik i Blumsztajn to Żydzi. Nie interesuje mnie kto się asymilował, a kto jest ortodoksem. Nie i koniec…

Humanizm judaistyczny?

Kiedyś istniał… Tyle, że to okres krucjat. I nieco późniejszy – dzięki żydowskim odkrywcom, wynalazcom, poetom Chrześcijańska Europa poznawała dzieła starożytne i arabskie. Bez nich nie byłoby Oświecenia. Tymczasem o tym aspekcie dzisiejsi piewcy kultury „Żydowskiej” i „filosemityzmu” zapominają. Dlaczego? Nie wiem… Może dlatego, że ówczesny – bardzo liberalny Islam (w tym czasie w Europie zaczynały płonąć stosy, rodziła się Inkwizycja, byliśmy tuż po schizmie wschodniej, a tuż przed reformacją) PANOWAŁ nad połową znanego świata, a Żydom to NIE PRZESZKADZAŁO. Ba, ów Islam umożliwiał wszystkim, którzy tylko uznali jego zwierzchność CYWILNĄ, wyznawanie swoich religii, dość swobodnie podchodził do kwestii społecznych. Owszem – Żyd czy Chrześcijanin nie mógł być wysokim urzędnikiem. Ale nikt nikomu nie bronił prowadzenia interesów, pisania poezji, prowadzenia badań naukowych. Wiem – dzisiaj i Judaizm i Islam to zupełnie inne byty… Radykalne, szowinistyczne, walczące z każdym, kto ma inne zdanie. Jednakże – patrząc na Islam i Judaizm globalnie na całym świecie – jakoś ten pierwszy to większa rozpiętość poglądów – i ma swój nurt liberalny, podobny do tolerancyjnego (w miarę, bo oczywiście nie zawsze wszystko było „różowo”) Islamu osmańskiego. Tymczasem Judaizm (w sensie politycznym, nie religijnym) przyjmuje tylko postawy od umiarkowanego szafowania Holocaustem do tłumaczenia wszystkiego tą tragedią: zabijamy Palestyńczyków, bo my mieliśmy Szoah, chcemy zwrotu NIE SWOICH majątków, bo Szoah, nie możecie nas krytykować, bo Majdanek, Treblinka, Auschwitz…

To ja w dupie mam taki filosemityzm, który tylko każe przytakiwać. Wolę poczytać przekłady żydowskich twórców z XIII-XVI…

Dżizas, kurwa, ja p…lę!


Poseł Stefan Niesiołowski (PO) stwierdził, że mamy w Polsce za dużo… wolności. Hmmmm… Ciekawe. Niegdysiejsza ikona opozycji, walczący WŁAŚNIE o wolność Niesiołowski krytykuje zbytnią ilość wolności… Cholera, nie piłem wczoraj, a głupoty czytam. ALe idźmy dalej. Otóż tej wolności jest za dużo, gdyż? Gdyż Ruch Palikota chce założyć maskę Anonymous (hłechłe, rechłe, psia ich dupa – maska jest Guy’a Fawkes’a, ewentualnie „V”, a nie Anonymous, ale cóż – idąc konsekwentnie za ruchem „Anty-ACTA”, przeciw prawom autorskim, można nawet przyjąć, że jest to maska Palikota, Biedronia i Grodzkiej na raz) „pomnikowi” Jezusa w Świebodzinie. Uwaga, cytuję za pierwszym gejem RP, Robertem Biedroniem:

gdyby Chrystus żył, to pewnie by był jedną z pierwszych osób, która by taką maskę założyła.

Dobra, chyba nie tylko kadzidełka paliło się w Sejmie. Niemniej, o 6:25 (słownie: szósta dwadzieścia pięć) takie „newsy” naprawdę stawiają człowieka w sytuacji, gdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy na pewno nie pił(palił kadzidełka) wczoraj wieczorem. W trzydziestoparomilionowym kraju w środku Europy, w trakcie kryzysu gospodarczego (oficjalnie, ja mam swoje zdanie na ten temat) dwóch posłów – REPREZENTANTÓW NARODU (albo społeczeństwa – jak kto woli) toczy taką polemikę.

Ile trzeba mieć promili we krwi…

… albo THC, żeby mieć takie omamy? Okej – nie piłem wczoraj. Tego jestem pewien. Nie było kadzidełek. Papierosy się nie liczą, akcyzowane, więc tylko legalne świństwa w nich były. Dzisiaj nie jest też 1 kwietnia. A więc news jest prawdziwy. I nasza „polityczna elita” tak się zachowuje. Okej, bez paniki… Spokojnie… Wdech, wydech… Już. Poniżej tylko 2 punkty. Jeden dla każdego z wymienionych wyżej panów.

  1. Panie (P)ośle Stefanie Niesiołowski – jak już wspomniałem – w ustach „ikony” opozycji, „ikony” walki z zakłamaniem PRL i PZPR, „ikony” walki o wolność poglądów, sumienia, wyznania – takie zdanie to niemal bluźnierstwo i zdrada. To świadczy, że mimo pięknej karty z lat przed 1989 rokiem, obecnie legitymizuje pan podobne praktyki, jakie PZPR stosowała wobec opozycji. Ładnie to tak? Który „obraz” medialny Pana jest słuszny? Ten sprzed 1989? Czy ten z wczoraj? Nie, prosze nie odpowiadać – to było pytanie retoryczne. Dziwię się tylko, jak ewoluują poglądy ludzi. Pana od jakiegoś czasu, niezależnie od poglądów, nie da się słuchać. Wyraźnie hołduje Pan zasadzie: nieważne jak mówią, ważne, że mówią.
  2. Panie (P)ośle Robercie Biedroń (nie wiem, czy się Pan odmienia – i jaki to rodzaj – męski, czy nijaki) – pana wypowiedź wskazuje na podobną, jak w przypadku Stefana Niesiołowskiego ignorancję i indolencję. Niezależnie od Pana religijności, może przypomniałby Pan sobie pewne mniej lub bardziej historyczne fakty: Jezus NIGDY nie był anonimowy – nauczał, glosił poglądy, czy jak to nazwać, pod swoim imieniem i przydomkiem, otwarcie stawał przeciw swoim oponentom, ba, nie stosował przemocy (no, poza ekscesami z wypędzaniem kupców ze świątyni) i odwoływał się do etyki i ZMIANY MENTALNOŚCI CZŁOWIEKA, a nie do happeningów w stylu: pomalujmy mauzoleum Lenina na zielono. Pomysł z maską na pomnik średni… Ale Pana tłumaczenie to po prostu dno.

Z drugiej strony:

  1. Rozumiem, że nie umiemy korzystać z naszej wolności w Polsce. Często mylimy wolność z samowolą i anarchią. Ale to nie oznacza, że wolności mamy za mało. Mamy za mało odpowiedzialności. Przede wszystkim za słowo i czyn. A także za mało szacunku do poglądów innych niż nasze. Niezależnie od tego, czy jest się feministką, czy katolickim biskupem – kto nie z nami, ten przeciw nam. W dodatku przykład, jak widać, idzie z góry.
  2. Jezus w dzisiejszych czasach, tak jak 2000 lat temu byłby z ludem. Fakt. Ale czy byłby z ludem kamienującym nierządnice, wzywającym do niepłacenia podatków, kradzieży? Wątpię. Pewnie wypędzałby kupców ze świątyń (Dlatego powinien obawiać się go wszechkatolicki o. Rydzyk), pewnie namawiałby do odnowy moralnej (ale nie jak Kaczyński – z pomocą szeryfa Ziobry), pewnie wybaczyłby tym, którzy go zdradzili, pewnie  karmiłby głodnych, zamiast drzeć japę o darmowe pliki. Pewnie zamiast w masce „V” na Jasnej, chodziłby po domach dziecka i DPSach, opiekując się tymi, którzy tego potrzebują.

Mogę nie mieć racji. Mogę (na szczęście) mieć swoje poglądy. Na panów Niesiołowskiego, Biedronia, wolność i Jezusa. I jeśli obraże czyjeś uczucia religijne, to przepraszam, choć swojej wolności się nie wyprę:

DŻIZAS, K..WA, JA PIE…LĘ!!!

Polska ( i nie tylko) „prawie” jak Indie


Znów trochę politycznie. Trochę zainspirowała mnie Joanna Kluzik-Rostkowska (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jeszcze-rok-temu-mieli-zmieniac-polityke-zmienili-,1,5011986,wiadomosc.html), trochę ostatnie historie z Niemcem, co to wszystko chowa Kaczyńskiemu, Migalskiemu, Kurskiemu i wielu innym (tym razem schował acta). Niedawno pisałem o partii, która ewentualnie wzięłaby mój głos w wyborach – tutaj, a teraz chciałbym tą myśl rozwinąć o moje rozumienie bieżącej polityki.

Otóż w moim rozumieniu (co prawda nie jestem profesorem nauk społecznych, ekonomii, politologii, itd., aczkolwiek biorąc pod uwagę ilość błędów i zakłamań, jakie owi profesorowie popełnili w ostatnich 100 latach, osładza mi brak profesury) współczesna polityka, wbrew  temu, co oficjalnie się podaje w mediach, nie jest do końca demokracją. Otóż demokracja to demokracja – władza ludu. Obecnie modne jest wytykanie tak zwanej demokracji ludowej, że co to za demokracja, podczas gdy demokracja PARLAMENTARNA, jest taką samą demokracją jak i ludowa. Ani demokracja, ani parlamentarna. Przykład, że tak naprawdę to nie parlament decyduje o tym co się w tej „demokracji” dzieje, mieliśmy ostatnio (ACTA, Ustawa o NIK – parlamentarzyści nic nie wiedzą, głosują „taśmowo” jak partia każe).  System obecny, nie tylko w Polsce, to jakaś chora wersja systemu kastowego. Mamy kastę polityków – warstwa wybitnie próżniacza, żyjąca kosztem wszystkich innych kast. Jest kasta urzędników, bezpośrednio w pobliżu kasty polityków, w swoistym sojuszu (my wam pozwalamy występować jako rządzący, wy nam nie przeszkadzacie). Jest kasta medialna – dziennikarze, publicyści, zawodowi komentatorzy. Jest kasta tzw. wolnych zawodów – prawników, lekarzy, artystów. Dlaczego wyłączyłem z niej pracowników mediów (niby też wolny zawód) – otóż kasta medialna ma inny wpływ na pozostałe kasty. I w końcu jest reszta społeczeństwa. W ramach kast istnieją podziały, różnice poglądów, kłótnie, awantury. Czasem (na razie, na szczęście, albo i nie) nawet poważniejsze sprawy jak morderstwa, fizyczna eliminacja oponenta.

Dlaczego system kastowy? Otóż w ramach tychże kast funkcjonuje, niezależnie od poglądów tego, czy innego przedstawiciela jedna, przewodnia myśl – strategia: Utrzymanie lub zwiększenie pozycji własnej kasty, niezależnie od kosztów, interesu społecznego, przekonań, etyki… Chcecie dowodów? Przykładów? Proszę bardzo. Dzisiaj kasta polityków i kasta urzędników:

Klasa próżniacza – politycy

Zupełnie słuszne głosy protestu w związku z „globalnym kryzysem” i kolejnymi cięciami wydatków socjalnych, żeby politycy zaczęli oszczędności od siebie, odbijają się od polityków bez żadnego echa. Zakładając, że kryzys jest tak poważny, jak jest to przedstawiane, że idzie ku gorszemu, że jeszcze wszystko przed nami, i „musimy zacisnąć pasa” całkiem zasadne stają się pytania o:

  • wielkość parlamentów i „politycznej” (czyli obsadzanej z klucza partyjnego) warstwy administracji – co prawda wmawia się nam, że oszczędności z likwidacji np. 100 miejsc poselskich nie będą wielkie, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia wobec skali kryzysu, ale politycy niezależnie od partii bronią swojego stanu posiadania. Ewentualnie rozbudowują go )mnożenie ministerstw, agencji centralnych, stanowisk politycznych w administracji). Żeby jeszcze przekładało się to na jakość życia politycznego i pracy polityków. Tak jednak nie jest – ilość bubli i spraw wtórnych (np. nowelizacje  WPROWADZONYCH W ŻYCIE stanowią ok 60% stanowionego prawa, czyli co najmniej – nie licząc uchwał, innych „zajęć” 60% pracy parlamentu to… korekty własnej pracy – proszę, pokażcie mi firmę, która 60% zasobów poświęca na naprawę swoich produktów) rośnie niemal wprost proporcjonalnie do ilość polityków zajmujących się „kluczowymi dla społeczeństwa” sprawami. Czytaj dalej

Dość!


Miało być znów o ACTA. Nie będzie. Dla mnie protest jest protestem głównie o wymiarze ekonomicznym. Nie? To czemu tak jest: http://biznes.onet.pl/dane-w-internecie-w-zamian-za-bonusy,,5009838,1,prasa-detal? Miało być o Grabażu (którego bardzo cenię), że nie przyzwolił na kradzież – nazwał ją dosłownie, stwierdził, że jeśli ma wybierać między kradzieżą, a ograniczeniem wolności, to woli mniejsze zło. Miało być o Richardzie O’Dwyer – Jaki to z niego „bohater” i „ofiara ACTA” – nie będzie. O nim pisze Wiki, i to dość obszernie: http://en.wikipedia.org/wiki/Richard_O’Dwyer. Jakoś Wiki wierzę. Że nie porwany, że jego strona, przez którą trafił do paki, to nie tylko linki. Że brytyjski sąd ( a te są duże bardziej niezawisłe niż polskie) rozpatrzył sprawę starannie, ZANIM uznano wniosek o ekstradycję. Miało być o innych „bohaterach” – Anonymous. Też poczytajcie w Wiki: http://en.wikipedia.org/wiki/Anonymous_(group). Jeśli komuś z nimi po drodze – proszę bardzo. Mi, prostemu człowiekowi (bo członkiem „elity”, przyzwalającej na kradzież nie chcę być) jakoś nie po drodze. Tak samo jak nie po drodze mi z rządem, który ogranicza (i bez ACTA) wolność wypowiedzi. Nie po drodze mi z partiami, które wiją się teraz jak piskorze, żeby na sprawie ACTA zyskać kapitał polityczny. Nie po drodze mi z dziennikarzami, którzy, zamiast opisywać rzetelnie rzeczywistość, maszerują z hasłem „wolne media” na sztandarach, oczekując, że ich idea stanie się jedynie słuszną. Mam dość!

Elita? Nadzieja dla Polski?

Oj narażę się, narażę. Jaka z Was elita? Czytać ledwo potraficie, bo jeśli już, czytacie między wierszami, nie potrafiąc przeczytać wierszy. Przynajmniej większość z Was. Krzyczycie o dostępie do kultury. Do jakiej kultury??? Demotów? Kwejków? A co to za kultura? Fileshare’ów z amerykańskimi (tak, tak, wyprodukowanymi w tym opresyjnym kraju, który tak nas za pomocą ACTA uciska) sitcomami? Chomika? Przeglądając fejsbuka, patrząc na wpisy typu: „najważniejsze, że nową FIFĘ udało się ściągnąć”, „A ja już mam wszystkie sezony House’a na dysku”, najpierw załamuję ręce, a potem stwierdzam: Dość!

Ja wiem, czasy się zmieniają (Cytując „klasyka”: Dzisiaj czasy się zmieniły, nikt nie pieprzy już o gwiazdach), ale coś „mi się nie zgadza”: jeszcze w latach 2004-2005 w Bydgoszczy, współpracując ze studenckim magazynem „Chleba i Igrzysk” (pozdrowienia i podziękowania dla Kowala, Sto(i)ckiego, Kuzyna i całej reszty) DEBATOWALIŚMY o kulturze. O tym, jak spłyca się rozumienie kultury. O tym, że zniknęła kultura studencka – ta specyficzna, typowo akademicka wtopiła się w pop-kulturę. Kluby studenckie w większości zmieniły się w dyskoteki, lub kluby „grające” to samo, co „cywilne”, pozaakademickie. Pop-kultura zabiła kulturę studencką. Głosy były różne, ale mogliśmy swobodnie dyskutować i sprzeczać się, a następnie wydać numer magazynu, zachowując KAŻDY SWOJE ZDANIE. Wszyscy ceniliśmy Kisiela, jego prowokacje, zmuszające czytelników felietonów albo do myślenia, albo do głupiego obrażania się. I często też jechaliśmy „po bandzie”. A to „student-alkoholik”, a to stwierdzenie, że kultura alternatywna (Underground), tak samo jak studencka umarła – bo czymże jest 100 000 płyt zespołu punkowego, jak nie kolejnym wcieleniem kultury (bardzo) popularnej? W czasach współczesnych odkurza się, popularyzuje punk z lat PRL – słusznie. Ale reedycja tamtych utworów to już nie alternatywa, tylko trochę inny stream popu. Pisałem w „CiI” o Januszu Żernickim (http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_%C5%BBernicki). Kto go zna? Niewielu… Tymczasem tzw. ciechociński Okres Stachury (o, teraz to się można wykazać, że wiemy, któż on) jest ściśle z Januszem związany. Ilu z was kojarzy zespół RSC? A ilu kojarzy Lombard? No właśnie… Wam nie chodzi o dostęp do kultury. Wam chodzi o dostęp do POWIELANYCH, KOPIOWANYCH, POPULARNYCH treści. Wam nie chodzi o twórczość, tylko o odtwórczość.Generacja „skopiuj-wklej”, generacja „udostępnij”, generacja „myśl jak reszta”. Bracia Wachowscy osadzili „Matrixa” w jakiejś alternatywnej rzeczywistości – tymczasem „Matrix” dzieje się tu i teraz. Nie myślicie, nie tworzycie – powielacie pożądane wzorce. I nie ma znaczenia, czy pożądane przez władze, czy przez kogoś innego. Nie jesteście elitą. Jesteście tłumem – mięchem armatnim w wojnie korporacji i władz. A że sojusze w tej wojnie często się zmieniają, więc i Was ganiają po polu bitwy w jedną lub drugą stronę.

Myślę więc jestem? Jestem, więc myślę!

Odwróciła się maksyma Kartezjusza. Wydaje wam się, że skoro już „jesteście” na fejsie, kwejku, twiterze, to każda wasza myśl jest twórcza. Otóż nie. Cały czas twórcze są tylko te myśli, które wytworzycie. Kopiowanie, wklejenie, udostępnianie to tylko PRZEKAZYWANIE myśli kogoś innego. Niestety, nastąpiło powszechne uznanie takiego procesu jako procesu twórczego . Umiejętnie podsycane przez właścicieli serwisów, którzy wmawiają wam, że sam fakt „bycia” oznacza, że jesteście twórcami. Twórcze są wasz fotografie (nawet na tle meblościanki), ale nie przeklejone fotki kogoś innego. Twórcze są autorskie demoty, a nie przeklejone z innego serwisu. Twórcze są apele o pomoc pisane własnym zdaniem, a nie „skopiowane na twoją tablicę”. Twórcze jest wyprodukowanie i wyrażenie własnej opinii, a nie wklejenie „Komentarz usunięty przez ACTA”. Twórcze są mody do gier, a nie screenshoty z waszych „dokonań” w grze.

Inwigilacja w sieci…

… istnieje od początku jej istnienia. Taka natura Internetu. Adresacja IP, nicki, konta użytkownika – to wszystko pozwala inwigilować DOWOLNEGO użytkownika. Oczywiście, można się ukryć, jak i w świecie realnym. Wtedy można trolować, flejmować, hakować, spamować bezkarnie. W każdym innym przypadku, i takich jest większość – WSZYSTKO co robicie jest powszechnie dostępne. Nie tylko dla waszych, równie ambitnych, jak wy, znajomych. Również dla władz, cyberprzestępców, waszych pracodawców. I na pewno na jakimś etapie życia to do Was wróci. Na tej samej zasadzie wyłapywano tych, co zamawiali „5 piw”, na tej samej zasadzie (niesłusznie) ABW „dorwała” faceta od strony antykomor.pl. Chcecie żyć bez inwigilacji w sieci? To wynieście się z sieci. Nie ma innej metody. Inwigiluje was fejsbuk, twitter, kwejk, onet, wp, cholera wie, kto jeszcze. Amerykańskie służby typu FBI, CIA, NSA podobno też (Echelon). Inwigilują Was Chińczycy (sporo pirackiego contentu ze spyware’m „na dokładkę” właśnie z Chin pochodzi), pewnie Rosjanie i Białorusini, i pewnie jeszcze z dziesięć do dwudziestu państw, poza naszym własnym. Jakoś tego nie zauważacie, mimo „wrodzonej” elicie inteligencji. Nie chcecie takiej inwigilacji? To pakować plecak i na smolarnie w Bieszczady. Mówicie: sieć jest wolna! Tak, na tyle, na ile pozwolą jej być wolną dostawcy i administratorzy. Wy, niestety, dopóki z niej korzystacie, niewiele macie do powiedzenia. Możecie się zgodzić – i korzystać, albo nie zgodzić – i nie korzystać. Myślicie, że Facebook jest wieczny? A pamiętacie czasy przed Fejsem? Ile serwisów popadało? Mimo sprzeciwów Użytkowników? Jeśli „ktoś” zechce Wam wyłączyć fejsa, cz w ogóle usługi Internetu – mimo wychodzenia na ulice nic nie zrobicie. Witajcie w świecie korporacji…

Świat po ACTA…


… będzie tym samym światem. Nie będzie rewolucji. Ani rewolucji ruchu „Stop ACTA”, ani rewolucji „polskich internautów”. Europejski Trybunał Sprawiedliwości, niezależnie od ulicznych protestów w Polsce zakwestionował jeden z zapisów ACTA: http://www.tvn24.pl/0,1732732,0,1,przelomowy-wyrok-trybunalu-acta-niezgodne-z-prawem-ue,wiadomosc.html. W praktyce oznacza to, że dyskusja będzie się toczyć. I dobrze. Natomiast zastanawia wybiórcze podejście do „obrony wolności”. Sprawa uprawnień NIK nie spotkała się z tak gwałtownym i stanowczym protestem jak ACTA. Ciekawe… W dodatku, patrząc na decyzję ETS, zastanawia mnie, jakim umiłowaniem wolności” kierują się politycy – Jarosław Kaczyński, niegdyś gorący przeciwnik Karty Praw Podstawowych, na bazie której ETS orzekł w sprawie ACTA, teraz ambitnie „łączy się w bólu” i zapowiada walkę ramię w ramię z internautami (tak, tak, tymi od piwska i pornoli).  Ciekawe…

Ciekawych jest mnóstwo rzeczy. PO, sprawujące obecnie władzę, obrońcy przed terrorem Kaczyńskich i PiSu, a następnie zamykająca ( z pomocą ABW) stronę antykomor.pl, przegłosowująca nowelizację Ustawy o NIK. Swoją drogą – chciałbym zobaczyć listę posłów, którzy byli „za” nowelizacją Ustawy. Protestujący, tak ochoczo walczący z ACTA, mniej euforii wykazują, by walczyć o wolność w innych aspektach. Dla mnie jasne jest że:

  • Władza, niezależnie od linii politycznej, partii, itd. zawsze będzie chciała patrzeć obywatelom na ręce – czy to pod pretekstem wojny z terroryzmem, czy wojny z piractwem, czy nowelizacji ustaw, czy cokolwiek innego. Ewentualne „łączenie się z obrońcami wolności” ma wyłącznie powody w gromadzeniu poparcia przez tą, czy inną partię – zresztą popatrzcie: partia lewicowa (SLD) jest liberalna, partia prawicowa (PiS) jest socjalistyczna, partia centrowo-liberalna (PO) jest zachowawcza.  SLD miało swoje „lub czasopisma”, nie wypominając biednej partii jej „wolnościowych” korzeni. PiS/SP/PJN (bo się podzieliło było) ma stygmat akcji CBA, doktora G., Sawickiej, Blidy, PO – ACTA, Ustawa o NIK, Radka Sikorskiego przeciw niepochlebnym internautom. Obudźcie się – żadna z partii nie reprezentuje wolności – co do sztuki (z ruchem Palikota) zależy im na KONTROLI społeczeństwa.
  • Obywatele zwracają uwagę na wolność, prawa obywatelskie WYŁĄCZNIE wtedy, kiedy ich (w ich mniemaniu) najbardziej żywotne interesy są naruszane. Tak było w PRL, gdzie masowe protesty nie miały podłoża wolnościowego (1956 – Poznań, protest o podłożu ekonomicznym, 1970 – Wybrzeże – protest o podłożu ekonomicznym, 1976 – Radom – protest o podłożu ekonomicznym, 1980 – Wybrzeże – protest o podłożu ekonomicznym; elementy wolnościowe zawsze wchodziły jako drugi rzut), a ruch wolnościowy istniał w tle i dołączał do protestów ekonomicznych. Tak samo później: wszelkie masowe protesty i w świecie realnym (strajki górników, hutników, pielęgniarek i Bóg wie kogo jeszcze), i w świecie wirtualnym (Wysokie ceny paliw, ACTA)  mają podłoże ekonomiczne. Wolność jest tu „na przyczepkę”.

Już widzę oburzenie, że wcale tak nie jest. No cóż, obrazoburcze stwierdzenia zawsze budzą opór. Poza tym miło nam widzieć siebie jako bohaterów, zamiast jako zwykłych kombinatorów. Miło być romantycznym bojownikiem, a nie zwykłym, przaśnym piratem. Tak samo było z legendą Robin Hooda (bohater – może, na pewno złodziej), z legendą Janosika (bohater – wątpliwe, na pewno bandyta), legendą Paramonowa (zastrzelił Milicjanta – fakt, przedstawiciela opresyjnej władzy, ale ile się nakradł, ile osób skrzywdził). Naczytaliśmy się (o ile ktoś czyta) Szklarskich, Stevensonów, Fiedlerów, Dumasów, i każdemu marzy się być tym dobrym. Po czym ładujemy się z naszymi ideałami w prozaiczny świat, w którym rządzi pieniądz. Bezkrytycznie krzyczymy „wolność rządzi”, podczas gdy mamy na myśli: „byle odpieprzyli się ode mnie”.

Czemu nikt nie protestuje przeciw ograniczeniu do treści Internetu w Chinach czy Korei? Czemu nikt nie protestuje przeciw niepodpisaniu przez Polskę Karty Praw Podstawowych? Czemu, głosując na coraz to inne partie, wybieramy wciąż tych samych ludzi? Tu wietrzę spisek – jakaś umowa społeczna, w której jedni udają że rządzą dla dobra społeczeństwa i w imię wolności, a drudzy udają, że w imię wolności protestują. Swoją drogą, protestującym polecam zdanie Stanisława Lema, wielkiego pisarza, niezwykle skromnego i inteligentnego człowieka:  „Nie wiedziałem, że jest na świecie tak dużo idiotów, dopóki nie zajrzałem do internetu.”

%d blogerów lubi to: