Posts Tagged ‘ ACTA ’

„Mądrość” tłumu Internautów – że co, proszę?


Oberwie mi się znów od wszystkich. Najpierw od lewaków i prawo(lewo)myślnych – regularnie czytam „Uważam Rze”. I w dużym stopniu cenię sobie tygodnik prawo(prawo)myślny. Przede wszystkim za Mazurka & Zalewskiego (ex Wprost) – wspaniale punktujących wszystkich naszych próżniaków. Poza tym za artykuły Bronisława Wildsteina (o, teraz to dopiero herezja), oraz cykl artykułów historycznych. Ba, da się nawet czytać Semkę, o ile pisze o kuchni. Oczywiście (i teraz oberwę od prawo(prawo)myślnych) nakładam na treści „UR” filtr „smoleński” – w końcu nie jestem „pisiorem” a zwykłym centrystą (i proszę – nie mylmy Centrum z PO). Więc już w trakcie czytania omijam wszelkie wtręty o Smoleńsku, Zamachu itd. Mam swoje zdanie na ten temat (może je kiedyś wyłuszczę), równie daleki od wersji PiS jak i od wersji „rządowo-TVNowskiej”.

Dla równowagi czytam Politykę, Angorę, Newsweek. Tylko z Wprost zrezygnowałem od czasu jak naczelnym został Lis. Może wrócę do Wprost teraz…Ale wróćmy do tematu. Otóż swoje trzy grosze ma w „UR” Eryk Mistewicz – kto nie zna, nie czyta, nie bywa radzę się douczyć, bo postać znana i (gdzieniegdzie) lubiana. Cykl Mistewicza pod znamiennym szyldem „Marketing narracyjny” w ostatnim numerze tygodnika sprawił mi niemały kłopot. Otóż z częścią tez Mistewicza się zgadzam (mniej więcej z pierwszą połową tekstu), a pozostałe absolutnie mi nie leżą, albo też leżą i kwiczą. Cóż zatem zaserwował nam „mistrz Eryk”?

Wojciech Maziarski, szef „Newsweek Polska”, przy okazji ACTA uderzył: „Utrzymanie się obecnych trendów grozi tym, że pewnego dnia obudzimy się w świecie bez profesjonalnych redakcji (…) Jeśli uznamy prasę za jeden z filarów demokracji i społeczeństwa obywatelskiego oraz chcemy ją utrzymać przy życiu, to walka z piractwem jawi się jako środek obrony wartości demokratycznych”. Ten cytat poraził mnie. Ostatni raz prasę z demokracją utożsamiali francuscy intelektualiści pół wieku temu

Trochę racji ma Mistewicz – porażające. Ale nie to, że Maziarski widzi w prasie filar demokracji (w końcu to samo w „UR”, Naszym Dzienniku widzą propisowscy [bo konserwatywni to są Anglicy, a prawicy w Polsce nie ma po prostu] komentatorzy, w tym, poniekąd, Mistewicz). Porażajace jest to, że Maziarski uważa, że OBOWIĄZKIEM społeczeństwa, rządu jest obrona PROFESJONALNYCH redakcji. A to clue (według mnie) wypowiedzi – PROFESJONALNI DZIENNIKARZE SĄ SPOŁECZEŃSTWU POTRZEBNI JAK CHLEB I WODA!!! Bo ja wiem… Ale o tym dalej. Na razie – Mistewicz tego nie zauważa. Dalej:

Regularnie powtarzają się i w Polsce kompromitujące: powtórki przez wszystkie stacje telewizyjne próby samobójczej pułkownika P., czy taśm detektywa R. z przesłuchania matki dziewczynki. Każdego tygodnia ta profesja – dziennikarstwo – kończy się.

Znów – trudno mi się nie zgodzić. Dziennikarstwo jako OBIEKTYWNE informowanie o wydarzeniach od dawna nie funkcjonuje. Dziennikarstwo pro- i antyreżimowe, w zależności od tego, kto akurat „jest u steru”, uprawiają wszyscy. Łącznie z dziennikarzami, obecnie współpracującymi z „Uważam Rze”. Dalej:

Media powinny dziś bronić Internetu, lecz widzą w nim głównie zagrożenie.

W kontekście tego, co Mistewicz pisze 2 akapity wcześniej o postrzeganiu przez czytelników prasy:

Jako biznes – tak, nośnik reklam i zarządzania informacją, opowiadania różnych historii do zachowania społecznego status quo – tak

Z jednej strony trudno się mediom dziwić (Internet to wolność, aż do anarchii, konkurencyjny nośnik reklamowy, i fajne narzędzie do manipulacji opinią – bo do tego sprowadza się „zachowanie społecznego status quo”). Z drugiej trudno NIE DZIWIĆ SIĘ Mistewiczowi – w końcu sam wyłuszcza, że media tradycyjne a Internet to konkurenci na rynku dostarczania informacji. Zaczynają się zgrzyty. A dalej trzaski, piski i rzeczywistość skrzeczy:

Dotychczasowe media sytuując się jako jedyni obrońcy wolności i demokracji tłamszą demokrację. Obsadzając siebie w roli strażników jej wartości, odmawiają jednocześnie tego prawa innym. Tak jak odmawiają użytkownikom sieci ZBIOROWEJ MĄDROŚCI (podkreślenie Kajaka).

O matko… z jednej strony konfabulacja, bo Maziarski nigdzie nie przeciwstawia tradycyjnych mediów Internetowi w kwestii obrony demokracji. Z drugiej pomieszanie pojęć – media faktycznie (w tym i „UR”) są mało demokratyczne pod względem uznania prawa „innych” do obrony demokracji. Nie mówiąc o tym, że w większości akcji Internautów (zresztą podobnie jak w akcjach innych „tłumów” ciężko mi jest doszukać się mądrości. Wręcz przeciwnie – większość działań dowolnego tłumu postrzegam jako głupie, niepotrzebne, faszyzujące  lub komunizujące. Działanie tłumu jest zaprzeczeniem mądrości (od szlacheckich sejmików, aż po masówki w sprawie ACTA). Tu wybitnie Mistewicz podpada. „Dorabia” ideologię.

Sieć zmienia demokrację, politykę, media

Racja, ale czy w dobry sposób (który, zdaje się, zakłada Mistewicz)? Według mnie nie. Internauci jako tłum są roszczeniowi, nie chcą z kolei ponosić odpowiedzialności. Wolą anonimowość. Z tego co pamiętam, pojęcie wolności łączy się z odpowiedzialnością. Wolność bez odpowiedzialności to anarchia. Mistewicz u mnie przepadł.

Kilka uwag…

PROFESJONALNI DZIENNIKARZE- czy należy im się „ochrona” społeczna – nie. Po prostu nie – dziennikarstwo profesjonalne w dzisiejszych czasach nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem dziennikarskim. Raczej oznacza dostarczanie treści zgodnych z wolą pracodawcy. Zawód jak każdy inny… Nie ma tu żadnej misji. prędzej chroniłbym autentycznych dziennikarzy społecznych. Bo im zależy na pokazaniu spraw w sposób mniej lub bardziej profesjonalny i uczciwy. Obecnie dziennikarze „profesjonalni” niezależnie od „opcji politycznej” uprawiają propagandę.

Pamiętam pracę w redakcji profesjonalnej (GW, 1997) i nieprofesjonalnych (Chleba i Igrzysk, Świat Gier Komputerowych, 2004). Różnica? W redakcji „nieprofesjonalnej”, gdzie ludzi bardziej trzyma pasja niż etacik, pracuje się lepiej. Redakcja zamiast „oklasków dla red.prow” tętni dyskusją, fermentem, pomysłami, entuzjazmem do tworzenia. W redakcji „profesjonalnej mamy jeden poważny szlaban: „to nie jest zgodne z linią naszego pisma”.

Mistewicz chyba popełnia błąd, z jednej strony piętnując szowinizm klasycznych mediów, z drugiej wolność Internetu, czyniąc to w piśmie tradycyjnym, które chcąc niechcąc poza dziennikarstwem rzetelnym zajmuje się (nad czym ubolewam) propagandą. Jest mniej więcej tak samo wiarygodny jak Palikot w masce „V”, broniący Internautów przed „złymi” politykami. Z innej beczki – tym tekstem Mistewicz z Marketingu narracyjnego niepokojąco zbliża się do dialektyki, dziedziny nieco zapomnianej (teoretycznie), święcącej triumfy w dawniejszych czasach. A dialektyka ma to do siebie, że dowolną tezę dowolnymi dowodami da się podtrzymać. Wystarczy to napisać.

Choćby kwestia:

Internauci przestają być „pasywnymi użytkownikami”. Stają się „twórcami” – nowymi producentami mediów

Mocno na wyrost. Zwłaszcza w kontekście wszechobecnego bełkotu polegającego na kopiowaniu i wklejaniu „nieprzetrawionych umysłowo” treści. To nie proces twórczy. Procesem twórczym ciężko też nazwać większość komentarzy typu: „P…l Tuska” i podobnych.  W nawiązaniu do tego, pozwolę sobie odesłać i Mistewicza (pewnie będzie zainteresowany) i innych do piramidy Maslowa w wersji Social Mediów: http://www.ecademy.com/node.php?id=174000 – nie wiem, czy zgadzać się z nią w 100%, ale:

  1. wnioski a propos Fejsa i G+ – jak najbardziej tak;
  2. wnioski a propos blogowania (WordPress) – też się zgadzam;
  3. Z akceptacją pozycji Twittera mam pewną trudność, ale powiedzmy, że OK.
  4. Najmniej pasuje mi Linked In, który pozycjonowałbym na poziomie przynależności, ale biorąc pod uwagę, że diagram powstał w świecie anglo-saskim, gdzie LI ma ugruntowaną pozycję – niech i tak będzie;

Gdyby przyjąć taki model patrzenia na świat SM – jakie z naszych potrzeb zaspokajają, dopiero najwyższe dwa poziomy to wolność (tworzenia), chroniąca jednocześnie przed anarchią i ową „mądrością tłumu”.

Reklamy

Dość!


Miało być znów o ACTA. Nie będzie. Dla mnie protest jest protestem głównie o wymiarze ekonomicznym. Nie? To czemu tak jest: http://biznes.onet.pl/dane-w-internecie-w-zamian-za-bonusy,,5009838,1,prasa-detal? Miało być o Grabażu (którego bardzo cenię), że nie przyzwolił na kradzież – nazwał ją dosłownie, stwierdził, że jeśli ma wybierać między kradzieżą, a ograniczeniem wolności, to woli mniejsze zło. Miało być o Richardzie O’Dwyer – Jaki to z niego „bohater” i „ofiara ACTA” – nie będzie. O nim pisze Wiki, i to dość obszernie: http://en.wikipedia.org/wiki/Richard_O’Dwyer. Jakoś Wiki wierzę. Że nie porwany, że jego strona, przez którą trafił do paki, to nie tylko linki. Że brytyjski sąd ( a te są duże bardziej niezawisłe niż polskie) rozpatrzył sprawę starannie, ZANIM uznano wniosek o ekstradycję. Miało być o innych „bohaterach” – Anonymous. Też poczytajcie w Wiki: http://en.wikipedia.org/wiki/Anonymous_(group). Jeśli komuś z nimi po drodze – proszę bardzo. Mi, prostemu człowiekowi (bo członkiem „elity”, przyzwalającej na kradzież nie chcę być) jakoś nie po drodze. Tak samo jak nie po drodze mi z rządem, który ogranicza (i bez ACTA) wolność wypowiedzi. Nie po drodze mi z partiami, które wiją się teraz jak piskorze, żeby na sprawie ACTA zyskać kapitał polityczny. Nie po drodze mi z dziennikarzami, którzy, zamiast opisywać rzetelnie rzeczywistość, maszerują z hasłem „wolne media” na sztandarach, oczekując, że ich idea stanie się jedynie słuszną. Mam dość!

Elita? Nadzieja dla Polski?

Oj narażę się, narażę. Jaka z Was elita? Czytać ledwo potraficie, bo jeśli już, czytacie między wierszami, nie potrafiąc przeczytać wierszy. Przynajmniej większość z Was. Krzyczycie o dostępie do kultury. Do jakiej kultury??? Demotów? Kwejków? A co to za kultura? Fileshare’ów z amerykańskimi (tak, tak, wyprodukowanymi w tym opresyjnym kraju, który tak nas za pomocą ACTA uciska) sitcomami? Chomika? Przeglądając fejsbuka, patrząc na wpisy typu: „najważniejsze, że nową FIFĘ udało się ściągnąć”, „A ja już mam wszystkie sezony House’a na dysku”, najpierw załamuję ręce, a potem stwierdzam: Dość!

Ja wiem, czasy się zmieniają (Cytując „klasyka”: Dzisiaj czasy się zmieniły, nikt nie pieprzy już o gwiazdach), ale coś „mi się nie zgadza”: jeszcze w latach 2004-2005 w Bydgoszczy, współpracując ze studenckim magazynem „Chleba i Igrzysk” (pozdrowienia i podziękowania dla Kowala, Sto(i)ckiego, Kuzyna i całej reszty) DEBATOWALIŚMY o kulturze. O tym, jak spłyca się rozumienie kultury. O tym, że zniknęła kultura studencka – ta specyficzna, typowo akademicka wtopiła się w pop-kulturę. Kluby studenckie w większości zmieniły się w dyskoteki, lub kluby „grające” to samo, co „cywilne”, pozaakademickie. Pop-kultura zabiła kulturę studencką. Głosy były różne, ale mogliśmy swobodnie dyskutować i sprzeczać się, a następnie wydać numer magazynu, zachowując KAŻDY SWOJE ZDANIE. Wszyscy ceniliśmy Kisiela, jego prowokacje, zmuszające czytelników felietonów albo do myślenia, albo do głupiego obrażania się. I często też jechaliśmy „po bandzie”. A to „student-alkoholik”, a to stwierdzenie, że kultura alternatywna (Underground), tak samo jak studencka umarła – bo czymże jest 100 000 płyt zespołu punkowego, jak nie kolejnym wcieleniem kultury (bardzo) popularnej? W czasach współczesnych odkurza się, popularyzuje punk z lat PRL – słusznie. Ale reedycja tamtych utworów to już nie alternatywa, tylko trochę inny stream popu. Pisałem w „CiI” o Januszu Żernickim (http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_%C5%BBernicki). Kto go zna? Niewielu… Tymczasem tzw. ciechociński Okres Stachury (o, teraz to się można wykazać, że wiemy, któż on) jest ściśle z Januszem związany. Ilu z was kojarzy zespół RSC? A ilu kojarzy Lombard? No właśnie… Wam nie chodzi o dostęp do kultury. Wam chodzi o dostęp do POWIELANYCH, KOPIOWANYCH, POPULARNYCH treści. Wam nie chodzi o twórczość, tylko o odtwórczość.Generacja „skopiuj-wklej”, generacja „udostępnij”, generacja „myśl jak reszta”. Bracia Wachowscy osadzili „Matrixa” w jakiejś alternatywnej rzeczywistości – tymczasem „Matrix” dzieje się tu i teraz. Nie myślicie, nie tworzycie – powielacie pożądane wzorce. I nie ma znaczenia, czy pożądane przez władze, czy przez kogoś innego. Nie jesteście elitą. Jesteście tłumem – mięchem armatnim w wojnie korporacji i władz. A że sojusze w tej wojnie często się zmieniają, więc i Was ganiają po polu bitwy w jedną lub drugą stronę.

Myślę więc jestem? Jestem, więc myślę!

Odwróciła się maksyma Kartezjusza. Wydaje wam się, że skoro już „jesteście” na fejsie, kwejku, twiterze, to każda wasza myśl jest twórcza. Otóż nie. Cały czas twórcze są tylko te myśli, które wytworzycie. Kopiowanie, wklejenie, udostępnianie to tylko PRZEKAZYWANIE myśli kogoś innego. Niestety, nastąpiło powszechne uznanie takiego procesu jako procesu twórczego . Umiejętnie podsycane przez właścicieli serwisów, którzy wmawiają wam, że sam fakt „bycia” oznacza, że jesteście twórcami. Twórcze są wasz fotografie (nawet na tle meblościanki), ale nie przeklejone fotki kogoś innego. Twórcze są autorskie demoty, a nie przeklejone z innego serwisu. Twórcze są apele o pomoc pisane własnym zdaniem, a nie „skopiowane na twoją tablicę”. Twórcze jest wyprodukowanie i wyrażenie własnej opinii, a nie wklejenie „Komentarz usunięty przez ACTA”. Twórcze są mody do gier, a nie screenshoty z waszych „dokonań” w grze.

Inwigilacja w sieci…

… istnieje od początku jej istnienia. Taka natura Internetu. Adresacja IP, nicki, konta użytkownika – to wszystko pozwala inwigilować DOWOLNEGO użytkownika. Oczywiście, można się ukryć, jak i w świecie realnym. Wtedy można trolować, flejmować, hakować, spamować bezkarnie. W każdym innym przypadku, i takich jest większość – WSZYSTKO co robicie jest powszechnie dostępne. Nie tylko dla waszych, równie ambitnych, jak wy, znajomych. Również dla władz, cyberprzestępców, waszych pracodawców. I na pewno na jakimś etapie życia to do Was wróci. Na tej samej zasadzie wyłapywano tych, co zamawiali „5 piw”, na tej samej zasadzie (niesłusznie) ABW „dorwała” faceta od strony antykomor.pl. Chcecie żyć bez inwigilacji w sieci? To wynieście się z sieci. Nie ma innej metody. Inwigiluje was fejsbuk, twitter, kwejk, onet, wp, cholera wie, kto jeszcze. Amerykańskie służby typu FBI, CIA, NSA podobno też (Echelon). Inwigilują Was Chińczycy (sporo pirackiego contentu ze spyware’m „na dokładkę” właśnie z Chin pochodzi), pewnie Rosjanie i Białorusini, i pewnie jeszcze z dziesięć do dwudziestu państw, poza naszym własnym. Jakoś tego nie zauważacie, mimo „wrodzonej” elicie inteligencji. Nie chcecie takiej inwigilacji? To pakować plecak i na smolarnie w Bieszczady. Mówicie: sieć jest wolna! Tak, na tyle, na ile pozwolą jej być wolną dostawcy i administratorzy. Wy, niestety, dopóki z niej korzystacie, niewiele macie do powiedzenia. Możecie się zgodzić – i korzystać, albo nie zgodzić – i nie korzystać. Myślicie, że Facebook jest wieczny? A pamiętacie czasy przed Fejsem? Ile serwisów popadało? Mimo sprzeciwów Użytkowników? Jeśli „ktoś” zechce Wam wyłączyć fejsa, cz w ogóle usługi Internetu – mimo wychodzenia na ulice nic nie zrobicie. Witajcie w świecie korporacji…

Świat po ACTA…


… będzie tym samym światem. Nie będzie rewolucji. Ani rewolucji ruchu „Stop ACTA”, ani rewolucji „polskich internautów”. Europejski Trybunał Sprawiedliwości, niezależnie od ulicznych protestów w Polsce zakwestionował jeden z zapisów ACTA: http://www.tvn24.pl/0,1732732,0,1,przelomowy-wyrok-trybunalu-acta-niezgodne-z-prawem-ue,wiadomosc.html. W praktyce oznacza to, że dyskusja będzie się toczyć. I dobrze. Natomiast zastanawia wybiórcze podejście do „obrony wolności”. Sprawa uprawnień NIK nie spotkała się z tak gwałtownym i stanowczym protestem jak ACTA. Ciekawe… W dodatku, patrząc na decyzję ETS, zastanawia mnie, jakim umiłowaniem wolności” kierują się politycy – Jarosław Kaczyński, niegdyś gorący przeciwnik Karty Praw Podstawowych, na bazie której ETS orzekł w sprawie ACTA, teraz ambitnie „łączy się w bólu” i zapowiada walkę ramię w ramię z internautami (tak, tak, tymi od piwska i pornoli).  Ciekawe…

Ciekawych jest mnóstwo rzeczy. PO, sprawujące obecnie władzę, obrońcy przed terrorem Kaczyńskich i PiSu, a następnie zamykająca ( z pomocą ABW) stronę antykomor.pl, przegłosowująca nowelizację Ustawy o NIK. Swoją drogą – chciałbym zobaczyć listę posłów, którzy byli „za” nowelizacją Ustawy. Protestujący, tak ochoczo walczący z ACTA, mniej euforii wykazują, by walczyć o wolność w innych aspektach. Dla mnie jasne jest że:

  • Władza, niezależnie od linii politycznej, partii, itd. zawsze będzie chciała patrzeć obywatelom na ręce – czy to pod pretekstem wojny z terroryzmem, czy wojny z piractwem, czy nowelizacji ustaw, czy cokolwiek innego. Ewentualne „łączenie się z obrońcami wolności” ma wyłącznie powody w gromadzeniu poparcia przez tą, czy inną partię – zresztą popatrzcie: partia lewicowa (SLD) jest liberalna, partia prawicowa (PiS) jest socjalistyczna, partia centrowo-liberalna (PO) jest zachowawcza.  SLD miało swoje „lub czasopisma”, nie wypominając biednej partii jej „wolnościowych” korzeni. PiS/SP/PJN (bo się podzieliło było) ma stygmat akcji CBA, doktora G., Sawickiej, Blidy, PO – ACTA, Ustawa o NIK, Radka Sikorskiego przeciw niepochlebnym internautom. Obudźcie się – żadna z partii nie reprezentuje wolności – co do sztuki (z ruchem Palikota) zależy im na KONTROLI społeczeństwa.
  • Obywatele zwracają uwagę na wolność, prawa obywatelskie WYŁĄCZNIE wtedy, kiedy ich (w ich mniemaniu) najbardziej żywotne interesy są naruszane. Tak było w PRL, gdzie masowe protesty nie miały podłoża wolnościowego (1956 – Poznań, protest o podłożu ekonomicznym, 1970 – Wybrzeże – protest o podłożu ekonomicznym, 1976 – Radom – protest o podłożu ekonomicznym, 1980 – Wybrzeże – protest o podłożu ekonomicznym; elementy wolnościowe zawsze wchodziły jako drugi rzut), a ruch wolnościowy istniał w tle i dołączał do protestów ekonomicznych. Tak samo później: wszelkie masowe protesty i w świecie realnym (strajki górników, hutników, pielęgniarek i Bóg wie kogo jeszcze), i w świecie wirtualnym (Wysokie ceny paliw, ACTA)  mają podłoże ekonomiczne. Wolność jest tu „na przyczepkę”.

Już widzę oburzenie, że wcale tak nie jest. No cóż, obrazoburcze stwierdzenia zawsze budzą opór. Poza tym miło nam widzieć siebie jako bohaterów, zamiast jako zwykłych kombinatorów. Miło być romantycznym bojownikiem, a nie zwykłym, przaśnym piratem. Tak samo było z legendą Robin Hooda (bohater – może, na pewno złodziej), z legendą Janosika (bohater – wątpliwe, na pewno bandyta), legendą Paramonowa (zastrzelił Milicjanta – fakt, przedstawiciela opresyjnej władzy, ale ile się nakradł, ile osób skrzywdził). Naczytaliśmy się (o ile ktoś czyta) Szklarskich, Stevensonów, Fiedlerów, Dumasów, i każdemu marzy się być tym dobrym. Po czym ładujemy się z naszymi ideałami w prozaiczny świat, w którym rządzi pieniądz. Bezkrytycznie krzyczymy „wolność rządzi”, podczas gdy mamy na myśli: „byle odpieprzyli się ode mnie”.

Czemu nikt nie protestuje przeciw ograniczeniu do treści Internetu w Chinach czy Korei? Czemu nikt nie protestuje przeciw niepodpisaniu przez Polskę Karty Praw Podstawowych? Czemu, głosując na coraz to inne partie, wybieramy wciąż tych samych ludzi? Tu wietrzę spisek – jakaś umowa społeczna, w której jedni udają że rządzą dla dobra społeczeństwa i w imię wolności, a drudzy udają, że w imię wolności protestują. Swoją drogą, protestującym polecam zdanie Stanisława Lema, wielkiego pisarza, niezwykle skromnego i inteligentnego człowieka:  „Nie wiedziałem, że jest na świecie tak dużo idiotów, dopóki nie zajrzałem do internetu.”

Pieprz ACTA – idź pod NIK i Sejm…


My tu gadu, gadu o ACTA, protesty w imię „wolności”, „Nie dla potencjalnej inwigilacji”. I wszyscy przekonują, że właśnie o wolność w tych protestach chodzi. Tymczasem władza właśnie zdobyła nowe narzędzie inwigilacji, przeciw któremu nikt nie protestuje: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,11031787,NIK_ma_nowe_uprawnienia__Pozna_wszystko___wyznanie_.html. Nie wiem – smiać się, płakać? Tłumy ludzi krzyczą na ulicach przeciw czemuś, co tylko potencjalnie nam zagraża, politycy prześcigają się w zaprzeczaniu, że z ACTA mieli coś wspólnego, a tu bach! Nasi posłowie cichaczem, na leniucha, przegłosowują takie cudo.

Gramy w Głupka?

Przepraszam, ale wyszło na to, że albo nasza władza jest sprytniejsza, niż ustawa (ta o NIK) przewiduje, albo ruch „ANTY ACTA” dał się zrobić w głupka. Tam ACTA, niepodpisana, niepewna, w dodatku odwołująca swoje zapisy do prawa krajowego (przypomnę: aktami wykonawczymi są ustawy i rozporządzenia), a tu niespodzianka – przegłosowana Ustawa (AKT WYKONAWCZY) pozwalająca krajowej instytucji na dowolną inwigilację… Bez kontroli. W jednym i drugim przypadku inwigilacja (załóżmy), W jednym i drugim bezzasadna, bezprawna (załóżmy), w jednym – wyłącznie elektroniczna, w drugim – totalna, w jednym i drugim przypadku władza mówi, że nie skorzysta. A światli ludzie Internetu w jednym przypadku władzy nie wierzą i protestują, a w drugim siedzą cicho… Odszczekajcie swoje hasła o obronie wolności, albo dalej – pod NIK i Sejm. W tym przypadku pójdę z Wami. Bo tu chodzi o wolność, a nie o złodziejstwo.

 

Dlaczego w każdych kolejnych wyborach oddam głos pusty?


Wspomnę o ACTA – nie da się nie wspomnieć. Chodzi o współczesną klasę polityczną. Kolejny powód, dla którego na kolejne, i kolejne, i kolejne wybory pójdę, ale znów oddam głos nieważny. Otóż po wybuchu niezadowolenia w sprawie ACTA, nagle zaczęło się politykom przypominać, jak to bardzo są „przeciw”, a „przypadkiem” w Europarlamencie głosowali za odrzuceniem rezolucji potępiającej tryb prac nad umową. Brylują oczywiście gwiazdy: Jacek Kurski, Marek Migalski. Lista, jak kto głosował, pokazuje, że jedynie SLD był za rezolucją, reszta albo przeciw, albo się wstrzymała, albo… nie było ich. Taka super ważna (jak się okazuje) sprawa, takie zagrożenie demokracji, wolności, a tu… polska rzeczywistość skrzeczy. Tłumaczenia Kurskiego i Migalskiego są żałosne, przeprosiny Kaczyńskiego (oraz obietnica wyciągnięcia konsekwencji – ciekawe, kto tym razem z PiSu poleci?) poniewczasie, udawana szczerość Zdrojewskiego (były interpelacje, które odrzucił) równie przykra, co bezpodstawne zadowolenie SLD (panowie i panie – uwaga: „lub czasopisma”).

Jakoś nie wierzę, żeby przeciwnikom ACTA zapadły w pamięć te wydarzenia, tak samo, jak nie zapadają im w pamięć inne, które powinny wpłynąć na ich decyzje nad urnami wyborczymi. Jakoś nie wierzę w dobrą wolę polityków, w tym i uwielbianego przez internautów JKM, bo ruszyli, jak Ryszard Kalisz jaguarem na demonstrację przeciw bezrobociu, po „ptokach”. Jak już mleko się wylało, i wydało się, kto co robił wcześniej – zaczęli się kajać, pojawiać, „bywać” na protestach. Cynicy… Hipokryci (bodaj jeszcze więksi, niż część tych, którzy krzyczą, że w akcji STOP ACTA chodzi o wolność), hochsztaplerzy, niedzielni magicy.

Wybaczyć – TAK, zapomnieć – NIGDY

Na początku: nie, nie zmieniłem zdania – widzę w ACTA zagrożenia, ale uważam, że cały protest dotyczy usankcjonowania kradzieży, jaką jest piractwo, i momentu „funu” dla kilku tysięcy ludzi. Ba, nawet byłbym w stanie podać masę powodów, dla których tak może być (anonimowość, potrzeba identyfikacji, „podjaranie się” Oburzonymi w innych krajach, co z tego, że tamci protestują w związku z czymś innym? My nie gorsi! I tak dalej….). Ale pominę ten wątek, bo chciałbym skupić się na ważniejszym. Co kilka lat odbywają się w Polsce wybory. Demokratyczne. Ordynacja nie jest już tak demokratyczna, ale wybory – owszem. I niemal bez wyjątku (pomijając ostatnie w 2011) przy wyborach następuje zmiana przy korycie i na stołkach. Co ciekawe – obecni „Oburzeni ACTA”, przez ostatnie 5 lat głosowali głownie na PO (w mniejszym odsetku na Ruch Palikota, PiS, SLD, i tak dalej) – wynika to z prostej wyborczej arytmetyki. Część nie głosowała. W internecie konsekwentnie wygrywa JKM, niemal łeb w łeb z Palikotem i PO. Jeśli ruch „STOP ACTA” – polscy użytkownicy Internetu to taka siła, czemu dotychczas nigdy w wyborach nie wygrał Korwin-Mikke? Kolejny, obok ACTA, spisek? Jeśli tak bardzo go kochamy, internauci, w dodatku taką stanowimy siłę – wybierzmy go w końcu.

A może Palikot – legalizacja trawki, legalizacja związków partnerskich, legalizacja wszystkiego, co sobie zamarzymy. Założe się, że zalegalizuje też piractwo… w obietnicach wyborczych. Obietnice bowiem, a za nimi programy partyjne to powód i wygrywania, i przegrywania wyborów przez partie. Co ciekawe – jedyna koalicja, która REALIZOWAŁA program obiecany przed wyborami (AWS-UW, z J. Buzkiem jako premierem), czyli dotrzymała tego co spisała – sromotnie przegrała kolejne wybory. Ale wówczas politycy się nauczyli: nie ma znaczenia co obiecasz, ani (tym bardziej) co zrobisz. Najważniejsze, żeby cię lubili (stąd też fenomen popularności JKM w sieci – nie miał jak się narazić). Nie chcę wymieniać wszystkich obietnic wszystkich kolejnych rządów. Nie będę też snuł teorii spiskowych o roli mediów, układów, formalnych i nieformalnych umowach, itd. Zanim przejdę do odpowiedzi na pytanie postawione w tytule, chcę napisać jedno, jedyne zdanie, adresowane do wszystkich – oburzonych, zadowolonych, biednych, bogatych, starych, młodych, pięknych, brzydkich. To zdanie brzmi: Czytaj dalej

Zniewolenie w imię wolności


Od ACTA-y się zaczęło… z tym blogiem, i w ogóle z dyskusją o wolności i takich innych „duperelach”. Kolega Antek Stalich, bardzo ciekawa, intrygująca, inspirująca, choć upierdliwa postać (tak, tak, Antku – lubimy się – ale krytycznie), na swoim fejsowym wallu napisał:

Kiedyś mieszkając w hotelu mogłem poprosić o pokój dla palących. Obecnie, płacę słono za hotel, ale obowiązuje bezwględny zakaz palenia. Muszę zjeżdzać windą 3 piętra, wychodzić na mróz, zapalić fajka, wrócić windą. Narażam swoje zdrowie.

W swoim czasie, ODEBRANO MNIE I RZESZY INNYCH LUDZI WOLNOŚĆ PALENIA TYTONIU i to w miejscach nieprzeszkadzających innym. Zrobili to ludzie dbali o kwestie wolności, ponieważ wolność niepalących była ważniejsza od wolności palących (nawet tam, gdzie nie mogli tej wolności naruszyć).

Zapytam Cię Elu:
1. Czemu kwestia odebrania wolności palenia nie stała się i nie stanie przedmiotem wielkiej AKCJI?
2. Czemu walczy się o wszystko, a przeciw faktycznemu rzeczywistemu odebraniu wolności nie?
3. Czy nie uważasz, ze „walka o wolność” to tylko polityczna zaslona dymna i mentalność Kalego?

Osobiści myślę, że dlatego iż nie można na tym zbić kapitału politycznego, a na stopacta tak.

Jak uważasz? Zapraszam także wszystkich innych do dyskusji.

Więc i moje trzy grosze, trochę dalej od ACTA-y, bo czas się i od dyskusji o niej wyzwolić. Kończę ACTĄ, poniekąd…

Wolność, równość, braterstwo

Piękne ideały wolności, równości, każdemu według potrzeb już były. Trochę o tym pisałem tutaj, przyznaję, z emocjami. Po prostu, jako człowiek wolny, świadomy, a przede wszystkim krytyczny – nie mogę uwierzyć, że tak łatwo znów utożsamić wolność z samowolą. Wolność – TAK, ale jeśli naruszamy czyjąś wolność w imię naszej – jaki to ma sens? Poza egoistyczną walką o wolność każdego z osobna – żadnego. Nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się zniewolenie innych. Zniewolenie może mieć różne formy: od ostracyzmu (vide: Hołdys vs. ACTA) poprzez przymus społeczny, restrykcje prawne, aż do eliminacji „wrogów wolności”. Nieraz to przerabialiśmy. Jako palacz też, za Antkiem mogę się zapytać – co z moją wolnością do palenia? Odpowiecie mi – palenie jest niezdrowe, i dl aciebie, i dla nas. No i co z tego? Czy mi się wolność nie należy? Otóż… niekoniecznie. Jeśli palę wśród samych palaczy, w miejscu, gdzie nie ma niepalących, swoim paleniem nie naruszam niczyjej wolności do strefy be nikotyny. Jeśli zaś zapalę w towarzystwie „zdrowo żyjących”, mają oni prawo czuć się „zniewoleni” moim papierosem. To samo dotyczy głośnego słuchania muzyki (a tak – wkurwia mnie gówniarzeria w tramwajach, „biedna” tak, że nie ma na słuchawki), publicznych happeningów, itd. To samo dotyczy Internetu. Korzystając z darmowej Wiki (chociaż nie taka ona darmowa – są ludzie, którzy za nią płacą – w postaci datków) – mamy prawo do wolności korzystania z treści. Ściągając pirackie filmiki – naruszamy czyjąś przestrzeń wolności (wolność otrzymywania wynagrodzenia za swoją twórczość). Jeśli nie zauważamy tej różnicy – wolność staje się anarchią, samowolą. A anarchią i samowolą posługuje się swołocz, tłum, motłoch.

Wolność zakłada równość jednostek. W sensie równych szans, równego traktowania, równego prawa. Gdzie moje prawa jako palacza? Są ograniczone – niepalący są „równiejsi”. „równiejsza” chce być zawsze władza, w Polsce od czasu do czasu górnicy, hutnicy, nauczyciele… „Równiejszymi” chce być część (podkreślam: część) przeciwników ACTA. Tej części ma być wolno kraść, i nie można ich nazwać złodziejami. Demagogia. Orwellowski pomysł. Antek słusznie zauważa, że wycieranie sobie gęby „wolnością” zazwyczaj oznacza ograniczenie wolności i równoprawności innych. Skoro części ludzi część rzeczy należy się za darmo – czemu nie wszystkim i wszystko? I znów wracamy do zmory komunizmu. Wydaje mi się (choć wolałbym się mylić), że od tego komunizmu nie ma odwrotu. Z jednej strony dyktat władz, w obecnych czasach w każdym niemal kraju populistycznych, narzucających rozwiązania ograniczające, lub mogące ograniczyć wolność. Z drugiej strony anarchizujące ruchy społeczne, domagające się praw „równiejszych” niż obowiązujące. I nie chodzi mi tylko o część miłośników „wolnych treści”. Mam na myśli również feministki walczące o parytety, prawa poprawności politycznej w USA, gdzie łatwiej ma biedny, leniwy „gangsta” murzyn, niż średnio zamożny syn białego kierowcy ciężarówki, „równiejsze” traktowanie Izraela, jako odkupienie za Holocaust, i masę innych rzeczy. Z drugiej strony…  Skoro, gdzie się nie obejrzysz, widzisz „równiejszych”, czemu by nie zostać jednym z nich? Kolejny argument, że „walka o wolność” to hipokryzja. Przynajmniej w sporej części przypadków.

Braterstwo – „wszyscy ludzie wolni są braćmi” – jakoś tego nie widzę. W kontekście Smoleńska Kaczyński i Tusk nie są braćmi. Hołdys nie jest bratem Żakowskiego w sporze o ACTA, „wolny”, ortodoksyjny Żyd z Zachodniego Brzegu nie jest bratem „wolnego” terrorysty z Hamasu. Może powinno być: „wszyscy ludzie wolni są sobie wrogami”? Bo gdzie się nie ruszymy z naszym pragnieniem wolności, tam naruszamy wolność innych. Jakby nie patrzeć, Hitler na Wschód ruszał w imię „przestrzeni życiowej” narodu niemieckiego, a Stalin „wyzwolił” Europę Środkową. Zniewalając i eksterminując miliony. Kolejna hipokryzja.

W imię wolności…

…występują różne osoby i gremia. Najczęściej wolność jednych jest zniewoleniem drugich. Co ciekawe, zazwyczaj nie protestujemy tak gwałtownie:

  • system emerytalny jest kulawy i nie zapewnia nam wolnego dysponowania naszymi, jakby nie było, środkami na emeryturę – gdzie są wszyscy obrońcy wolności? Z drugiej strony, dzięki kontroli tego systemu w obecnej formie, każdy Rząd RP zapewnia wolność pobierania emerytury naszym dziadkom, oraz (głównie) pensji armii urzędników ZUS. Która wolność jest ważniejsza? Która jest bardziej etyczna?
  • w imię obrony wolności USA najechały Irak (dwukrotnie), Afganistan, wcześniej wielokrotnie interweniowały w wielu miejscach świata. W imię wolności „świata zachodu”, bo wolność lewicowców, talibów, mudżahedinów naruszyły po wielokroć. Czy ważniejsza jest „wolność zachodnia” czy „wolność talibska”?

Przykładów jest wiele, z najróżniejszych dziedzin życia. I zawsze wolność jednych oznacza zniewolenie drugich.

Partyzanci a terroryści

Przykładem dualizmu etycznego jest kwestia „różnicy” między partyzantami a terrorystami. Weźmy Polskę Walczącą – tak chętnie brano teraz na sztandary. Dla nas – partyzanci, bohaterowie walki o niepodległość. Dla Niemców – bandyci z AK. Nasi bohaterowie z AK w Berlinie nie byli, a i nie są postrzegani w tak pięknym świetle. M.in. za to, że w czasie wojny wysadzili bombę na jednym z berlińskich dworców. Zabili wielu cywili. Bohaterstwo, czy terroryzm? Czy walka o swoją wolność usprawiedliwia odebranie wolności czy życia innym?

Weźmy teraz Hamas, OWP i cała resztę palestyńskich „terrorystów”. Dla Izraela, i sporej części świata są to terroryści, mordercy dzieci, bandyci. Dla Palestyńczyków – wojownicy o wolność, o prawdę, mściciele krzywd. Która ocena jest słuszna? I trudne pytanie: kto jest bardziej „etycznie czysty”: AKowiec z bombą na dworcu w Berlinie, czy Hamasowiec z bombą na dworcu w Tel Awiwie? Wybierzcie. Nazwijcie bohatera i nazwijcie zbrodniarza.

Boję się takiej wolności..

…która ogranicza wolność. Boje się „równiejszych” w każdym wydaniu. Feministek, walczących o to, by „Kopernik była kobietą”, bo to przecież niemożliwe, żeby większość odkryć była dokonana przez mężczyzn, Syjonistów na siłę rugujących Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu, Amerykanów, „wyzwalających” kolejne kraje jak Wenezuela, czy Kuba.

Boje się, by pod hasłami wolności nie kryły się ideały zupełnie inne. Dlatego nie po drodze mi z Anonymous i piratami. Owszem, ważna jest wolność wypowiedzi. Ale, jeśli ceną jest uległość wobec innego „systemu”: piractwa, hakerstwa, anonimowości i braku odpowiedzialności za słowa i czyny (a taki festiwal teraz mamy) – absolutnie nie przyłączę się do „STOP ACTA”.

Mam nadzieję, że o ACTA już nie będę pisał. Przynajmniej nie w takim kontekście, jak to było przez ostatnie dni. Mam nadzieję, że szanując swoją i cudzą wolność, ruch „Stop ACTA” zauważy, że potrzebne są zmiany nie tylko w oprotestowanych regulacjach, ale i w ich postępowaniu:

  • oderwanie ruchu na rzecz „wolności wypowiedzi” od ruchów kryminogennych (Hakerzy, piraci)
  • dyskusja na temat praw własności z poszanowaniem praw twórców i właścicieli praw – na pewno potrzebny jest nowy model, ale nie może on funkcjonować na zasadzie „mamy was w dupie” – i przyjęcie odpowiednich regulacji
  • dyskusja nad rozwiązaniami umożliwiającymi ściganie przestępstw umyślnych, polegających na naruszeniu własności intelektualnej W ŚRODOWISKU MIĘDZYNARODOWYM – i przyjęcie odpowiednich regulacji

Dopóki tego nie będzie – będę nazywał was oszołomami, złodziejami, populistami. idiotami. Jeśli to was pocieszy – nazwę też tak każdego, kto będzie chciał naruszyć wolność wypowiedzi, sumienia, przekonań.

Od obrony wolności do chamstwa droga krótka – 3 do 4 dni


Obiecuję to sobie przy każdym kolejnym poście – dość o ACTA. Ale, jak już pisałem, co chwila wychodzą głupotki „wolnościowców”. Przypomnę – ZGADZAM SIĘ, że:

  1. Tryb negocjowania, ustalania i wdrażania ACTA woła o pomstę do nieba – , choć z drugiej strony – dotychczas mało kto się tym interesował. Rząd zaliczył faila, EU i europosłowie zaliczyli faila – FAKT
  2. Zapisy ACTA potencjalnie, powtarzam, POTENCJALNIE, mogą być nadinterpretowane w celu wzmocnienia kontroli treści i działalności internautów. ACTA co prawda zostawia to do decyzji stron (czyli RZĄDU) i prawodawstwa poszczególnych krajów, ale potencjalne ryzyko jest. FAKT

Niemniej jednak nie przekonują mnie argumenty „wolnościowe”. Dlaczego? Choćby dlatego, że owi „wolnościowcy” tak się zachłysnęli swoją rewolucją, że zaczęli polować na czarownice. „Nobody expects Spanish Inquisition” – chciałoby się pośmiać za Monty Pythonem. Ale tu nie ma „nic do śmiacia”.

Doj…ć Hołdysowi!

Jakiś „Idealista” wpadł na pomysł, żeby zgłosić do administratorów Fejsbuka konto Z. Hołdysa z przyczyny – cytat: „nikt nie będzie nazywał mnie złodziejem” (jak inaczej nazwać kogoś, kto kradnie? – i Robin Hood, i Janosik, i Paramonow byli złodziejami). Poszło w Polskę, znaczy w sieć. I się zaczeło… Kolejni wpadli na pomysł, żeby zgłosić strony fejsowe Rządu (tego złego, co podpisuje ACTA), KPRM, wkrótce dobiorą się i do bloga Kasi Tusk, żeby wpłynęła na decyzję taty, aby była „jedynie słuszna”. Drodzy „rewolucjoniści” – podczas rewolucji francuskiej od jej wybuchu do wprowadzenia terroru przez jakobinów minęło kilkanaście miesięcy, bolszewikom w 1917 zajęło to kilka tygodni, wam wprowadzenie cyberterroru zajęło 3-4 dni. Jesteście tłumem, żądającym głowy Ludwika XVI, jesteście motłochem domagającym się wieszania cara Mikołaja II. Jesteście nie obrońcami wolności, a katami demokracji. Tak walczycie o wolny Internet? Więc czemu NIE WOLNO nie zgadzać się z Wami? To znaczy – przepraszam – wolno, ale wtedy pokażecie co potraficie – zablokujecie strony, doprowadzicie do zablokowania kont. Kneblujecie tych, co myślą inaczej.

Zabawne, i żałosne zarazem jest to, że robicie to w imię walki z zagrożeniem wolności wypowiedzi. To pokazuje jakimi hipokrytami jesteście. Tu nie chodzi o wolność. Tu chodzi o wasz „fun” – waszą chwilę triumfu. Dla mnie nie ma znaczenia czy totalitaryzm wprowadzi Rząd RP, Komisja EU, ACTA, czy wy – obrońcy wolności. System totalny – blokujący niezależność jednostek zawsze będzie systemem totalnym, niezależnie od pięknych idei wypisanych na transparentach.

%d blogerów lubi to: