Posts Tagged ‘ Hipokryci ’

Ciąg dalszy o śmierci, życiu i jajecznicy


…ech, oberwało mi się ostatnio.  zasadzie za to, że nie dość afirmuję życie. Najpierw znajomy znajomego objechał mnie, że „chcę zabić pozostałych (czytaj: innych ode mnie) użytkowników planety”, a następnie, po ostatnim poście oberwało mi się od kilku podobnych znajomych znajomych (choć i pośrednio od moich, ale mniej), że nieczuły, że nie rozumiem, że nie mam prawa, i tak dalej (aż do „pokurwiony”)…

Pytam się grzecznie: A WY? Czy WY macie prawo? Jeśli tak, to ja również… To wersja krótka. Wersja rozwinięta poniżej.

Odpowiedź na pytanie, czy chcę wymordować innych mieszkańców planety? Niekoniecznie. Ludzkość i tak jest „selfdestructing”, i bez moich chęci. Rozwój cywilizacji skutecznie prowadzi nas do samozagłady. I nie ma znaczenia, czy będzie to cywilizacja ekologiczna, czy cybernetyczna. Koniec końców nastąpi wojna wszystkich ze wszystkimi. Mądrzy albo wyniosą się (koniecznie w małych grupach – więcej niż 5 przedstawicieli Homo Sapiens oznacza poważne ryzyko rozprzestrzenienia głupoty) w kosmos i dokonają żywota w poszukiwaniu nowej Ziemi, albo ze stoickim spokojem popatrzą na koniec świata, który przygotowali ludzie – Panowie planety. Przerysowuję? Może i tak… A kto wymordował miliony podczas wszystkich rzezi XX wieku? Ludzie. Że teraz jesteśmy mądrzejsi? I Wojna Światowa miała być tą ostatnią… Że należy głosić pacyfizm? A jeśli ktoś nie wierzy w pacyfizm? Siłą go przekonać? No właśnie – wygodne, łatwe twierdzenia nie dają gwarancji, że ludzkość zmądrzeje (bo, że do tej pory nie zmądrzała to widać). Ergo: sami siebie wykończymy. Nie trzeba nic z tym robić – wystarczy się pogodzić.

Z innej beczki: życie KAŻDEGO pojedynczego człowieka stanowi wartość niezastąpioną. TRWANIE cywilizacji to mrzonka. Czytaj dalej

Reklamy

Umarł X – [*] – Lubię to!


Zmarła Whitney Houston… Poruszenie na fejsie, wcześniej zmarła Szymborska -okazało się, że miliony ludzi poetkę ceniły i teraz sobie życia nie wyobrażają… Wcześniej Michael Jackson, Violetta Villas itd. Oczywiście również Jan Paweł II. Z bliższego mi podwórka – żeglarsko-szantowego – niedawno odszedł Messalina, wcześniej Lucek. I właśnie przy okazji śmierci Lucka miałem okazję po raz ostatni publicznie wyrazić żal i żałobę. Na swój sposób. Cytuję mniej więcej moją odpowiedź na pytanie zadane w jednej z warszawskich knajp żeglarskich:

– Kajak, wybierasz się na pogrzeb?

– Nie, na pogrzeb nie idę – tam będzie masa ludzi płaczących na zawołanie. Pójdę kilka dni po pogrzebie na grób – pogadać, jak gadało się za życia.

Tyle. Czy zostało to zrozumiane? Może… Większość nie zrozumie. Bo MODNIE jest wyrażać publicznie żal. Bo śmierć stałą się funkcją marketingowo-pozycjonującą – w społeczeństwie, w panteonie sław, w internecie. W kwestii śmierci „wielkich tego świata” – przykre, ale taka kolej ludzkich losów. Nie znałem Jacksona osobiście, nie byłem fanem. Nie znałem Whitney osobiście, nie byłem fanem. Kiedyś, dawno temu byłem na spotkaniu z Szymborską, nie byłem fanem jej poezji, ale, sam coś gryzmoląc, rozumiałem niektóre z jej wierszy, czy też – miałem swoje zdanie na temat – co autor miał na myśli.Ciekawe – inny poeta – Norwid – umarł w nędzy i dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci trafił na ołtarze Muzy.
A tu proszę – tego samego dnia rośnie armia fanów poezji Szymborskiej. Dobrze, że ludzie zaczęli czytać jej wiersze… Ale czy na pewno czytają? Czy to kolejna akcja – „skopiuj i wklej”, jeśli jest ci przykro…

Fejsbookowe umieranie

Umieranie na fejsie to „życie po życiu” – profile niektórych osób sa dalej utrzymywane, w innych przypadkach przy każdej okazji się wspomina o zmarłym – i w przypadku gwiazd showbiznesu częściej służy to marketingowi niż żałobie. Śmierć podnosi popularność artysty. Ilu teraz fanów ma zmarły Curt Cobain? Ilu fanów „przyrosło” po śmierci Jacksona? Ilu „czytelników” w stosunku do życia, ma po śmierci Szymborska? To jest chore… Tym bardziej, że miesiąc później wzrusza się ramionami, odkłada książkę czy płytę w kąt i kupuje następną, bo znów ktoś umarł. Pieprzona, plastikowa, zakłamana, pseudoempatia pokolenia NEO (swoją drogą ja rozwijam ten skrót jako – No, Ewentualnie Odkliknę). Kupienie książki to nie żałoba, wklejenie linka do YouTube to nie żałoba. Żałobę przeżywa się w duszy (To takie coś, co zostało zastąpione przez tablicę Fejsa u wielu ludzi). Niedawno umarł mój dziadek – nie miał konta na fejsie – „żałoby” nie przeżywało milion internautów. Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: