Posts Tagged ‘ LGBT ’

Jestem antysemitą??? Ciąg dalszy: Jestem homofobem???


Było już o moich poglądach odnośnie Żydów. A dziś, trochę zainspirowany wczorajszymi wieczornymi rozmowami z Diablicą (te kilkaset kilometrów tęsknoty pozwala nam rozwinąć intelektualną część związku ;-)), które bynajmniej nie były o gejach, postanowiłem napisać trochę i o tym. Temat modny, nośny, bo środowiska LGBT są silne, mają swoich posłów (choć nie najmądrzejszych), mają silne wsparcie w lewicy – i tej partyjnej (SLD, RP) i tej kanapowo-bojówkowej (Krytyka Polityczna). I pewnie zostanę homofobem prze aklamację, bo znów (niestety) komuś mylą się tolerancja z bezwarunkowym poparciem.

Gej Okej

Gejem być – w dzisiejszych czasach to brzmi dumnie. Jest modne, zgodne z duchem czasów, trendy, jazzy, i co tam jeszcze… I w zasadzie nie ma problemu z tym, że geje rosną jak grzyby po deszczu, choć mam lekki dysonans poznawczy (otóż liczba homoseksualnych mężczyzn rośnie nieproporcjonalnie bardziej niż liczba homoseksualnych kobiet, nie mówiąc o orientacji bi- czy o transseksualistach). W dodatku modne stało się popieranie wszelkich praw dla „mniejszości” LGBT. Biorąc pod uwagę trendy – za kilka lat przyjdzie mi walczyć o prawa mniejszości heteroseksualnej. Ale zostawmy wątek „nadprodukcji” gejów – według mnie – jakaś głupia moda na „bycie gejem” – zresztą mężczyźni coraz bardziej zniewieścieli, kobiety coraz bardziej sfeminizowane… Taki lajf. Czy już jestem homofobem? Nie? To jedźmy dalej:

Co najmniej od 15 roku życia miałem do czynienia ze środowiskiem LGBT. Jedna z koleżanek jest zadeklarowaną lesbijką, kilka osób deklarowało się jako biseksualne. Nigdy nie stanowiło to problemu nie tylko dla mnie, ale nawet dla moich rodziców. Osoby te bywały w moim domu, razem imprezowaliśmy, ba, z koleżanką les czasem wymienialiśmy się poglądami o atrakcyjności innych dziewczyn. Nie było też syndromu posła Węgrzyna – nigdy nie robiłem „podjazdów” na zasadzie „chcę popatrzeć”, „a może trójkącik”. Wzajemny szacunek. Tolerancja – tylko tyle i aż tyle.

A więc – z byciem LGBT nie mam problemu. Więc nie jestem homofobem?

Związki „bezpłciowe”

Problemu (siłą rzeczy) nie stanowią również związki jednopłciowe (czy, jak to jeden ze znajomych określił – bezpłciowe – bo jeśli nie ma rozróżnienia, to płeć w takim związku nie istnieje). Nikogo nie zapraszam do swojej sypialni, więc nie będę też wchodził do cudzej. Tak samo, jak nie stanowią dla mnie problemu małżeństwa romskie, gdzie nowożeńcy mają po 15 lat (dojrzałość seksualna już jest, dojrzałość psychiczna i społeczna kształtuje się w grupie – a Romowie są wewnętrznie mocno zintegrowani, choć różni od nas pod względem poglądów społecznych), tak nie stanowi dla mnie problemu dwóch panów w łódce (nie licząc psa), czy dwóch pań na stole (wśród mielonych kotletów). Każdy ma prawo do orgazmu (cytat, a jak). Każdy ma prawo do swojej seksualnej i emocjonalnej wolności, o ile tą wolnością nie ogranicza wolności innych. Ba, takie związki powinny być legalne w sensie prawnym, powinny mieć zapewnione dokładnie takie same prawa jak małżeństwa cywilne (związki konkubinackie też!). Z jednym wyjątkiem…

Adopcji przez gejów mówię stanowcze NIE!!!

To jest problem – to dlatego mogę, mimo tolerancji i akceptacji okazać się homofobem. Otóż adopcji dzieci przez pary homoseksualne sprzeciwiam się – i to dla zasady. Owszem, widzę możliwość „posiadania” przez taką parę dziecka, czy nawet dzieci. Po pierwsze – dlaczego piszę „posiadania” – gdyż patrząc na lobbing środowisk LGBT, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dziecko, jego szczęście, nie jest tu brane pod uwagę – najważniejsze jest zaspokojenie potrzeb emocjonalnych owych adoptujących „rodziców”. Po drugie – kiedy dopuszczam taką sytuację? Kiedy jeden z partnerów jest biologicznym rodzicem dziecka. Przykład: Para gejów chce mieć dziecko. OK, więc jeden z panów zostaje dawcą nasienia (czy w sposób naturalny, czy nie – nie moja sprawa), kobieta (nie wiem jaka się zdecyduje, ale pewnie się jakaś znajdzie) rodzi dziecko, w tym momencie para gejów otrzymuje PRAWO DO OPIEKI nad dzieckiem, POD WARUNKIEM utrzymania praw rodzicielskich i kontaktów z matką dziecka. Takiej sytuacji nic nie mogę zarzucić. Adopcja i wychowanie w środowisku jednopłciowym nie pasuje mi. I absolutnie nie ze względu na „tradycyjny model rodziny” – jako rozwodnik mam swoje, dość ostre zdanie na ten temat. Chodzi o wychowanie w tzw. równowadze płci – dziecko musi mieć świadomość, że na świecie funkcjonują dwie płcie, że związki homo- i heteroseksulane są równoważne, że płcie są równoważne. Dodatkowo (i teraz pewnie oberwie mi się od feministek i LGBT po równo) dziecko musi poznać społeczną rolę matki (kobiety) i ojca (mężczyzny). Niezależnie od starań „rodziców” gejów nie da się tego zrobić z perspektywy jednej płci. Możecie rzucać przykładami Eltona Johna i jego partnera, lub innych egzotycznych związków – problemem jest to, że w takich związkach to nie „rodzice” (dla których właśnie – POSIADANIE dziecka jest manifestacją emocjonalną), a opiekunki zajmują się dziećmi.  I to też nie jest normalne, jeśli chce się być rodzicem.

W skrócie – gej/lesbijka rodzic – TAK, ale drugim rodzicem musi być ktoś o płci przeciwnej. Właśnie dlatego spora część poprawnie myślących nazwie mnie homofobem i nietolerancyjnym gburem.

Reklamy
%d blogerów lubi to: