Posts Tagged ‘ Mistewicz ’

„Mądrość” tłumu Internautów – że co, proszę?


Oberwie mi się znów od wszystkich. Najpierw od lewaków i prawo(lewo)myślnych – regularnie czytam „Uważam Rze”. I w dużym stopniu cenię sobie tygodnik prawo(prawo)myślny. Przede wszystkim za Mazurka & Zalewskiego (ex Wprost) – wspaniale punktujących wszystkich naszych próżniaków. Poza tym za artykuły Bronisława Wildsteina (o, teraz to dopiero herezja), oraz cykl artykułów historycznych. Ba, da się nawet czytać Semkę, o ile pisze o kuchni. Oczywiście (i teraz oberwę od prawo(prawo)myślnych) nakładam na treści „UR” filtr „smoleński” – w końcu nie jestem „pisiorem” a zwykłym centrystą (i proszę – nie mylmy Centrum z PO). Więc już w trakcie czytania omijam wszelkie wtręty o Smoleńsku, Zamachu itd. Mam swoje zdanie na ten temat (może je kiedyś wyłuszczę), równie daleki od wersji PiS jak i od wersji „rządowo-TVNowskiej”.

Dla równowagi czytam Politykę, Angorę, Newsweek. Tylko z Wprost zrezygnowałem od czasu jak naczelnym został Lis. Może wrócę do Wprost teraz…Ale wróćmy do tematu. Otóż swoje trzy grosze ma w „UR” Eryk Mistewicz – kto nie zna, nie czyta, nie bywa radzę się douczyć, bo postać znana i (gdzieniegdzie) lubiana. Cykl Mistewicza pod znamiennym szyldem „Marketing narracyjny” w ostatnim numerze tygodnika sprawił mi niemały kłopot. Otóż z częścią tez Mistewicza się zgadzam (mniej więcej z pierwszą połową tekstu), a pozostałe absolutnie mi nie leżą, albo też leżą i kwiczą. Cóż zatem zaserwował nam „mistrz Eryk”?

Wojciech Maziarski, szef „Newsweek Polska”, przy okazji ACTA uderzył: „Utrzymanie się obecnych trendów grozi tym, że pewnego dnia obudzimy się w świecie bez profesjonalnych redakcji (…) Jeśli uznamy prasę za jeden z filarów demokracji i społeczeństwa obywatelskiego oraz chcemy ją utrzymać przy życiu, to walka z piractwem jawi się jako środek obrony wartości demokratycznych”. Ten cytat poraził mnie. Ostatni raz prasę z demokracją utożsamiali francuscy intelektualiści pół wieku temu

Trochę racji ma Mistewicz – porażające. Ale nie to, że Maziarski widzi w prasie filar demokracji (w końcu to samo w „UR”, Naszym Dzienniku widzą propisowscy [bo konserwatywni to są Anglicy, a prawicy w Polsce nie ma po prostu] komentatorzy, w tym, poniekąd, Mistewicz). Porażajace jest to, że Maziarski uważa, że OBOWIĄZKIEM społeczeństwa, rządu jest obrona PROFESJONALNYCH redakcji. A to clue (według mnie) wypowiedzi – PROFESJONALNI DZIENNIKARZE SĄ SPOŁECZEŃSTWU POTRZEBNI JAK CHLEB I WODA!!! Bo ja wiem… Ale o tym dalej. Na razie – Mistewicz tego nie zauważa. Dalej:

Regularnie powtarzają się i w Polsce kompromitujące: powtórki przez wszystkie stacje telewizyjne próby samobójczej pułkownika P., czy taśm detektywa R. z przesłuchania matki dziewczynki. Każdego tygodnia ta profesja – dziennikarstwo – kończy się.

Znów – trudno mi się nie zgodzić. Dziennikarstwo jako OBIEKTYWNE informowanie o wydarzeniach od dawna nie funkcjonuje. Dziennikarstwo pro- i antyreżimowe, w zależności od tego, kto akurat „jest u steru”, uprawiają wszyscy. Łącznie z dziennikarzami, obecnie współpracującymi z „Uważam Rze”. Dalej:

Media powinny dziś bronić Internetu, lecz widzą w nim głównie zagrożenie.

W kontekście tego, co Mistewicz pisze 2 akapity wcześniej o postrzeganiu przez czytelników prasy:

Jako biznes – tak, nośnik reklam i zarządzania informacją, opowiadania różnych historii do zachowania społecznego status quo – tak

Z jednej strony trudno się mediom dziwić (Internet to wolność, aż do anarchii, konkurencyjny nośnik reklamowy, i fajne narzędzie do manipulacji opinią – bo do tego sprowadza się „zachowanie społecznego status quo”). Z drugiej trudno NIE DZIWIĆ SIĘ Mistewiczowi – w końcu sam wyłuszcza, że media tradycyjne a Internet to konkurenci na rynku dostarczania informacji. Zaczynają się zgrzyty. A dalej trzaski, piski i rzeczywistość skrzeczy:

Dotychczasowe media sytuując się jako jedyni obrońcy wolności i demokracji tłamszą demokrację. Obsadzając siebie w roli strażników jej wartości, odmawiają jednocześnie tego prawa innym. Tak jak odmawiają użytkownikom sieci ZBIOROWEJ MĄDROŚCI (podkreślenie Kajaka).

O matko… z jednej strony konfabulacja, bo Maziarski nigdzie nie przeciwstawia tradycyjnych mediów Internetowi w kwestii obrony demokracji. Z drugiej pomieszanie pojęć – media faktycznie (w tym i „UR”) są mało demokratyczne pod względem uznania prawa „innych” do obrony demokracji. Nie mówiąc o tym, że w większości akcji Internautów (zresztą podobnie jak w akcjach innych „tłumów” ciężko mi jest doszukać się mądrości. Wręcz przeciwnie – większość działań dowolnego tłumu postrzegam jako głupie, niepotrzebne, faszyzujące  lub komunizujące. Działanie tłumu jest zaprzeczeniem mądrości (od szlacheckich sejmików, aż po masówki w sprawie ACTA). Tu wybitnie Mistewicz podpada. „Dorabia” ideologię.

Sieć zmienia demokrację, politykę, media

Racja, ale czy w dobry sposób (który, zdaje się, zakłada Mistewicz)? Według mnie nie. Internauci jako tłum są roszczeniowi, nie chcą z kolei ponosić odpowiedzialności. Wolą anonimowość. Z tego co pamiętam, pojęcie wolności łączy się z odpowiedzialnością. Wolność bez odpowiedzialności to anarchia. Mistewicz u mnie przepadł.

Kilka uwag…

PROFESJONALNI DZIENNIKARZE- czy należy im się „ochrona” społeczna – nie. Po prostu nie – dziennikarstwo profesjonalne w dzisiejszych czasach nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem dziennikarskim. Raczej oznacza dostarczanie treści zgodnych z wolą pracodawcy. Zawód jak każdy inny… Nie ma tu żadnej misji. prędzej chroniłbym autentycznych dziennikarzy społecznych. Bo im zależy na pokazaniu spraw w sposób mniej lub bardziej profesjonalny i uczciwy. Obecnie dziennikarze „profesjonalni” niezależnie od „opcji politycznej” uprawiają propagandę.

Pamiętam pracę w redakcji profesjonalnej (GW, 1997) i nieprofesjonalnych (Chleba i Igrzysk, Świat Gier Komputerowych, 2004). Różnica? W redakcji „nieprofesjonalnej”, gdzie ludzi bardziej trzyma pasja niż etacik, pracuje się lepiej. Redakcja zamiast „oklasków dla red.prow” tętni dyskusją, fermentem, pomysłami, entuzjazmem do tworzenia. W redakcji „profesjonalnej mamy jeden poważny szlaban: „to nie jest zgodne z linią naszego pisma”.

Mistewicz chyba popełnia błąd, z jednej strony piętnując szowinizm klasycznych mediów, z drugiej wolność Internetu, czyniąc to w piśmie tradycyjnym, które chcąc niechcąc poza dziennikarstwem rzetelnym zajmuje się (nad czym ubolewam) propagandą. Jest mniej więcej tak samo wiarygodny jak Palikot w masce „V”, broniący Internautów przed „złymi” politykami. Z innej beczki – tym tekstem Mistewicz z Marketingu narracyjnego niepokojąco zbliża się do dialektyki, dziedziny nieco zapomnianej (teoretycznie), święcącej triumfy w dawniejszych czasach. A dialektyka ma to do siebie, że dowolną tezę dowolnymi dowodami da się podtrzymać. Wystarczy to napisać.

Choćby kwestia:

Internauci przestają być „pasywnymi użytkownikami”. Stają się „twórcami” – nowymi producentami mediów

Mocno na wyrost. Zwłaszcza w kontekście wszechobecnego bełkotu polegającego na kopiowaniu i wklejaniu „nieprzetrawionych umysłowo” treści. To nie proces twórczy. Procesem twórczym ciężko też nazwać większość komentarzy typu: „P…l Tuska” i podobnych.  W nawiązaniu do tego, pozwolę sobie odesłać i Mistewicza (pewnie będzie zainteresowany) i innych do piramidy Maslowa w wersji Social Mediów: http://www.ecademy.com/node.php?id=174000 – nie wiem, czy zgadzać się z nią w 100%, ale:

  1. wnioski a propos Fejsa i G+ – jak najbardziej tak;
  2. wnioski a propos blogowania (WordPress) – też się zgadzam;
  3. Z akceptacją pozycji Twittera mam pewną trudność, ale powiedzmy, że OK.
  4. Najmniej pasuje mi Linked In, który pozycjonowałbym na poziomie przynależności, ale biorąc pod uwagę, że diagram powstał w świecie anglo-saskim, gdzie LI ma ugruntowaną pozycję – niech i tak będzie;

Gdyby przyjąć taki model patrzenia na świat SM – jakie z naszych potrzeb zaspokajają, dopiero najwyższe dwa poziomy to wolność (tworzenia), chroniąca jednocześnie przed anarchią i ową „mądrością tłumu”.

Reklamy
%d blogerów lubi to: