Posts Tagged ‘ Ruchy Społeczne ’

Jestem antysemitą??? Ciąg dalszy: Jestem homofobem???


Było już o moich poglądach odnośnie Żydów. A dziś, trochę zainspirowany wczorajszymi wieczornymi rozmowami z Diablicą (te kilkaset kilometrów tęsknoty pozwala nam rozwinąć intelektualną część związku ;-)), które bynajmniej nie były o gejach, postanowiłem napisać trochę i o tym. Temat modny, nośny, bo środowiska LGBT są silne, mają swoich posłów (choć nie najmądrzejszych), mają silne wsparcie w lewicy – i tej partyjnej (SLD, RP) i tej kanapowo-bojówkowej (Krytyka Polityczna). I pewnie zostanę homofobem prze aklamację, bo znów (niestety) komuś mylą się tolerancja z bezwarunkowym poparciem.

Gej Okej

Gejem być – w dzisiejszych czasach to brzmi dumnie. Jest modne, zgodne z duchem czasów, trendy, jazzy, i co tam jeszcze… I w zasadzie nie ma problemu z tym, że geje rosną jak grzyby po deszczu, choć mam lekki dysonans poznawczy (otóż liczba homoseksualnych mężczyzn rośnie nieproporcjonalnie bardziej niż liczba homoseksualnych kobiet, nie mówiąc o orientacji bi- czy o transseksualistach). W dodatku modne stało się popieranie wszelkich praw dla „mniejszości” LGBT. Biorąc pod uwagę trendy – za kilka lat przyjdzie mi walczyć o prawa mniejszości heteroseksualnej. Ale zostawmy wątek „nadprodukcji” gejów – według mnie – jakaś głupia moda na „bycie gejem” – zresztą mężczyźni coraz bardziej zniewieścieli, kobiety coraz bardziej sfeminizowane… Taki lajf. Czy już jestem homofobem? Nie? To jedźmy dalej:

Co najmniej od 15 roku życia miałem do czynienia ze środowiskiem LGBT. Jedna z koleżanek jest zadeklarowaną lesbijką, kilka osób deklarowało się jako biseksualne. Nigdy nie stanowiło to problemu nie tylko dla mnie, ale nawet dla moich rodziców. Osoby te bywały w moim domu, razem imprezowaliśmy, ba, z koleżanką les czasem wymienialiśmy się poglądami o atrakcyjności innych dziewczyn. Nie było też syndromu posła Węgrzyna – nigdy nie robiłem „podjazdów” na zasadzie „chcę popatrzeć”, „a może trójkącik”. Wzajemny szacunek. Tolerancja – tylko tyle i aż tyle.

A więc – z byciem LGBT nie mam problemu. Więc nie jestem homofobem?

Związki „bezpłciowe”

Problemu (siłą rzeczy) nie stanowią również związki jednopłciowe (czy, jak to jeden ze znajomych określił – bezpłciowe – bo jeśli nie ma rozróżnienia, to płeć w takim związku nie istnieje). Nikogo nie zapraszam do swojej sypialni, więc nie będę też wchodził do cudzej. Tak samo, jak nie stanowią dla mnie problemu małżeństwa romskie, gdzie nowożeńcy mają po 15 lat (dojrzałość seksualna już jest, dojrzałość psychiczna i społeczna kształtuje się w grupie – a Romowie są wewnętrznie mocno zintegrowani, choć różni od nas pod względem poglądów społecznych), tak nie stanowi dla mnie problemu dwóch panów w łódce (nie licząc psa), czy dwóch pań na stole (wśród mielonych kotletów). Każdy ma prawo do orgazmu (cytat, a jak). Każdy ma prawo do swojej seksualnej i emocjonalnej wolności, o ile tą wolnością nie ogranicza wolności innych. Ba, takie związki powinny być legalne w sensie prawnym, powinny mieć zapewnione dokładnie takie same prawa jak małżeństwa cywilne (związki konkubinackie też!). Z jednym wyjątkiem…

Adopcji przez gejów mówię stanowcze NIE!!!

To jest problem – to dlatego mogę, mimo tolerancji i akceptacji okazać się homofobem. Otóż adopcji dzieci przez pary homoseksualne sprzeciwiam się – i to dla zasady. Owszem, widzę możliwość „posiadania” przez taką parę dziecka, czy nawet dzieci. Po pierwsze – dlaczego piszę „posiadania” – gdyż patrząc na lobbing środowisk LGBT, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dziecko, jego szczęście, nie jest tu brane pod uwagę – najważniejsze jest zaspokojenie potrzeb emocjonalnych owych adoptujących „rodziców”. Po drugie – kiedy dopuszczam taką sytuację? Kiedy jeden z partnerów jest biologicznym rodzicem dziecka. Przykład: Para gejów chce mieć dziecko. OK, więc jeden z panów zostaje dawcą nasienia (czy w sposób naturalny, czy nie – nie moja sprawa), kobieta (nie wiem jaka się zdecyduje, ale pewnie się jakaś znajdzie) rodzi dziecko, w tym momencie para gejów otrzymuje PRAWO DO OPIEKI nad dzieckiem, POD WARUNKIEM utrzymania praw rodzicielskich i kontaktów z matką dziecka. Takiej sytuacji nic nie mogę zarzucić. Adopcja i wychowanie w środowisku jednopłciowym nie pasuje mi. I absolutnie nie ze względu na „tradycyjny model rodziny” – jako rozwodnik mam swoje, dość ostre zdanie na ten temat. Chodzi o wychowanie w tzw. równowadze płci – dziecko musi mieć świadomość, że na świecie funkcjonują dwie płcie, że związki homo- i heteroseksulane są równoważne, że płcie są równoważne. Dodatkowo (i teraz pewnie oberwie mi się od feministek i LGBT po równo) dziecko musi poznać społeczną rolę matki (kobiety) i ojca (mężczyzny). Niezależnie od starań „rodziców” gejów nie da się tego zrobić z perspektywy jednej płci. Możecie rzucać przykładami Eltona Johna i jego partnera, lub innych egzotycznych związków – problemem jest to, że w takich związkach to nie „rodzice” (dla których właśnie – POSIADANIE dziecka jest manifestacją emocjonalną), a opiekunki zajmują się dziećmi.  I to też nie jest normalne, jeśli chce się być rodzicem.

W skrócie – gej/lesbijka rodzic – TAK, ale drugim rodzicem musi być ktoś o płci przeciwnej. Właśnie dlatego spora część poprawnie myślących nazwie mnie homofobem i nietolerancyjnym gburem.

Dość!


Miało być znów o ACTA. Nie będzie. Dla mnie protest jest protestem głównie o wymiarze ekonomicznym. Nie? To czemu tak jest: http://biznes.onet.pl/dane-w-internecie-w-zamian-za-bonusy,,5009838,1,prasa-detal? Miało być o Grabażu (którego bardzo cenię), że nie przyzwolił na kradzież – nazwał ją dosłownie, stwierdził, że jeśli ma wybierać między kradzieżą, a ograniczeniem wolności, to woli mniejsze zło. Miało być o Richardzie O’Dwyer – Jaki to z niego „bohater” i „ofiara ACTA” – nie będzie. O nim pisze Wiki, i to dość obszernie: http://en.wikipedia.org/wiki/Richard_O’Dwyer. Jakoś Wiki wierzę. Że nie porwany, że jego strona, przez którą trafił do paki, to nie tylko linki. Że brytyjski sąd ( a te są duże bardziej niezawisłe niż polskie) rozpatrzył sprawę starannie, ZANIM uznano wniosek o ekstradycję. Miało być o innych „bohaterach” – Anonymous. Też poczytajcie w Wiki: http://en.wikipedia.org/wiki/Anonymous_(group). Jeśli komuś z nimi po drodze – proszę bardzo. Mi, prostemu człowiekowi (bo członkiem „elity”, przyzwalającej na kradzież nie chcę być) jakoś nie po drodze. Tak samo jak nie po drodze mi z rządem, który ogranicza (i bez ACTA) wolność wypowiedzi. Nie po drodze mi z partiami, które wiją się teraz jak piskorze, żeby na sprawie ACTA zyskać kapitał polityczny. Nie po drodze mi z dziennikarzami, którzy, zamiast opisywać rzetelnie rzeczywistość, maszerują z hasłem „wolne media” na sztandarach, oczekując, że ich idea stanie się jedynie słuszną. Mam dość!

Elita? Nadzieja dla Polski?

Oj narażę się, narażę. Jaka z Was elita? Czytać ledwo potraficie, bo jeśli już, czytacie między wierszami, nie potrafiąc przeczytać wierszy. Przynajmniej większość z Was. Krzyczycie o dostępie do kultury. Do jakiej kultury??? Demotów? Kwejków? A co to za kultura? Fileshare’ów z amerykańskimi (tak, tak, wyprodukowanymi w tym opresyjnym kraju, który tak nas za pomocą ACTA uciska) sitcomami? Chomika? Przeglądając fejsbuka, patrząc na wpisy typu: „najważniejsze, że nową FIFĘ udało się ściągnąć”, „A ja już mam wszystkie sezony House’a na dysku”, najpierw załamuję ręce, a potem stwierdzam: Dość!

Ja wiem, czasy się zmieniają (Cytując „klasyka”: Dzisiaj czasy się zmieniły, nikt nie pieprzy już o gwiazdach), ale coś „mi się nie zgadza”: jeszcze w latach 2004-2005 w Bydgoszczy, współpracując ze studenckim magazynem „Chleba i Igrzysk” (pozdrowienia i podziękowania dla Kowala, Sto(i)ckiego, Kuzyna i całej reszty) DEBATOWALIŚMY o kulturze. O tym, jak spłyca się rozumienie kultury. O tym, że zniknęła kultura studencka – ta specyficzna, typowo akademicka wtopiła się w pop-kulturę. Kluby studenckie w większości zmieniły się w dyskoteki, lub kluby „grające” to samo, co „cywilne”, pozaakademickie. Pop-kultura zabiła kulturę studencką. Głosy były różne, ale mogliśmy swobodnie dyskutować i sprzeczać się, a następnie wydać numer magazynu, zachowując KAŻDY SWOJE ZDANIE. Wszyscy ceniliśmy Kisiela, jego prowokacje, zmuszające czytelników felietonów albo do myślenia, albo do głupiego obrażania się. I często też jechaliśmy „po bandzie”. A to „student-alkoholik”, a to stwierdzenie, że kultura alternatywna (Underground), tak samo jak studencka umarła – bo czymże jest 100 000 płyt zespołu punkowego, jak nie kolejnym wcieleniem kultury (bardzo) popularnej? W czasach współczesnych odkurza się, popularyzuje punk z lat PRL – słusznie. Ale reedycja tamtych utworów to już nie alternatywa, tylko trochę inny stream popu. Pisałem w „CiI” o Januszu Żernickim (http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_%C5%BBernicki). Kto go zna? Niewielu… Tymczasem tzw. ciechociński Okres Stachury (o, teraz to się można wykazać, że wiemy, któż on) jest ściśle z Januszem związany. Ilu z was kojarzy zespół RSC? A ilu kojarzy Lombard? No właśnie… Wam nie chodzi o dostęp do kultury. Wam chodzi o dostęp do POWIELANYCH, KOPIOWANYCH, POPULARNYCH treści. Wam nie chodzi o twórczość, tylko o odtwórczość.Generacja „skopiuj-wklej”, generacja „udostępnij”, generacja „myśl jak reszta”. Bracia Wachowscy osadzili „Matrixa” w jakiejś alternatywnej rzeczywistości – tymczasem „Matrix” dzieje się tu i teraz. Nie myślicie, nie tworzycie – powielacie pożądane wzorce. I nie ma znaczenia, czy pożądane przez władze, czy przez kogoś innego. Nie jesteście elitą. Jesteście tłumem – mięchem armatnim w wojnie korporacji i władz. A że sojusze w tej wojnie często się zmieniają, więc i Was ganiają po polu bitwy w jedną lub drugą stronę.

Myślę więc jestem? Jestem, więc myślę!

Odwróciła się maksyma Kartezjusza. Wydaje wam się, że skoro już „jesteście” na fejsie, kwejku, twiterze, to każda wasza myśl jest twórcza. Otóż nie. Cały czas twórcze są tylko te myśli, które wytworzycie. Kopiowanie, wklejenie, udostępnianie to tylko PRZEKAZYWANIE myśli kogoś innego. Niestety, nastąpiło powszechne uznanie takiego procesu jako procesu twórczego . Umiejętnie podsycane przez właścicieli serwisów, którzy wmawiają wam, że sam fakt „bycia” oznacza, że jesteście twórcami. Twórcze są wasz fotografie (nawet na tle meblościanki), ale nie przeklejone fotki kogoś innego. Twórcze są autorskie demoty, a nie przeklejone z innego serwisu. Twórcze są apele o pomoc pisane własnym zdaniem, a nie „skopiowane na twoją tablicę”. Twórcze jest wyprodukowanie i wyrażenie własnej opinii, a nie wklejenie „Komentarz usunięty przez ACTA”. Twórcze są mody do gier, a nie screenshoty z waszych „dokonań” w grze.

Inwigilacja w sieci…

… istnieje od początku jej istnienia. Taka natura Internetu. Adresacja IP, nicki, konta użytkownika – to wszystko pozwala inwigilować DOWOLNEGO użytkownika. Oczywiście, można się ukryć, jak i w świecie realnym. Wtedy można trolować, flejmować, hakować, spamować bezkarnie. W każdym innym przypadku, i takich jest większość – WSZYSTKO co robicie jest powszechnie dostępne. Nie tylko dla waszych, równie ambitnych, jak wy, znajomych. Również dla władz, cyberprzestępców, waszych pracodawców. I na pewno na jakimś etapie życia to do Was wróci. Na tej samej zasadzie wyłapywano tych, co zamawiali „5 piw”, na tej samej zasadzie (niesłusznie) ABW „dorwała” faceta od strony antykomor.pl. Chcecie żyć bez inwigilacji w sieci? To wynieście się z sieci. Nie ma innej metody. Inwigiluje was fejsbuk, twitter, kwejk, onet, wp, cholera wie, kto jeszcze. Amerykańskie służby typu FBI, CIA, NSA podobno też (Echelon). Inwigilują Was Chińczycy (sporo pirackiego contentu ze spyware’m „na dokładkę” właśnie z Chin pochodzi), pewnie Rosjanie i Białorusini, i pewnie jeszcze z dziesięć do dwudziestu państw, poza naszym własnym. Jakoś tego nie zauważacie, mimo „wrodzonej” elicie inteligencji. Nie chcecie takiej inwigilacji? To pakować plecak i na smolarnie w Bieszczady. Mówicie: sieć jest wolna! Tak, na tyle, na ile pozwolą jej być wolną dostawcy i administratorzy. Wy, niestety, dopóki z niej korzystacie, niewiele macie do powiedzenia. Możecie się zgodzić – i korzystać, albo nie zgodzić – i nie korzystać. Myślicie, że Facebook jest wieczny? A pamiętacie czasy przed Fejsem? Ile serwisów popadało? Mimo sprzeciwów Użytkowników? Jeśli „ktoś” zechce Wam wyłączyć fejsa, cz w ogóle usługi Internetu – mimo wychodzenia na ulice nic nie zrobicie. Witajcie w świecie korporacji…

Świat po ACTA…


… będzie tym samym światem. Nie będzie rewolucji. Ani rewolucji ruchu „Stop ACTA”, ani rewolucji „polskich internautów”. Europejski Trybunał Sprawiedliwości, niezależnie od ulicznych protestów w Polsce zakwestionował jeden z zapisów ACTA: http://www.tvn24.pl/0,1732732,0,1,przelomowy-wyrok-trybunalu-acta-niezgodne-z-prawem-ue,wiadomosc.html. W praktyce oznacza to, że dyskusja będzie się toczyć. I dobrze. Natomiast zastanawia wybiórcze podejście do „obrony wolności”. Sprawa uprawnień NIK nie spotkała się z tak gwałtownym i stanowczym protestem jak ACTA. Ciekawe… W dodatku, patrząc na decyzję ETS, zastanawia mnie, jakim umiłowaniem wolności” kierują się politycy – Jarosław Kaczyński, niegdyś gorący przeciwnik Karty Praw Podstawowych, na bazie której ETS orzekł w sprawie ACTA, teraz ambitnie „łączy się w bólu” i zapowiada walkę ramię w ramię z internautami (tak, tak, tymi od piwska i pornoli).  Ciekawe…

Ciekawych jest mnóstwo rzeczy. PO, sprawujące obecnie władzę, obrońcy przed terrorem Kaczyńskich i PiSu, a następnie zamykająca ( z pomocą ABW) stronę antykomor.pl, przegłosowująca nowelizację Ustawy o NIK. Swoją drogą – chciałbym zobaczyć listę posłów, którzy byli „za” nowelizacją Ustawy. Protestujący, tak ochoczo walczący z ACTA, mniej euforii wykazują, by walczyć o wolność w innych aspektach. Dla mnie jasne jest że:

  • Władza, niezależnie od linii politycznej, partii, itd. zawsze będzie chciała patrzeć obywatelom na ręce – czy to pod pretekstem wojny z terroryzmem, czy wojny z piractwem, czy nowelizacji ustaw, czy cokolwiek innego. Ewentualne „łączenie się z obrońcami wolności” ma wyłącznie powody w gromadzeniu poparcia przez tą, czy inną partię – zresztą popatrzcie: partia lewicowa (SLD) jest liberalna, partia prawicowa (PiS) jest socjalistyczna, partia centrowo-liberalna (PO) jest zachowawcza.  SLD miało swoje „lub czasopisma”, nie wypominając biednej partii jej „wolnościowych” korzeni. PiS/SP/PJN (bo się podzieliło było) ma stygmat akcji CBA, doktora G., Sawickiej, Blidy, PO – ACTA, Ustawa o NIK, Radka Sikorskiego przeciw niepochlebnym internautom. Obudźcie się – żadna z partii nie reprezentuje wolności – co do sztuki (z ruchem Palikota) zależy im na KONTROLI społeczeństwa.
  • Obywatele zwracają uwagę na wolność, prawa obywatelskie WYŁĄCZNIE wtedy, kiedy ich (w ich mniemaniu) najbardziej żywotne interesy są naruszane. Tak było w PRL, gdzie masowe protesty nie miały podłoża wolnościowego (1956 – Poznań, protest o podłożu ekonomicznym, 1970 – Wybrzeże – protest o podłożu ekonomicznym, 1976 – Radom – protest o podłożu ekonomicznym, 1980 – Wybrzeże – protest o podłożu ekonomicznym; elementy wolnościowe zawsze wchodziły jako drugi rzut), a ruch wolnościowy istniał w tle i dołączał do protestów ekonomicznych. Tak samo później: wszelkie masowe protesty i w świecie realnym (strajki górników, hutników, pielęgniarek i Bóg wie kogo jeszcze), i w świecie wirtualnym (Wysokie ceny paliw, ACTA)  mają podłoże ekonomiczne. Wolność jest tu „na przyczepkę”.

Już widzę oburzenie, że wcale tak nie jest. No cóż, obrazoburcze stwierdzenia zawsze budzą opór. Poza tym miło nam widzieć siebie jako bohaterów, zamiast jako zwykłych kombinatorów. Miło być romantycznym bojownikiem, a nie zwykłym, przaśnym piratem. Tak samo było z legendą Robin Hooda (bohater – może, na pewno złodziej), z legendą Janosika (bohater – wątpliwe, na pewno bandyta), legendą Paramonowa (zastrzelił Milicjanta – fakt, przedstawiciela opresyjnej władzy, ale ile się nakradł, ile osób skrzywdził). Naczytaliśmy się (o ile ktoś czyta) Szklarskich, Stevensonów, Fiedlerów, Dumasów, i każdemu marzy się być tym dobrym. Po czym ładujemy się z naszymi ideałami w prozaiczny świat, w którym rządzi pieniądz. Bezkrytycznie krzyczymy „wolność rządzi”, podczas gdy mamy na myśli: „byle odpieprzyli się ode mnie”.

Czemu nikt nie protestuje przeciw ograniczeniu do treści Internetu w Chinach czy Korei? Czemu nikt nie protestuje przeciw niepodpisaniu przez Polskę Karty Praw Podstawowych? Czemu, głosując na coraz to inne partie, wybieramy wciąż tych samych ludzi? Tu wietrzę spisek – jakaś umowa społeczna, w której jedni udają że rządzą dla dobra społeczeństwa i w imię wolności, a drudzy udają, że w imię wolności protestują. Swoją drogą, protestującym polecam zdanie Stanisława Lema, wielkiego pisarza, niezwykle skromnego i inteligentnego człowieka:  „Nie wiedziałem, że jest na świecie tak dużo idiotów, dopóki nie zajrzałem do internetu.”

Pieprz ACTA – idź pod NIK i Sejm…


My tu gadu, gadu o ACTA, protesty w imię „wolności”, „Nie dla potencjalnej inwigilacji”. I wszyscy przekonują, że właśnie o wolność w tych protestach chodzi. Tymczasem władza właśnie zdobyła nowe narzędzie inwigilacji, przeciw któremu nikt nie protestuje: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,11031787,NIK_ma_nowe_uprawnienia__Pozna_wszystko___wyznanie_.html. Nie wiem – smiać się, płakać? Tłumy ludzi krzyczą na ulicach przeciw czemuś, co tylko potencjalnie nam zagraża, politycy prześcigają się w zaprzeczaniu, że z ACTA mieli coś wspólnego, a tu bach! Nasi posłowie cichaczem, na leniucha, przegłosowują takie cudo.

Gramy w Głupka?

Przepraszam, ale wyszło na to, że albo nasza władza jest sprytniejsza, niż ustawa (ta o NIK) przewiduje, albo ruch „ANTY ACTA” dał się zrobić w głupka. Tam ACTA, niepodpisana, niepewna, w dodatku odwołująca swoje zapisy do prawa krajowego (przypomnę: aktami wykonawczymi są ustawy i rozporządzenia), a tu niespodzianka – przegłosowana Ustawa (AKT WYKONAWCZY) pozwalająca krajowej instytucji na dowolną inwigilację… Bez kontroli. W jednym i drugim przypadku inwigilacja (załóżmy), W jednym i drugim bezzasadna, bezprawna (załóżmy), w jednym – wyłącznie elektroniczna, w drugim – totalna, w jednym i drugim przypadku władza mówi, że nie skorzysta. A światli ludzie Internetu w jednym przypadku władzy nie wierzą i protestują, a w drugim siedzą cicho… Odszczekajcie swoje hasła o obronie wolności, albo dalej – pod NIK i Sejm. W tym przypadku pójdę z Wami. Bo tu chodzi o wolność, a nie o złodziejstwo.

 

Zniewolenie w imię wolności


Od ACTA-y się zaczęło… z tym blogiem, i w ogóle z dyskusją o wolności i takich innych „duperelach”. Kolega Antek Stalich, bardzo ciekawa, intrygująca, inspirująca, choć upierdliwa postać (tak, tak, Antku – lubimy się – ale krytycznie), na swoim fejsowym wallu napisał:

Kiedyś mieszkając w hotelu mogłem poprosić o pokój dla palących. Obecnie, płacę słono za hotel, ale obowiązuje bezwględny zakaz palenia. Muszę zjeżdzać windą 3 piętra, wychodzić na mróz, zapalić fajka, wrócić windą. Narażam swoje zdrowie.

W swoim czasie, ODEBRANO MNIE I RZESZY INNYCH LUDZI WOLNOŚĆ PALENIA TYTONIU i to w miejscach nieprzeszkadzających innym. Zrobili to ludzie dbali o kwestie wolności, ponieważ wolność niepalących była ważniejsza od wolności palących (nawet tam, gdzie nie mogli tej wolności naruszyć).

Zapytam Cię Elu:
1. Czemu kwestia odebrania wolności palenia nie stała się i nie stanie przedmiotem wielkiej AKCJI?
2. Czemu walczy się o wszystko, a przeciw faktycznemu rzeczywistemu odebraniu wolności nie?
3. Czy nie uważasz, ze „walka o wolność” to tylko polityczna zaslona dymna i mentalność Kalego?

Osobiści myślę, że dlatego iż nie można na tym zbić kapitału politycznego, a na stopacta tak.

Jak uważasz? Zapraszam także wszystkich innych do dyskusji.

Więc i moje trzy grosze, trochę dalej od ACTA-y, bo czas się i od dyskusji o niej wyzwolić. Kończę ACTĄ, poniekąd…

Wolność, równość, braterstwo

Piękne ideały wolności, równości, każdemu według potrzeb już były. Trochę o tym pisałem tutaj, przyznaję, z emocjami. Po prostu, jako człowiek wolny, świadomy, a przede wszystkim krytyczny – nie mogę uwierzyć, że tak łatwo znów utożsamić wolność z samowolą. Wolność – TAK, ale jeśli naruszamy czyjąś wolność w imię naszej – jaki to ma sens? Poza egoistyczną walką o wolność każdego z osobna – żadnego. Nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się zniewolenie innych. Zniewolenie może mieć różne formy: od ostracyzmu (vide: Hołdys vs. ACTA) poprzez przymus społeczny, restrykcje prawne, aż do eliminacji „wrogów wolności”. Nieraz to przerabialiśmy. Jako palacz też, za Antkiem mogę się zapytać – co z moją wolnością do palenia? Odpowiecie mi – palenie jest niezdrowe, i dl aciebie, i dla nas. No i co z tego? Czy mi się wolność nie należy? Otóż… niekoniecznie. Jeśli palę wśród samych palaczy, w miejscu, gdzie nie ma niepalących, swoim paleniem nie naruszam niczyjej wolności do strefy be nikotyny. Jeśli zaś zapalę w towarzystwie „zdrowo żyjących”, mają oni prawo czuć się „zniewoleni” moim papierosem. To samo dotyczy głośnego słuchania muzyki (a tak – wkurwia mnie gówniarzeria w tramwajach, „biedna” tak, że nie ma na słuchawki), publicznych happeningów, itd. To samo dotyczy Internetu. Korzystając z darmowej Wiki (chociaż nie taka ona darmowa – są ludzie, którzy za nią płacą – w postaci datków) – mamy prawo do wolności korzystania z treści. Ściągając pirackie filmiki – naruszamy czyjąś przestrzeń wolności (wolność otrzymywania wynagrodzenia za swoją twórczość). Jeśli nie zauważamy tej różnicy – wolność staje się anarchią, samowolą. A anarchią i samowolą posługuje się swołocz, tłum, motłoch.

Wolność zakłada równość jednostek. W sensie równych szans, równego traktowania, równego prawa. Gdzie moje prawa jako palacza? Są ograniczone – niepalący są „równiejsi”. „równiejsza” chce być zawsze władza, w Polsce od czasu do czasu górnicy, hutnicy, nauczyciele… „Równiejszymi” chce być część (podkreślam: część) przeciwników ACTA. Tej części ma być wolno kraść, i nie można ich nazwać złodziejami. Demagogia. Orwellowski pomysł. Antek słusznie zauważa, że wycieranie sobie gęby „wolnością” zazwyczaj oznacza ograniczenie wolności i równoprawności innych. Skoro części ludzi część rzeczy należy się za darmo – czemu nie wszystkim i wszystko? I znów wracamy do zmory komunizmu. Wydaje mi się (choć wolałbym się mylić), że od tego komunizmu nie ma odwrotu. Z jednej strony dyktat władz, w obecnych czasach w każdym niemal kraju populistycznych, narzucających rozwiązania ograniczające, lub mogące ograniczyć wolność. Z drugiej strony anarchizujące ruchy społeczne, domagające się praw „równiejszych” niż obowiązujące. I nie chodzi mi tylko o część miłośników „wolnych treści”. Mam na myśli również feministki walczące o parytety, prawa poprawności politycznej w USA, gdzie łatwiej ma biedny, leniwy „gangsta” murzyn, niż średnio zamożny syn białego kierowcy ciężarówki, „równiejsze” traktowanie Izraela, jako odkupienie za Holocaust, i masę innych rzeczy. Z drugiej strony…  Skoro, gdzie się nie obejrzysz, widzisz „równiejszych”, czemu by nie zostać jednym z nich? Kolejny argument, że „walka o wolność” to hipokryzja. Przynajmniej w sporej części przypadków.

Braterstwo – „wszyscy ludzie wolni są braćmi” – jakoś tego nie widzę. W kontekście Smoleńska Kaczyński i Tusk nie są braćmi. Hołdys nie jest bratem Żakowskiego w sporze o ACTA, „wolny”, ortodoksyjny Żyd z Zachodniego Brzegu nie jest bratem „wolnego” terrorysty z Hamasu. Może powinno być: „wszyscy ludzie wolni są sobie wrogami”? Bo gdzie się nie ruszymy z naszym pragnieniem wolności, tam naruszamy wolność innych. Jakby nie patrzeć, Hitler na Wschód ruszał w imię „przestrzeni życiowej” narodu niemieckiego, a Stalin „wyzwolił” Europę Środkową. Zniewalając i eksterminując miliony. Kolejna hipokryzja.

W imię wolności…

…występują różne osoby i gremia. Najczęściej wolność jednych jest zniewoleniem drugich. Co ciekawe, zazwyczaj nie protestujemy tak gwałtownie:

  • system emerytalny jest kulawy i nie zapewnia nam wolnego dysponowania naszymi, jakby nie było, środkami na emeryturę – gdzie są wszyscy obrońcy wolności? Z drugiej strony, dzięki kontroli tego systemu w obecnej formie, każdy Rząd RP zapewnia wolność pobierania emerytury naszym dziadkom, oraz (głównie) pensji armii urzędników ZUS. Która wolność jest ważniejsza? Która jest bardziej etyczna?
  • w imię obrony wolności USA najechały Irak (dwukrotnie), Afganistan, wcześniej wielokrotnie interweniowały w wielu miejscach świata. W imię wolności „świata zachodu”, bo wolność lewicowców, talibów, mudżahedinów naruszyły po wielokroć. Czy ważniejsza jest „wolność zachodnia” czy „wolność talibska”?

Przykładów jest wiele, z najróżniejszych dziedzin życia. I zawsze wolność jednych oznacza zniewolenie drugich.

Partyzanci a terroryści

Przykładem dualizmu etycznego jest kwestia „różnicy” między partyzantami a terrorystami. Weźmy Polskę Walczącą – tak chętnie brano teraz na sztandary. Dla nas – partyzanci, bohaterowie walki o niepodległość. Dla Niemców – bandyci z AK. Nasi bohaterowie z AK w Berlinie nie byli, a i nie są postrzegani w tak pięknym świetle. M.in. za to, że w czasie wojny wysadzili bombę na jednym z berlińskich dworców. Zabili wielu cywili. Bohaterstwo, czy terroryzm? Czy walka o swoją wolność usprawiedliwia odebranie wolności czy życia innym?

Weźmy teraz Hamas, OWP i cała resztę palestyńskich „terrorystów”. Dla Izraela, i sporej części świata są to terroryści, mordercy dzieci, bandyci. Dla Palestyńczyków – wojownicy o wolność, o prawdę, mściciele krzywd. Która ocena jest słuszna? I trudne pytanie: kto jest bardziej „etycznie czysty”: AKowiec z bombą na dworcu w Berlinie, czy Hamasowiec z bombą na dworcu w Tel Awiwie? Wybierzcie. Nazwijcie bohatera i nazwijcie zbrodniarza.

Boję się takiej wolności..

…która ogranicza wolność. Boje się „równiejszych” w każdym wydaniu. Feministek, walczących o to, by „Kopernik była kobietą”, bo to przecież niemożliwe, żeby większość odkryć była dokonana przez mężczyzn, Syjonistów na siłę rugujących Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu, Amerykanów, „wyzwalających” kolejne kraje jak Wenezuela, czy Kuba.

Boje się, by pod hasłami wolności nie kryły się ideały zupełnie inne. Dlatego nie po drodze mi z Anonymous i piratami. Owszem, ważna jest wolność wypowiedzi. Ale, jeśli ceną jest uległość wobec innego „systemu”: piractwa, hakerstwa, anonimowości i braku odpowiedzialności za słowa i czyny (a taki festiwal teraz mamy) – absolutnie nie przyłączę się do „STOP ACTA”.

Mam nadzieję, że o ACTA już nie będę pisał. Przynajmniej nie w takim kontekście, jak to było przez ostatnie dni. Mam nadzieję, że szanując swoją i cudzą wolność, ruch „Stop ACTA” zauważy, że potrzebne są zmiany nie tylko w oprotestowanych regulacjach, ale i w ich postępowaniu:

  • oderwanie ruchu na rzecz „wolności wypowiedzi” od ruchów kryminogennych (Hakerzy, piraci)
  • dyskusja na temat praw własności z poszanowaniem praw twórców i właścicieli praw – na pewno potrzebny jest nowy model, ale nie może on funkcjonować na zasadzie „mamy was w dupie” – i przyjęcie odpowiednich regulacji
  • dyskusja nad rozwiązaniami umożliwiającymi ściganie przestępstw umyślnych, polegających na naruszeniu własności intelektualnej W ŚRODOWISKU MIĘDZYNARODOWYM – i przyjęcie odpowiednich regulacji

Dopóki tego nie będzie – będę nazywał was oszołomami, złodziejami, populistami. idiotami. Jeśli to was pocieszy – nazwę też tak każdego, kto będzie chciał naruszyć wolność wypowiedzi, sumienia, przekonań.

Od obrony wolności do chamstwa droga krótka – 3 do 4 dni


Obiecuję to sobie przy każdym kolejnym poście – dość o ACTA. Ale, jak już pisałem, co chwila wychodzą głupotki „wolnościowców”. Przypomnę – ZGADZAM SIĘ, że:

  1. Tryb negocjowania, ustalania i wdrażania ACTA woła o pomstę do nieba – , choć z drugiej strony – dotychczas mało kto się tym interesował. Rząd zaliczył faila, EU i europosłowie zaliczyli faila – FAKT
  2. Zapisy ACTA potencjalnie, powtarzam, POTENCJALNIE, mogą być nadinterpretowane w celu wzmocnienia kontroli treści i działalności internautów. ACTA co prawda zostawia to do decyzji stron (czyli RZĄDU) i prawodawstwa poszczególnych krajów, ale potencjalne ryzyko jest. FAKT

Niemniej jednak nie przekonują mnie argumenty „wolnościowe”. Dlaczego? Choćby dlatego, że owi „wolnościowcy” tak się zachłysnęli swoją rewolucją, że zaczęli polować na czarownice. „Nobody expects Spanish Inquisition” – chciałoby się pośmiać za Monty Pythonem. Ale tu nie ma „nic do śmiacia”.

Doj…ć Hołdysowi!

Jakiś „Idealista” wpadł na pomysł, żeby zgłosić do administratorów Fejsbuka konto Z. Hołdysa z przyczyny – cytat: „nikt nie będzie nazywał mnie złodziejem” (jak inaczej nazwać kogoś, kto kradnie? – i Robin Hood, i Janosik, i Paramonow byli złodziejami). Poszło w Polskę, znaczy w sieć. I się zaczeło… Kolejni wpadli na pomysł, żeby zgłosić strony fejsowe Rządu (tego złego, co podpisuje ACTA), KPRM, wkrótce dobiorą się i do bloga Kasi Tusk, żeby wpłynęła na decyzję taty, aby była „jedynie słuszna”. Drodzy „rewolucjoniści” – podczas rewolucji francuskiej od jej wybuchu do wprowadzenia terroru przez jakobinów minęło kilkanaście miesięcy, bolszewikom w 1917 zajęło to kilka tygodni, wam wprowadzenie cyberterroru zajęło 3-4 dni. Jesteście tłumem, żądającym głowy Ludwika XVI, jesteście motłochem domagającym się wieszania cara Mikołaja II. Jesteście nie obrońcami wolności, a katami demokracji. Tak walczycie o wolny Internet? Więc czemu NIE WOLNO nie zgadzać się z Wami? To znaczy – przepraszam – wolno, ale wtedy pokażecie co potraficie – zablokujecie strony, doprowadzicie do zablokowania kont. Kneblujecie tych, co myślą inaczej.

Zabawne, i żałosne zarazem jest to, że robicie to w imię walki z zagrożeniem wolności wypowiedzi. To pokazuje jakimi hipokrytami jesteście. Tu nie chodzi o wolność. Tu chodzi o wasz „fun” – waszą chwilę triumfu. Dla mnie nie ma znaczenia czy totalitaryzm wprowadzi Rząd RP, Komisja EU, ACTA, czy wy – obrońcy wolności. System totalny – blokujący niezależność jednostek zawsze będzie systemem totalnym, niezależnie od pięknych idei wypisanych na transparentach.

Pospolite (nie)ruszenie sprzed monitora


Miało nie być o ACTA. Ale kusi, kusi… Co raz dzieją się rzeczy śmieszne/żałosne (niepotrzebne skreślić). Po raz kolejny (ACTA) „ruch progresywny” i „obrońcy wolności” protestują. Po raz kolejny „przeciw”. Po raz kolejny bez sensu. Obwołują swój protest rewolucją. Jeśli jest niebo dla komunistów, Lenin i Stalin tarzają się ze śmiechu. Dlaczego? Gdyż cała rewolucja jest żałosna, a służy tylko… no właśnie, komu?

Bądź ANONYMOUS za „tylko” 35PLN

Przykład pierwszy. Zarówno sympatycy Anonymous, jak i cała masa „protestujących”, „Oburzonych” korzysta z wizerunku V (V jak Vendetta). Chwała im za popularyzację filmu (i komiksu), bo film (i komiks) niezły jest. Dla przypomnienia: V przywdziewa maskę przedstawiającą Guya Fawkesa (http://pl.wikipedia.org/wiki/Guy_Fawkes), jako symbol oporu przeciw władzy. Tak dla przypomnienia – Fawkes był katolikiem walczącym przeciw protestantom, V zaś walczył przeciw władzy podpierającej się „jedyną słuszną” ideologią. Fajnie – faktycznie ciekawy wzór do naśladowania. Zarówno czyn Fawkesa, jak i działania V, miały obudzić naród/społeczeństwo z letargu. spowodować, by ludzie zaczęli samodzielnie myśleć, i przeciwstawili się tyrani, uosabiającej zło. Jeszce lepiej.  V maski Fawkesa rozdaje, wysyła do obywateli Anglii, inspiruje ich do myślenia, samodzielności, indywidualności (o to właśnie walczy – o społeczeństwo wielonurtowe, pełne indywidualności). Tymczasem w Polsce…

http://4gift.pl/maska-anonymous.html

Buahahaha! Znalazł się cwaniak, który na naiwnych zarobi. Czytaj dalej

%d blogerów lubi to: