Posts Tagged ‘ ściema ’

Ciąg dalszy o śmierci, życiu i jajecznicy


…ech, oberwało mi się ostatnio.  zasadzie za to, że nie dość afirmuję życie. Najpierw znajomy znajomego objechał mnie, że „chcę zabić pozostałych (czytaj: innych ode mnie) użytkowników planety”, a następnie, po ostatnim poście oberwało mi się od kilku podobnych znajomych znajomych (choć i pośrednio od moich, ale mniej), że nieczuły, że nie rozumiem, że nie mam prawa, i tak dalej (aż do „pokurwiony”)…

Pytam się grzecznie: A WY? Czy WY macie prawo? Jeśli tak, to ja również… To wersja krótka. Wersja rozwinięta poniżej.

Odpowiedź na pytanie, czy chcę wymordować innych mieszkańców planety? Niekoniecznie. Ludzkość i tak jest „selfdestructing”, i bez moich chęci. Rozwój cywilizacji skutecznie prowadzi nas do samozagłady. I nie ma znaczenia, czy będzie to cywilizacja ekologiczna, czy cybernetyczna. Koniec końców nastąpi wojna wszystkich ze wszystkimi. Mądrzy albo wyniosą się (koniecznie w małych grupach – więcej niż 5 przedstawicieli Homo Sapiens oznacza poważne ryzyko rozprzestrzenienia głupoty) w kosmos i dokonają żywota w poszukiwaniu nowej Ziemi, albo ze stoickim spokojem popatrzą na koniec świata, który przygotowali ludzie – Panowie planety. Przerysowuję? Może i tak… A kto wymordował miliony podczas wszystkich rzezi XX wieku? Ludzie. Że teraz jesteśmy mądrzejsi? I Wojna Światowa miała być tą ostatnią… Że należy głosić pacyfizm? A jeśli ktoś nie wierzy w pacyfizm? Siłą go przekonać? No właśnie – wygodne, łatwe twierdzenia nie dają gwarancji, że ludzkość zmądrzeje (bo, że do tej pory nie zmądrzała to widać). Ergo: sami siebie wykończymy. Nie trzeba nic z tym robić – wystarczy się pogodzić.

Z innej beczki: życie KAŻDEGO pojedynczego człowieka stanowi wartość niezastąpioną. TRWANIE cywilizacji to mrzonka. Czytaj dalej

Reklamy

Umarł X – [*] – Lubię to!


Zmarła Whitney Houston… Poruszenie na fejsie, wcześniej zmarła Szymborska -okazało się, że miliony ludzi poetkę ceniły i teraz sobie życia nie wyobrażają… Wcześniej Michael Jackson, Violetta Villas itd. Oczywiście również Jan Paweł II. Z bliższego mi podwórka – żeglarsko-szantowego – niedawno odszedł Messalina, wcześniej Lucek. I właśnie przy okazji śmierci Lucka miałem okazję po raz ostatni publicznie wyrazić żal i żałobę. Na swój sposób. Cytuję mniej więcej moją odpowiedź na pytanie zadane w jednej z warszawskich knajp żeglarskich:

– Kajak, wybierasz się na pogrzeb?

– Nie, na pogrzeb nie idę – tam będzie masa ludzi płaczących na zawołanie. Pójdę kilka dni po pogrzebie na grób – pogadać, jak gadało się za życia.

Tyle. Czy zostało to zrozumiane? Może… Większość nie zrozumie. Bo MODNIE jest wyrażać publicznie żal. Bo śmierć stałą się funkcją marketingowo-pozycjonującą – w społeczeństwie, w panteonie sław, w internecie. W kwestii śmierci „wielkich tego świata” – przykre, ale taka kolej ludzkich losów. Nie znałem Jacksona osobiście, nie byłem fanem. Nie znałem Whitney osobiście, nie byłem fanem. Kiedyś, dawno temu byłem na spotkaniu z Szymborską, nie byłem fanem jej poezji, ale, sam coś gryzmoląc, rozumiałem niektóre z jej wierszy, czy też – miałem swoje zdanie na temat – co autor miał na myśli.Ciekawe – inny poeta – Norwid – umarł w nędzy i dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci trafił na ołtarze Muzy.
A tu proszę – tego samego dnia rośnie armia fanów poezji Szymborskiej. Dobrze, że ludzie zaczęli czytać jej wiersze… Ale czy na pewno czytają? Czy to kolejna akcja – „skopiuj i wklej”, jeśli jest ci przykro…

Fejsbookowe umieranie

Umieranie na fejsie to „życie po życiu” – profile niektórych osób sa dalej utrzymywane, w innych przypadkach przy każdej okazji się wspomina o zmarłym – i w przypadku gwiazd showbiznesu częściej służy to marketingowi niż żałobie. Śmierć podnosi popularność artysty. Ilu teraz fanów ma zmarły Curt Cobain? Ilu fanów „przyrosło” po śmierci Jacksona? Ilu „czytelników” w stosunku do życia, ma po śmierci Szymborska? To jest chore… Tym bardziej, że miesiąc później wzrusza się ramionami, odkłada książkę czy płytę w kąt i kupuje następną, bo znów ktoś umarł. Pieprzona, plastikowa, zakłamana, pseudoempatia pokolenia NEO (swoją drogą ja rozwijam ten skrót jako – No, Ewentualnie Odkliknę). Kupienie książki to nie żałoba, wklejenie linka do YouTube to nie żałoba. Żałobę przeżywa się w duszy (To takie coś, co zostało zastąpione przez tablicę Fejsa u wielu ludzi). Niedawno umarł mój dziadek – nie miał konta na fejsie – „żałoby” nie przeżywało milion internautów. Czytaj dalej

Mam alergię…


… na pewien typ ludzi. Właściwie to pewne ludzkie zachowania wywołują we mnie antyspołeczną postawę. Innymi słowy – jak widzę, słucham, czytam fejsbukową twórczość pewnej grupy osób, szlag jasny mnie trafia i mam przeogromne pragnienie, żeby Ziemię nawiedził jakiś kataklizm, i wytłókł całe nasze durne plemię.

Zresztą – Diablica niedawno na swoim blogu (http://la-diable.blogspot.com/2012/01/nie-moge-ci-pomoc-jestem-koniem.html) pisała trochę o tym. Wkurzają mnie ludzie, którzy mają o sobie mniemanie, że są wrażliwi, empatyczni, współczujący, ludzcy, i tak dalej… Gdy natomiast przychodzi co do czego, i zwraca się człowiek do nich Z KONKRETNYM PYTANIEM o KONKRETNĄ POMOC, dostaje się w zamian chińskie ciasteczko (potrzebujesz ręcznik – kup w sklepie). Wkurzają mnie ludzie „kopiący studnie w Sudanie” na fejsie, piszący pod akcją adopcji psa ze schroniska „biedna psinka, wzięłabym, ale…” Drażnią mnie łańcuszki przesyłane do wszystkich na zasadzie „nie mogę pomóc, ale wysyłam do wszystkich, może ktoś się zlituje”. Mam alergię na „najlepszych przyjaciół”, którzy jak czegoś potrzebują, potrafią dzwonić o 3 nad ranem… nigdy zaś sami o tej porze telefonu nie odbierają. W skrócie – jednym zdaniem – WKURWIAJĄ MNIE HIPOKRYCI!

Czytaj dalej

Polska ( i nie tylko) „prawie” jak Indie


Znów trochę politycznie. Trochę zainspirowała mnie Joanna Kluzik-Rostkowska (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jeszcze-rok-temu-mieli-zmieniac-polityke-zmienili-,1,5011986,wiadomosc.html), trochę ostatnie historie z Niemcem, co to wszystko chowa Kaczyńskiemu, Migalskiemu, Kurskiemu i wielu innym (tym razem schował acta). Niedawno pisałem o partii, która ewentualnie wzięłaby mój głos w wyborach – tutaj, a teraz chciałbym tą myśl rozwinąć o moje rozumienie bieżącej polityki.

Otóż w moim rozumieniu (co prawda nie jestem profesorem nauk społecznych, ekonomii, politologii, itd., aczkolwiek biorąc pod uwagę ilość błędów i zakłamań, jakie owi profesorowie popełnili w ostatnich 100 latach, osładza mi brak profesury) współczesna polityka, wbrew  temu, co oficjalnie się podaje w mediach, nie jest do końca demokracją. Otóż demokracja to demokracja – władza ludu. Obecnie modne jest wytykanie tak zwanej demokracji ludowej, że co to za demokracja, podczas gdy demokracja PARLAMENTARNA, jest taką samą demokracją jak i ludowa. Ani demokracja, ani parlamentarna. Przykład, że tak naprawdę to nie parlament decyduje o tym co się w tej „demokracji” dzieje, mieliśmy ostatnio (ACTA, Ustawa o NIK – parlamentarzyści nic nie wiedzą, głosują „taśmowo” jak partia każe).  System obecny, nie tylko w Polsce, to jakaś chora wersja systemu kastowego. Mamy kastę polityków – warstwa wybitnie próżniacza, żyjąca kosztem wszystkich innych kast. Jest kasta urzędników, bezpośrednio w pobliżu kasty polityków, w swoistym sojuszu (my wam pozwalamy występować jako rządzący, wy nam nie przeszkadzacie). Jest kasta medialna – dziennikarze, publicyści, zawodowi komentatorzy. Jest kasta tzw. wolnych zawodów – prawników, lekarzy, artystów. Dlaczego wyłączyłem z niej pracowników mediów (niby też wolny zawód) – otóż kasta medialna ma inny wpływ na pozostałe kasty. I w końcu jest reszta społeczeństwa. W ramach kast istnieją podziały, różnice poglądów, kłótnie, awantury. Czasem (na razie, na szczęście, albo i nie) nawet poważniejsze sprawy jak morderstwa, fizyczna eliminacja oponenta.

Dlaczego system kastowy? Otóż w ramach tychże kast funkcjonuje, niezależnie od poglądów tego, czy innego przedstawiciela jedna, przewodnia myśl – strategia: Utrzymanie lub zwiększenie pozycji własnej kasty, niezależnie od kosztów, interesu społecznego, przekonań, etyki… Chcecie dowodów? Przykładów? Proszę bardzo. Dzisiaj kasta polityków i kasta urzędników:

Klasa próżniacza – politycy

Zupełnie słuszne głosy protestu w związku z „globalnym kryzysem” i kolejnymi cięciami wydatków socjalnych, żeby politycy zaczęli oszczędności od siebie, odbijają się od polityków bez żadnego echa. Zakładając, że kryzys jest tak poważny, jak jest to przedstawiane, że idzie ku gorszemu, że jeszcze wszystko przed nami, i „musimy zacisnąć pasa” całkiem zasadne stają się pytania o:

  • wielkość parlamentów i „politycznej” (czyli obsadzanej z klucza partyjnego) warstwy administracji – co prawda wmawia się nam, że oszczędności z likwidacji np. 100 miejsc poselskich nie będą wielkie, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia wobec skali kryzysu, ale politycy niezależnie od partii bronią swojego stanu posiadania. Ewentualnie rozbudowują go )mnożenie ministerstw, agencji centralnych, stanowisk politycznych w administracji). Żeby jeszcze przekładało się to na jakość życia politycznego i pracy polityków. Tak jednak nie jest – ilość bubli i spraw wtórnych (np. nowelizacje  WPROWADZONYCH W ŻYCIE stanowią ok 60% stanowionego prawa, czyli co najmniej – nie licząc uchwał, innych „zajęć” 60% pracy parlamentu to… korekty własnej pracy – proszę, pokażcie mi firmę, która 60% zasobów poświęca na naprawę swoich produktów) rośnie niemal wprost proporcjonalnie do ilość polityków zajmujących się „kluczowymi dla społeczeństwa” sprawami. Czytaj dalej

Dość!


Miało być znów o ACTA. Nie będzie. Dla mnie protest jest protestem głównie o wymiarze ekonomicznym. Nie? To czemu tak jest: http://biznes.onet.pl/dane-w-internecie-w-zamian-za-bonusy,,5009838,1,prasa-detal? Miało być o Grabażu (którego bardzo cenię), że nie przyzwolił na kradzież – nazwał ją dosłownie, stwierdził, że jeśli ma wybierać między kradzieżą, a ograniczeniem wolności, to woli mniejsze zło. Miało być o Richardzie O’Dwyer – Jaki to z niego „bohater” i „ofiara ACTA” – nie będzie. O nim pisze Wiki, i to dość obszernie: http://en.wikipedia.org/wiki/Richard_O’Dwyer. Jakoś Wiki wierzę. Że nie porwany, że jego strona, przez którą trafił do paki, to nie tylko linki. Że brytyjski sąd ( a te są duże bardziej niezawisłe niż polskie) rozpatrzył sprawę starannie, ZANIM uznano wniosek o ekstradycję. Miało być o innych „bohaterach” – Anonymous. Też poczytajcie w Wiki: http://en.wikipedia.org/wiki/Anonymous_(group). Jeśli komuś z nimi po drodze – proszę bardzo. Mi, prostemu człowiekowi (bo członkiem „elity”, przyzwalającej na kradzież nie chcę być) jakoś nie po drodze. Tak samo jak nie po drodze mi z rządem, który ogranicza (i bez ACTA) wolność wypowiedzi. Nie po drodze mi z partiami, które wiją się teraz jak piskorze, żeby na sprawie ACTA zyskać kapitał polityczny. Nie po drodze mi z dziennikarzami, którzy, zamiast opisywać rzetelnie rzeczywistość, maszerują z hasłem „wolne media” na sztandarach, oczekując, że ich idea stanie się jedynie słuszną. Mam dość!

Elita? Nadzieja dla Polski?

Oj narażę się, narażę. Jaka z Was elita? Czytać ledwo potraficie, bo jeśli już, czytacie między wierszami, nie potrafiąc przeczytać wierszy. Przynajmniej większość z Was. Krzyczycie o dostępie do kultury. Do jakiej kultury??? Demotów? Kwejków? A co to za kultura? Fileshare’ów z amerykańskimi (tak, tak, wyprodukowanymi w tym opresyjnym kraju, który tak nas za pomocą ACTA uciska) sitcomami? Chomika? Przeglądając fejsbuka, patrząc na wpisy typu: „najważniejsze, że nową FIFĘ udało się ściągnąć”, „A ja już mam wszystkie sezony House’a na dysku”, najpierw załamuję ręce, a potem stwierdzam: Dość!

Ja wiem, czasy się zmieniają (Cytując „klasyka”: Dzisiaj czasy się zmieniły, nikt nie pieprzy już o gwiazdach), ale coś „mi się nie zgadza”: jeszcze w latach 2004-2005 w Bydgoszczy, współpracując ze studenckim magazynem „Chleba i Igrzysk” (pozdrowienia i podziękowania dla Kowala, Sto(i)ckiego, Kuzyna i całej reszty) DEBATOWALIŚMY o kulturze. O tym, jak spłyca się rozumienie kultury. O tym, że zniknęła kultura studencka – ta specyficzna, typowo akademicka wtopiła się w pop-kulturę. Kluby studenckie w większości zmieniły się w dyskoteki, lub kluby „grające” to samo, co „cywilne”, pozaakademickie. Pop-kultura zabiła kulturę studencką. Głosy były różne, ale mogliśmy swobodnie dyskutować i sprzeczać się, a następnie wydać numer magazynu, zachowując KAŻDY SWOJE ZDANIE. Wszyscy ceniliśmy Kisiela, jego prowokacje, zmuszające czytelników felietonów albo do myślenia, albo do głupiego obrażania się. I często też jechaliśmy „po bandzie”. A to „student-alkoholik”, a to stwierdzenie, że kultura alternatywna (Underground), tak samo jak studencka umarła – bo czymże jest 100 000 płyt zespołu punkowego, jak nie kolejnym wcieleniem kultury (bardzo) popularnej? W czasach współczesnych odkurza się, popularyzuje punk z lat PRL – słusznie. Ale reedycja tamtych utworów to już nie alternatywa, tylko trochę inny stream popu. Pisałem w „CiI” o Januszu Żernickim (http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_%C5%BBernicki). Kto go zna? Niewielu… Tymczasem tzw. ciechociński Okres Stachury (o, teraz to się można wykazać, że wiemy, któż on) jest ściśle z Januszem związany. Ilu z was kojarzy zespół RSC? A ilu kojarzy Lombard? No właśnie… Wam nie chodzi o dostęp do kultury. Wam chodzi o dostęp do POWIELANYCH, KOPIOWANYCH, POPULARNYCH treści. Wam nie chodzi o twórczość, tylko o odtwórczość.Generacja „skopiuj-wklej”, generacja „udostępnij”, generacja „myśl jak reszta”. Bracia Wachowscy osadzili „Matrixa” w jakiejś alternatywnej rzeczywistości – tymczasem „Matrix” dzieje się tu i teraz. Nie myślicie, nie tworzycie – powielacie pożądane wzorce. I nie ma znaczenia, czy pożądane przez władze, czy przez kogoś innego. Nie jesteście elitą. Jesteście tłumem – mięchem armatnim w wojnie korporacji i władz. A że sojusze w tej wojnie często się zmieniają, więc i Was ganiają po polu bitwy w jedną lub drugą stronę.

Myślę więc jestem? Jestem, więc myślę!

Odwróciła się maksyma Kartezjusza. Wydaje wam się, że skoro już „jesteście” na fejsie, kwejku, twiterze, to każda wasza myśl jest twórcza. Otóż nie. Cały czas twórcze są tylko te myśli, które wytworzycie. Kopiowanie, wklejenie, udostępnianie to tylko PRZEKAZYWANIE myśli kogoś innego. Niestety, nastąpiło powszechne uznanie takiego procesu jako procesu twórczego . Umiejętnie podsycane przez właścicieli serwisów, którzy wmawiają wam, że sam fakt „bycia” oznacza, że jesteście twórcami. Twórcze są wasz fotografie (nawet na tle meblościanki), ale nie przeklejone fotki kogoś innego. Twórcze są autorskie demoty, a nie przeklejone z innego serwisu. Twórcze są apele o pomoc pisane własnym zdaniem, a nie „skopiowane na twoją tablicę”. Twórcze jest wyprodukowanie i wyrażenie własnej opinii, a nie wklejenie „Komentarz usunięty przez ACTA”. Twórcze są mody do gier, a nie screenshoty z waszych „dokonań” w grze.

Inwigilacja w sieci…

… istnieje od początku jej istnienia. Taka natura Internetu. Adresacja IP, nicki, konta użytkownika – to wszystko pozwala inwigilować DOWOLNEGO użytkownika. Oczywiście, można się ukryć, jak i w świecie realnym. Wtedy można trolować, flejmować, hakować, spamować bezkarnie. W każdym innym przypadku, i takich jest większość – WSZYSTKO co robicie jest powszechnie dostępne. Nie tylko dla waszych, równie ambitnych, jak wy, znajomych. Również dla władz, cyberprzestępców, waszych pracodawców. I na pewno na jakimś etapie życia to do Was wróci. Na tej samej zasadzie wyłapywano tych, co zamawiali „5 piw”, na tej samej zasadzie (niesłusznie) ABW „dorwała” faceta od strony antykomor.pl. Chcecie żyć bez inwigilacji w sieci? To wynieście się z sieci. Nie ma innej metody. Inwigiluje was fejsbuk, twitter, kwejk, onet, wp, cholera wie, kto jeszcze. Amerykańskie służby typu FBI, CIA, NSA podobno też (Echelon). Inwigilują Was Chińczycy (sporo pirackiego contentu ze spyware’m „na dokładkę” właśnie z Chin pochodzi), pewnie Rosjanie i Białorusini, i pewnie jeszcze z dziesięć do dwudziestu państw, poza naszym własnym. Jakoś tego nie zauważacie, mimo „wrodzonej” elicie inteligencji. Nie chcecie takiej inwigilacji? To pakować plecak i na smolarnie w Bieszczady. Mówicie: sieć jest wolna! Tak, na tyle, na ile pozwolą jej być wolną dostawcy i administratorzy. Wy, niestety, dopóki z niej korzystacie, niewiele macie do powiedzenia. Możecie się zgodzić – i korzystać, albo nie zgodzić – i nie korzystać. Myślicie, że Facebook jest wieczny? A pamiętacie czasy przed Fejsem? Ile serwisów popadało? Mimo sprzeciwów Użytkowników? Jeśli „ktoś” zechce Wam wyłączyć fejsa, cz w ogóle usługi Internetu – mimo wychodzenia na ulice nic nie zrobicie. Witajcie w świecie korporacji…

Dlaczego w każdych kolejnych wyborach oddam głos pusty?


Wspomnę o ACTA – nie da się nie wspomnieć. Chodzi o współczesną klasę polityczną. Kolejny powód, dla którego na kolejne, i kolejne, i kolejne wybory pójdę, ale znów oddam głos nieważny. Otóż po wybuchu niezadowolenia w sprawie ACTA, nagle zaczęło się politykom przypominać, jak to bardzo są „przeciw”, a „przypadkiem” w Europarlamencie głosowali za odrzuceniem rezolucji potępiającej tryb prac nad umową. Brylują oczywiście gwiazdy: Jacek Kurski, Marek Migalski. Lista, jak kto głosował, pokazuje, że jedynie SLD był za rezolucją, reszta albo przeciw, albo się wstrzymała, albo… nie było ich. Taka super ważna (jak się okazuje) sprawa, takie zagrożenie demokracji, wolności, a tu… polska rzeczywistość skrzeczy. Tłumaczenia Kurskiego i Migalskiego są żałosne, przeprosiny Kaczyńskiego (oraz obietnica wyciągnięcia konsekwencji – ciekawe, kto tym razem z PiSu poleci?) poniewczasie, udawana szczerość Zdrojewskiego (były interpelacje, które odrzucił) równie przykra, co bezpodstawne zadowolenie SLD (panowie i panie – uwaga: „lub czasopisma”).

Jakoś nie wierzę, żeby przeciwnikom ACTA zapadły w pamięć te wydarzenia, tak samo, jak nie zapadają im w pamięć inne, które powinny wpłynąć na ich decyzje nad urnami wyborczymi. Jakoś nie wierzę w dobrą wolę polityków, w tym i uwielbianego przez internautów JKM, bo ruszyli, jak Ryszard Kalisz jaguarem na demonstrację przeciw bezrobociu, po „ptokach”. Jak już mleko się wylało, i wydało się, kto co robił wcześniej – zaczęli się kajać, pojawiać, „bywać” na protestach. Cynicy… Hipokryci (bodaj jeszcze więksi, niż część tych, którzy krzyczą, że w akcji STOP ACTA chodzi o wolność), hochsztaplerzy, niedzielni magicy.

Wybaczyć – TAK, zapomnieć – NIGDY

Na początku: nie, nie zmieniłem zdania – widzę w ACTA zagrożenia, ale uważam, że cały protest dotyczy usankcjonowania kradzieży, jaką jest piractwo, i momentu „funu” dla kilku tysięcy ludzi. Ba, nawet byłbym w stanie podać masę powodów, dla których tak może być (anonimowość, potrzeba identyfikacji, „podjaranie się” Oburzonymi w innych krajach, co z tego, że tamci protestują w związku z czymś innym? My nie gorsi! I tak dalej….). Ale pominę ten wątek, bo chciałbym skupić się na ważniejszym. Co kilka lat odbywają się w Polsce wybory. Demokratyczne. Ordynacja nie jest już tak demokratyczna, ale wybory – owszem. I niemal bez wyjątku (pomijając ostatnie w 2011) przy wyborach następuje zmiana przy korycie i na stołkach. Co ciekawe – obecni „Oburzeni ACTA”, przez ostatnie 5 lat głosowali głownie na PO (w mniejszym odsetku na Ruch Palikota, PiS, SLD, i tak dalej) – wynika to z prostej wyborczej arytmetyki. Część nie głosowała. W internecie konsekwentnie wygrywa JKM, niemal łeb w łeb z Palikotem i PO. Jeśli ruch „STOP ACTA” – polscy użytkownicy Internetu to taka siła, czemu dotychczas nigdy w wyborach nie wygrał Korwin-Mikke? Kolejny, obok ACTA, spisek? Jeśli tak bardzo go kochamy, internauci, w dodatku taką stanowimy siłę – wybierzmy go w końcu.

A może Palikot – legalizacja trawki, legalizacja związków partnerskich, legalizacja wszystkiego, co sobie zamarzymy. Założe się, że zalegalizuje też piractwo… w obietnicach wyborczych. Obietnice bowiem, a za nimi programy partyjne to powód i wygrywania, i przegrywania wyborów przez partie. Co ciekawe – jedyna koalicja, która REALIZOWAŁA program obiecany przed wyborami (AWS-UW, z J. Buzkiem jako premierem), czyli dotrzymała tego co spisała – sromotnie przegrała kolejne wybory. Ale wówczas politycy się nauczyli: nie ma znaczenia co obiecasz, ani (tym bardziej) co zrobisz. Najważniejsze, żeby cię lubili (stąd też fenomen popularności JKM w sieci – nie miał jak się narazić). Nie chcę wymieniać wszystkich obietnic wszystkich kolejnych rządów. Nie będę też snuł teorii spiskowych o roli mediów, układów, formalnych i nieformalnych umowach, itd. Zanim przejdę do odpowiedzi na pytanie postawione w tytule, chcę napisać jedno, jedyne zdanie, adresowane do wszystkich – oburzonych, zadowolonych, biednych, bogatych, starych, młodych, pięknych, brzydkich. To zdanie brzmi: Czytaj dalej

W skrócie – śmieszny „blackout”


Blackout proteście przeciw ACTA – w środku nocy, gdy użytkowników jest najmniej… Tu NIE CHODZI o pieniądze… zapewne. Na pewno jest jakiś idealistyczny, pewnie wolnościowy powód. Bo przecież w środku dnia, gdy z serwisów korzystają miliony internautów, protest nie byłby widoczny. Śmiech na sali…

%d blogerów lubi to: