Posts Tagged ‘ WTF? ’

Mam alergię…


… na pewien typ ludzi. Właściwie to pewne ludzkie zachowania wywołują we mnie antyspołeczną postawę. Innymi słowy – jak widzę, słucham, czytam fejsbukową twórczość pewnej grupy osób, szlag jasny mnie trafia i mam przeogromne pragnienie, żeby Ziemię nawiedził jakiś kataklizm, i wytłókł całe nasze durne plemię.

Zresztą – Diablica niedawno na swoim blogu (http://la-diable.blogspot.com/2012/01/nie-moge-ci-pomoc-jestem-koniem.html) pisała trochę o tym. Wkurzają mnie ludzie, którzy mają o sobie mniemanie, że są wrażliwi, empatyczni, współczujący, ludzcy, i tak dalej… Gdy natomiast przychodzi co do czego, i zwraca się człowiek do nich Z KONKRETNYM PYTANIEM o KONKRETNĄ POMOC, dostaje się w zamian chińskie ciasteczko (potrzebujesz ręcznik – kup w sklepie). Wkurzają mnie ludzie „kopiący studnie w Sudanie” na fejsie, piszący pod akcją adopcji psa ze schroniska „biedna psinka, wzięłabym, ale…” Drażnią mnie łańcuszki przesyłane do wszystkich na zasadzie „nie mogę pomóc, ale wysyłam do wszystkich, może ktoś się zlituje”. Mam alergię na „najlepszych przyjaciół”, którzy jak czegoś potrzebują, potrafią dzwonić o 3 nad ranem… nigdy zaś sami o tej porze telefonu nie odbierają. W skrócie – jednym zdaniem – WKURWIAJĄ MNIE HIPOKRYCI!

Czytaj dalej

Reklamy

Polska ( i nie tylko) „prawie” jak Indie


Znów trochę politycznie. Trochę zainspirowała mnie Joanna Kluzik-Rostkowska (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jeszcze-rok-temu-mieli-zmieniac-polityke-zmienili-,1,5011986,wiadomosc.html), trochę ostatnie historie z Niemcem, co to wszystko chowa Kaczyńskiemu, Migalskiemu, Kurskiemu i wielu innym (tym razem schował acta). Niedawno pisałem o partii, która ewentualnie wzięłaby mój głos w wyborach – tutaj, a teraz chciałbym tą myśl rozwinąć o moje rozumienie bieżącej polityki.

Otóż w moim rozumieniu (co prawda nie jestem profesorem nauk społecznych, ekonomii, politologii, itd., aczkolwiek biorąc pod uwagę ilość błędów i zakłamań, jakie owi profesorowie popełnili w ostatnich 100 latach, osładza mi brak profesury) współczesna polityka, wbrew  temu, co oficjalnie się podaje w mediach, nie jest do końca demokracją. Otóż demokracja to demokracja – władza ludu. Obecnie modne jest wytykanie tak zwanej demokracji ludowej, że co to za demokracja, podczas gdy demokracja PARLAMENTARNA, jest taką samą demokracją jak i ludowa. Ani demokracja, ani parlamentarna. Przykład, że tak naprawdę to nie parlament decyduje o tym co się w tej „demokracji” dzieje, mieliśmy ostatnio (ACTA, Ustawa o NIK – parlamentarzyści nic nie wiedzą, głosują „taśmowo” jak partia każe).  System obecny, nie tylko w Polsce, to jakaś chora wersja systemu kastowego. Mamy kastę polityków – warstwa wybitnie próżniacza, żyjąca kosztem wszystkich innych kast. Jest kasta urzędników, bezpośrednio w pobliżu kasty polityków, w swoistym sojuszu (my wam pozwalamy występować jako rządzący, wy nam nie przeszkadzacie). Jest kasta medialna – dziennikarze, publicyści, zawodowi komentatorzy. Jest kasta tzw. wolnych zawodów – prawników, lekarzy, artystów. Dlaczego wyłączyłem z niej pracowników mediów (niby też wolny zawód) – otóż kasta medialna ma inny wpływ na pozostałe kasty. I w końcu jest reszta społeczeństwa. W ramach kast istnieją podziały, różnice poglądów, kłótnie, awantury. Czasem (na razie, na szczęście, albo i nie) nawet poważniejsze sprawy jak morderstwa, fizyczna eliminacja oponenta.

Dlaczego system kastowy? Otóż w ramach tychże kast funkcjonuje, niezależnie od poglądów tego, czy innego przedstawiciela jedna, przewodnia myśl – strategia: Utrzymanie lub zwiększenie pozycji własnej kasty, niezależnie od kosztów, interesu społecznego, przekonań, etyki… Chcecie dowodów? Przykładów? Proszę bardzo. Dzisiaj kasta polityków i kasta urzędników:

Klasa próżniacza – politycy

Zupełnie słuszne głosy protestu w związku z „globalnym kryzysem” i kolejnymi cięciami wydatków socjalnych, żeby politycy zaczęli oszczędności od siebie, odbijają się od polityków bez żadnego echa. Zakładając, że kryzys jest tak poważny, jak jest to przedstawiane, że idzie ku gorszemu, że jeszcze wszystko przed nami, i „musimy zacisnąć pasa” całkiem zasadne stają się pytania o:

  • wielkość parlamentów i „politycznej” (czyli obsadzanej z klucza partyjnego) warstwy administracji – co prawda wmawia się nam, że oszczędności z likwidacji np. 100 miejsc poselskich nie będą wielkie, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia wobec skali kryzysu, ale politycy niezależnie od partii bronią swojego stanu posiadania. Ewentualnie rozbudowują go )mnożenie ministerstw, agencji centralnych, stanowisk politycznych w administracji). Żeby jeszcze przekładało się to na jakość życia politycznego i pracy polityków. Tak jednak nie jest – ilość bubli i spraw wtórnych (np. nowelizacje  WPROWADZONYCH W ŻYCIE stanowią ok 60% stanowionego prawa, czyli co najmniej – nie licząc uchwał, innych „zajęć” 60% pracy parlamentu to… korekty własnej pracy – proszę, pokażcie mi firmę, która 60% zasobów poświęca na naprawę swoich produktów) rośnie niemal wprost proporcjonalnie do ilość polityków zajmujących się „kluczowymi dla społeczeństwa” sprawami. Czytaj dalej
%d blogerów lubi to: